Ustawa „antyprzemocowa” uderza też w samorządy

Z Janem Klawiterem, radnym PiS, członkiem Komisji Zdrowia, Polityki
Społecznej i Rodziny Sejmiku Województwa Pomorskiego, rozmawia Maria S.
Jasita

Jak pomorscy samorządowcy oceniają rządowy projekt nowelizacji ustawy
o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie?
– Samorządowcy przesyłali
nam z gmin cały szereg uwag, które dotyczyły głównie najbardziej drażliwej
sprawy dla gmin, jaką są koszty. To kuriozalne, że nikt o kosztach nie pomyślał.
Oczywiście oficjalnie się mówi, że zostanie przydzielone półtora miliona złotych
na realizację tej ustawy, ale to są grosze, jeśli się tę kwotę podzieli na
wszystkie gminy. Tymczasem przecież to gminy będą miały obowiązek znalezienia
mieszkań dla izolowanych od rodziny sprawców przemocy oraz będą musiały
wygospodarować poważne fundusze z tytułu pracy siedmioosobowych zespołów
interdyscyplinarnych, które mają być powoływane przez gminy. Przykładowo, kto ma
opłacać lekarza: NFZ czy gmina? Nie wiadomo. Również wielu pracowników
socjalnych z gmin stwierdzało, że boją się wymuszanej na nich tym projektem
samodzielnej kompetencji zabierania dzieci z rodzin i nie bardzo chcą ponosić
odpowiedzialność w tej kwestii. Niektóre gminy uważają, że w ogóle niepotrzebna
jest tak dalece sformalizowana struktura, jak zespoły interdyscyplinarne,
ponieważ dotychczas działające w wielu gminach zespoły socjalne potrafią dobrze
funkcjonować.

Zechciałby Pan podać przykłady zarzutów i wątpliwości napływających z
konkretnych gmin?
– Wójt gminy Konarzyny pisze, że tworzenie
kolejnego zespołu w małych gminach jest bezzasadne. Dotychczas problematyką
przemocy zajmuje się tam gminny ośrodek pomocy społecznej przy współudziale
policji oraz grupa przeciwalkoholowa w tych przypadkach, w których przyczyną
przemocy domowej jest alkoholizm. Samorządowcy nie widzą potrzeby tworzenia
zespołu interdyscyplinarnego przy, ich zdaniem, małej liczbie występujących
zdarzeń przemocowych. Z kolei wójt gminy Chmielno stwierdza, że odbieranie
dziecka i umieszczanie go w rodzinie zastępczej lub placówce bez wcześniejszej
decyzji sądu to zbyt duże kompetencje przyznawane przez projekt pracownikom
socjalnym. Jeden z GOPS-ów pyta, czy przewidziana jest ochrona dla członków
zespołu w małych gminach, w których wszyscy mieszkańcy spotykają się w różnych
miejscach i o różnych porach. W takiej społeczności trudno o anonimowość. Ma to
duże znaczenie, bo w kwestii obracania danymi wrażliwymi niestety może być tak,
że one będą wyciekały, skoro każdy wie, kto jest kim. Co zatem członkowie
zespołu interdyscyplinarnego mają zrobić w przypadku kierowanych pod ich adresem
gróźb, szykan czy innych form zastraszania ze strony sprawcy przemocy?

Pomorskie Stowarzyszenie Gmin Wiejskich skierowało w tej sprawie list
do premiera…

– Zwraca w nim uwagę, że gminy nie są przygotowane do
realizacji procedowanej przez Sejm ustawy chociażby z powodu braku
wykwalifikowanej kadry, która mogłaby realizować zadania przewidziane w
projekcie. Oprócz tego zarzuca m.in. brak realnego wpływu gmin na ostateczne
decyzje sądów, np. poprzez brak zapisu, w którym obligatoryjnie sąd otrzymywałby
od ośrodka pomocy społecznej i pedagoga wiarygodne informacje o sytuacji dziecka
i rodziny. Ponadto brakuje zapewnienia o zabezpieczeniu odpowiednich środków z
budżetu państwa na realizację zadań wynikających z tej ustawy, dlatego istnieje
realne niebezpieczeństwo, że budżety małych gmin mogą nie udźwignąć tych nowych
zadań.

Rzecznicy ustawy twierdzą, że podczas konsultacji społecznych
zdecydowana większość organizacji – zwłaszcza tych bezpośrednio zajmujących się
pomocą ofiarom przemocy – wypowiadała się dosyć entuzjastycznie na temat tego
projektu…

– Niestety, prace nad tym projektem są prowadzone w
pośpiechu. Na jednym z ostatnich posiedzeń sejmowej Komisji Polityki Społecznej
i Rodziny w ubiegłym tygodniu usprawiedliwiano się, że była możliwość
konsultacji, można było przyjeżdżać do Warszawy. Jestem tym bardzo zdziwiony, bo
zazwyczaj jak się tworzy jakieś odpowiedzialne ustawy, np. o GMO, to my w
sejmiku ten projekt otrzymujemy, odpowiednia komisja to dostaje i opiniuje. W
tym przypadku czegoś takiego nie było, tylko postawiono sprawę tak, że kto chce,
to niech przyjedzie i coś powie. Jeżeli starczy czasu, to ewentualnie ma jakieś
szanse konsultować. A kto nie przyjedzie, to go się już nie słucha. Przecież
takie konsultacje powinny być otwarte i projekt powinien być przesłany do
odpowiednich instytucji, a już na pewno do samorządowych, skoro to ich
najbardziej dotyczy. Ale samorządy takich informacji nie dostały. Dlatego jeśli
chodzi o społeczne konsultacje dotyczące tej ustawy, to w mojej ocenie wypadło
to fatalnie, proces konsultacyjny na pewno nie był wystarczający. Wiem m.in. od
posłów Prawa i Sprawiedliwości, że również w innych województwach samorządowcy
mają podobne krytyczne stanowisko wobec tego projektu oraz jakości prac nad
nim.

Sejmik pomorski chciał projekt dobrze poznać i zorganizował na jego
temat konferencję z udziałem naukowców…

– Naukowcy z Uniwersytetu
Gdańskiego zwracali uwagę na to, że niektóre zapisy rządowego projektu
uniemożliwiają czy zakłócają proces wychowawczy w rodzinie. Na przykład mieli
wątpliwości co do punktu mówiącego o tym, że nie wolno stosować jakichkolwiek
kar cielesnych, zadawać cierpień psychicznych. Jaka jest definicja poniżania
dziecka? Przecież jeżeli rodzic nie pozwoli pójść małoletniej córce na dyskotekę
nocną, to jest to oczywiście zadawanie cierpienia psychicznego, ale jest to
równocześnie forma kary czy prewencji, a rodzic wychowując, musi mieć w zanadrzu
i nagrody, i kary. Totalną paranoją jest zaliczenie w Poradniku Pracownika
Socjalnego do form poniżania i przemocy: zawstydzania, krytykowania zachowań
seksualnych, narzucania własnych poglądów, kontrolowania i ograniczania dziecka.
Co zatem wolno rodzicom, dokąd to wszystko zmierza? Rodzina to jest wspólnota,
która ze względu na proces wychowania dziecka musi być obdarzona dużym zakresem
autonomii. Takie mówienie rodzicom, co mają robić, a czego nie – to odebranie im
wszelkich możliwości działania. Nie wolno skrytykować czy zawstydzić dziecka –
to zaczyna być Orwell!

Jeśli koalicja z Lewicą przeforsują projekt, to dojdzie do
absurdalnej sytuacji, że samorządy będą musiały realizować ustawę, której są
całkowicie przeciwne…

– W zupełności się z tym zgadzam.
Samorządowcy to jest „chłopiec do bicia” i będą musieli to realizować, bo
przecież nie pójdą protestować pod Sejmem. Mogą wyrażać swoje niezadowolenie,
ale ostatecznie będzie działało prawo silniejszego. Chciałbym tutaj zwrócić
uwagę na to, że wszędzie powinna być stosowana zasada pomocniczości, co oznacza,
że politycy powinni się zajmować sprawami natury ogólnej, takimi, z którymi
samorząd sobie nie poradzi, jak np. bezpieczeństwo państwa. Posłowie chyba nie
rozumieją tego, że ingerują w pewne rozwiązania proponowane przez gminy, które
radni często przygotowaliby lepiej. Jeśli ta ustawa zostanie uchwalona, to prawo
będzie oczywiście obowiązywało, ale być może będzie ono trochę fikcyjne. Choćby
tam było dziesięciu inspektorów, którzy będą to wymuszali, to nic nie zrobią,
jeśli gminy się zaprą. „Skąd mamy brać mieszkania? Nie mamy ani mieszkań, ani
pieniędzy, w związku z tym tej części ustawy nie będziemy realizować, bo państwo
środków nie przewidziało” – powiedzą. Zresztą wydaje mi się, że to jest też
działanie nie do końca zgodne z prawem: nieprzewidywanie w budżetach gmin
środków, które idą za odpowiednimi ustawami rozszerzającymi zakres
obowiązków.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj