Czy Rosja zapewni bezpieczeństwo podczas igrzysk?

Z gen. Romanem Polką, byłym dowódcą jednostki specjalnej GROM w
trakcie misji w Iraku, byłym zastępcą szefa, a następnie p.o. szefem Biura
Bezpieczeństwa Narodowego, rozmawia Mariusz Bober

Rosja nie ochłonęła jeszcze po poniedziałkowych zamachach w
moskiewskim metrze, tymczasem wczoraj doszło do kolejnych ataków, tym razem w
należącym do Federacji Rosyjskiej Dagestanie, gdzie zabito szefa milicji w
mieście Kizlar. Widzi Pan związek między tymi aktami terroru?

– Jest
to raczej pewien zbieg okoliczności. Rosja jest dużym krajem i ma wiele różnych
problemów, z których ten na Kaukazie jest chyba największy. Dla mnie jest
natomiast niepokojące to, że do zamachu doszło w pobliżu budynku szkoły.
Przecież tam mogły znajdować się dzieci i kobiety. W ten sposób znów ofiarami
ataku mogli być niewinni cywile. Przypomina to trochę sytuację z Biesłanu sprzed
kilku lat.

Celem poniedziałkowego zamachu w Moskwie byli obywatele czy władze
Rosji? Aktów terroru dokonano na stacjach metra położonych w pobliżu
strategicznych instytucji państwowych – Kremla, siedziby Federalnej Służby
Bezpieczeństwa czy sztabu generalnego rosyjskiej armii…


Niektórzy komentatorzy uważają nawet, że zamachy są władzom na rękę, bo ostatnio
prezydent Dmitrij Miedwiediew planował reformę milicji i zwolnienia w resortach
siłowych, od których być może teraz odstąpi. Wchodzimy jednak na grząski grunt
spisków i spekulacji; trzeba by teraz określić, które konkretnie władze miałyby
skorzystać na zamachu, wpisać tę sytuację w szerszy kontekst konfliktu między
frakcjami we władzach Rosji…
Wydaje mi się jednak, że tym razem mamy do
czynienia z terroryzmem pochodzącym z Kaukazu, o czym świadczyłoby np.
wykorzystanie kobiet w charakterze zamachowców-samobójców. Wskazywałby na to
również sposób działania organizatorów zamachu.

Ataki przeprowadzono w godzinach porannego szczytu, w krótkim
odstępie czasu, o czym to świadczy?

– Akcja była dobrze
przeprowadzona pod względem logistycznym. Wybór miejsca zamachów nie był
przypadkowy – symboliczna Łubianka, położona na centralnej linii, podobnie jak
czas – w godzinach porannego szczytu, gdy metrem jeździ mnóstwo ludzi. Zamachy
były też skoordynowane w czasie, obliczone na to, by służby nie zdążyły
zareagować. Podobno był też planowany trzeci zamach, na szczęście
nieudany.
Czas zamachu jest też ważny, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że
Rosja przygotowuje się do świętowania zwycięstwa w II wojnie światowej,
organizując uroczystość, na którą zjadą głowy państw z całego świata. Teraz
otrzymali oni czytelny komunikat, że Moskwa nie jest bezpiecznym miejscem.
W
takich okolicznościach ciężej będzie też wracać do jednego z najtrudniejszych
nierozstrzygniętych problemów Federacji Rosyjskiej – Czeczenii. Terrorystom
mogło chodzić o przypomnienie o swoim kraju, o wysłanie sygnału społeczności
międzynarodowej, aby ta wywarła presję na władze rosyjskie. Jeśli chcemy
doszukiwać się teorii spiskowych, to można w tym miejscu dowodzić, że zamachy
pozwolą władzom Rosji, naciskanym na zmianę polityki wobec Czeczenii,
powiedzieć: sami widzicie, że nie możemy. W mojej ocenie, samobójczynie nie
pomogły swojej ojczyźnie.

Czy w takim razie zamachy nie stawiają znaku zapytania nad zdolnością
Rosji do zapewnienia bezpieczeństwa nie tylko swoim obywatelom, ale także
zagranicznym gościom? Mam na myśli zimowe igrzyska olimpijskie w Soczi za 4
lata.
– Mieszkańcy Moskwy mają już za sobą chociażby doświadczenie
Dubrowki. Świeża jest też pamięć wydarzeń ze szkoły w Biesłanie. Ataki o
charakterze terrorystycznym powtarzają się w Rosji cyklicznie. Do tej pory w
przypadku zamachów w metrze nie mamy informacji o złym działaniu służb, choć
oczywiście sam fakt, że doszło do aktu terroru, już jest ich porażką. To może
świadczyć, że jednak coraz lepiej współpracują i są w stanie podejmować wyzwania
wiążące się z zapewnianiem bezpieczeństwa. Ja bym raczej powiedział, że to my
powinniśmy wyciągnąć wnioski z moskiewskich zamachów.

Jakie?
– Czeka nas organizacja dużej imprezy sportowej –
Euro 2012. Doświadczenia pokazują, że najwięcej problemów jest z koordynacją
działań służb odpowiedzialnych za zapewnienie bezpieczeństwa: zarówno tych
podległych MSWiA, jak i wojska. Tymczasem w Polsce wciąż priorytetem jest
przygotowanie do udziału w międzynarodowych misjach stabilizacyjnych. Słaba jest
również społeczna świadomość, nie tylko tego, jak się zachować w sytuacji
zamachu, ale i co zrobić, gdy np. widzimy pozostawiony bagaż. Ćwiczenia
pokazują, że większość ludzi przechodzi obok niego obojętnie. Nie przychodzi nam
do głowy zapytać współpasażerów, czy to ich walizka, nie myślimy o powiadomieniu
obsługi stacji. Jeśli nie wyuczymy się takich zachowań, to nie pomoże nawet
zwiększenie liczby policjantów czy ochroniarzy.

Czyli także w Polsce powinniśmy mieć się na baczności?

Niestety tak. Jesteśmy zaangażowani w misje stabilizacyjne – militarnie w
Afganistanie i w Iraku, gdzie wciąż bierzemy udział w szkoleniu tamtejszych
wojsk i administracji. To powoduje, że „jesteśmy na liście”.

Powinniśmy w takim razie wycofać naszych żołnierzy z Afganistanu
przed 2012 rokiem?

– Te dwie sprawy nie mają ze sobą nic wspólnego.
Wycofanie polskich żołnierzy z Afganistanu to decyzja oparta na analizie
sytuacji politycznej i bezpieczeństwa w tym kraju, stopnia wypełnienia zadań,
jakie postawiono tam przed polskim wojskiem; skorelowana z celami polskiej
polityki zagranicznej i naszymi zobowiązaniami wobec sojuszników z NATO. A do
Euro 2012 trzeba się po prostu dobrze przygotować.

Wróćmy jeszcze na chwilę do poniedziałkowych zamachów. Jak Pan
tłumaczy fakt, że tuż po ich przeprowadzeniu w Moskwie przez kilka godzin nie
działały telefony komórkowe?

– To akurat jest standardowa procedura
wskazująca na profesjonalizm rosyjskich służb bezpieczeństwa. W sytuacjach
ataków terrorystycznych trzeba liczyć się z możliwością wykorzystania przez
terrorystów telefonów komórkowych do przeprowadzenia kolejnych zamachów. Pod
ziemią, w metrze, z uwagi na zakłócenia i zanikanie sygnału oraz brak możliwości
obserwacji ładunku z bezpiecznego miejsca wykorzystanie komórki jest raczej mało
prawdopodobne, ale już np. w wejściu na stacje, gdzie też mogą być podłożone
ładunki, scenariusz aktywowania bomby może zostać zrealizowany. Proszę sobie
wyobrazić chaos, jaki powoduje wybuch wśród spieszących do metra ekip
ratunkowych i służb bezpieczeństwa.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj