Energetyka jądrowa – głos w dyskusji
Media poinformowały, że rząd premiera Donalda Tuska podjął decyzję o
budowie pierwszej w Polsce elektrowni jądrowej. Jako najbardziej prawdopodobna
lokalizacja wymieniany jest Żarnowiec. Powrócił więc problem, który 20 lat temu
w czasie obrad Okrągłego Stołu znalazł się w protokole rozbieżności między
stroną rządową a solidarnościową.
Ówczesny rząd komunistyczny, podobnie jak dziś gabinet Tuska, stał na
stanowisku, że należy ignorować własne zasoby energetyczne i uzależniać się od
dostaw zewnętrznych, upatrując w rozwoju energetyki jądrowej szansę na lepszą
przyszłość Polski. Jedyną różnicę stanowi fakt, że wtedy rząd widział nadzieję
na bezpieczeństwo energetyczne w technologiach sowieckich, a obecnie we
francuskich. Twierdzono wówczas, że brak instalacji nuklearnych spowoduje
szybkie wyczerpanie zapasów węgla i wywoła kryzys energetyczny w Polsce w ciągu
kilkudziesięciu lat. Dzisiaj argumentem za atomem jest konieczność ochrony
klimatu w skali globalnej.
Czy świat cierpi na brak energii?
Nie. Zasoby energii
słonecznej są praktycznie niewyczerpalne, a Ziemia, dzięki najbardziej sprawnym
organizmom, jakimi są rośliny, wykorzystuje zaledwie 1 proc. tej energii,
podczas gdy pozostałe 99 proc. powtórnie wraca w kosmos. Z drugiej strony zasoby
energetyczne w postaci węgla, ropy, gazu i ciepła zmagazynowanego wewnątrz
naszej planety praktycznie również znacznie przewyższają potrzeby ludzkości w
perspektywie czasu, który możemy określić mianem wieczności. W naszej szerokości
geograficznej wraz ze wzrostem głębokości temperatura ziemi wzrasta o 3 st. C na
każde 100 metrów. Tak więc na głębokości około 3 km temperatura wynosi około 90
st. C, a na głębokości 10 km kilkaset stopni. Żyjemy więc na powierzchni
wielkiego pieca, z którego możemy pozyskiwać energię w nieograniczonej ilości.
Problemem są tylko i wyłącznie koszty będące pochodną opracowanych i dostępnych
technologii pozyskiwania energii.
Polsce także nie brakuje zasobów energetycznych
Energia
to fundament rozwoju gospodarczego i podstawa bezpieczeństwa państwa. To dlatego
każdy kraj, który rzeczywiście myśli o niezależności gospodarczej, stara się
zapewnić sobie bezpieczeństwo dostaw energii z perspektywą wielu lat. Pod
pojęciem bezpieczeństwa dostaw należy rozumieć dwie strategie, niekoniecznie
wykluczające się nawzajem. Państwa nieposiadające własnych zasobów
energetycznych bezpieczeństwo energetyczne muszą sobie zapewnić poprzez
dywersyfikację dostaw zgodnie z teorią rozprzestrzenienia ryzyka w czasie i
przestrzeni. Podstawą tak rozumianej dywersyfikacji jest oczywiście nie tyle
liczba gazociągów czy też ropociągów, co różnicowanie dostaw od podmiotów
gospodarczych i politycznych konkurujących ze sobą. Ewidentnym brakiem myślenia
o bezpieczeństwie energetycznym Europy byłoby pełne uzależnianie się od dostaw
gazu rosyjskiego. W przypadku tego państwa liczba gazociągów nie ma akurat
podstawowego znaczenia. Rosja, prowadząc nieprzerwanie od wielu wieków stabilną
politykę wielkomocarstwową i posiadając pokaźne zasoby energetyczne, stara się
zapewnić sobie wpływy, a więc i swoje bezpieczeństwo, poprzez uzależnianie
innych państw od dostaw własnych zasobów energetycznych. Wydaje się, że powinno
to robić każde rozsądne państwo. Polska posiada ponad 14 mld ton węgla
kamiennego, a więc ponad 80 proc. dostępnych w obecnych technologiach
wydobywczych złóż w skali Unii Europejskiej. Na podobnym poziomie szacowane są
również nasze zasoby węgla brunatnego. To gwarantuje rzeczywiste bezpieczeństwo
energetyczne Polski i może praktycznie w 100 proc. uniezależnić nas od dostaw
zewnętrznych na setki lat. W tym miejscu należy także wspomnieć o polskich
zasobach geotermalnych, których zasobność – szacowana przez wysokiej klasy
specjalistów z profesorami Julianem Sokołowskim, Ryszardem Kozłowskim i Jackiem
Zimnym na czele – przewyższa 150 razy nasze potrzeby. W tej sytuacji węgiel i
zasoby geotermalne powinny być głównym punktem zainteresowania Polski jako bazy
dla bezpieczeństwa energetycznego kraju.
Dlatego odpowiedź na pytanie, czy
Polska cierpi na brak własnych zasobów energetycznych w dostępnych obecnie
technologiach, brzmi: nie. Posiadamy własne zasoby energetyczne i powinniśmy
prowadzić w ramach realizacji bezpieczeństwa energetycznego kraju politykę
uniezależniania się od dostaw zewnętrznych i uzależniania innych państw od
własnych zasobów energetycznych.
Polskie szanse na kreowanie niezależnej polityki
energetycznej
Tej szansy nie wykorzystujemy. A są nią nasze i
pozostałych państw UE zobowiązania wynikające z konwencji klimatycznej i
protokołu z Kioto. Polska jako jedno z niewielu państw (stron) konwencji
klimatycznej wypełnia postanowienia konwencji i z dużą nawiązką spełnia
zobowiązania wynikające z protokołu z Kioto. Mieliśmy obniżyć CO2 o 6 proc. w
stosunku do roku 1988, a dokonaliśmy redukcji na poziomie 32 procent. Daje to
ponad 500 mln ton CO2 do dyspozycji Polski w okresie rozliczeniowym 2008-2012.
Byliśmy wręcz w idealnej sytuacji w Unii Europejskiej. My mieliśmy poważne
nadwyżki redukcji jednostek emisji, a stara Piętnastka odwrotnie, duży niedobór.
Stara Piętnastka, wspólnie się rozliczająca, nie spełnia bowiem warunków
protokołu z Kioto. Uzyskała ona dopiero w ostatnich latach redukcję na poziomie
około 2 proc. przy zobowiązaniach w latach 2008-2012 na poziomie 8 procent.
Powinna więc ponieść konsekwencje finansowe w latach 2008-2012 za brak redukcji
w wysokości ponad 1 mld ton CO2. Przestrzegając zapisów protokołu z Kioto,
musiałaby zapłacić karę lub też starać się kupić limity, między innymi od
Polski. Sytuacja była tym bardziej korzystna, że w pierwszych latach obecnego
wieku stara Piętnastka zaczęła w mediach przekonywać wszystkie państwa świata,
że antropogenne zmiany klimatyczne są głównym problemem globalnym, a sama UE
chce być liderem w procesie redukcji emisji gazów cieplarnianych do atmosfery.
Byliśmy więc liderem dla chcącej być przywódcą Unii i mieliśmy pełne szanse
osiągnąć korzyści z tej sytuacji.
Walka ze zmianami klimatu czy eliminacja polskiego
węgla?
Polskie osiągnięcia w ramach realizacji zobowiązań
wynikających z konwencji klimatycznej i protokołu z Kioto dawały szansę rozwoju
gospodarczego naszego państwa. Niestety, szansy tej nie wykorzystaliśmy. Ustawą
z 22 grudnia 2004 r. o handlu uprawnieniami do emisji do powietrza gazów
cieplarnianych i innych substancji zaakceptowaliśmy dyrektywę Parlamentu
Europejskiego i Rady Unii Europejskiej nr 2003/87/WE z 13 października 2003 r.
ustanawiającą w ramach „ratowania klimatu” europejski system handlu
uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych. W ustawie tej zobowiązaliśmy się
do przyjęcia wewnętrznego, wspólnotowego systemu handlu emisjami w układzie
sektorowym (energia elektryczna, ciepłownictwo, produkcja stali, cementu, szkła,
papieru itp.), gdzie limity emisji na tę działalność przydziela Komisja
Europejska. Na owoce tej decyzji nie trzeba było długo czekać. Na lata 2008-2012
Komisja przydzieliła Polsce limit tak mały, że chcąc produkować, musimy dokupić
limity emisji od innych państw UE. Mówiąc obrazowo, przy posiadaniu 500 mln ton
nadwyżki redukcji CO2 w ramach protokołu z Kioto w latach 2008-2012, chcąc
produkować w tym okresie energię elektryczną, ciepło, stal, cement, papier lub
szkło, mamy tylko jedno wyjście – musimy dokupić miliony ton limitu emisji
wewnątrz UE. Oczywiście musi to odbić się na wzroście cen w Polsce, za co
zapłaci każdy z nas. Paradoksem jest, że dokupić możemy właśnie od starej
Piętnastki, która wprawdzie nie wywiązała się ze swoich zobowiązań, ale w tych
sektorach, których dotyczy unijny handel emisjami, rezerwy takie można łatwo
wypracować. Uwidacznia się tu z jednej strony hipokryzja Komisji Europejskiej, a
z drugiej bądź to „dziwna spolegliwość”, bądź też indolencja polskich elit
rządzących. Okazuje się, że w UE dla „ratowania klimatu” nie liczą się setki
milionów ton niewykonanej redukcji przez starą Piętnastkę. Nie liczą się także
setki milionów ton dokonanej redukcji przez Polskę. Dla „ratowania klimatu”
liczy się natomiast kilkanaście czy też kilkadziesiąt milionów ton, które Polska
musi dokupić na produkcję w wymienionych sektorach i to właśnie od państw starej
UE. Ponieważ bazą energetyczną dla tych ważnych sektorów gospodarczych w Polsce
jest stosunkowo wysoko emisyjny pod względem CO2 węgiel kamienny, a krajowe
zapasy tego nośnika energii są tak wielkie, że mogą służyć przez setki lat nie
tylko Polsce, ale i całej UE, można postawić tezę, że to nie walka z klimatem, a
walka z polskim węglem i próba uzależnienia energetycznego gospodarki polskiej
od zewnętrznych dostaw energii jest głównym celem Unii Europejskiej. Wydaje się,
że blokada polskiego węgla w UE jest kontynuowana i to pod hasłem zbyt dużej
koncentracji CO2 w atmosferze mającej powodować niekorzystne zmiany klimatyczne.
Ewidentnym przykładem tego jest wynegocjowany przez rząd polski pakiet
klimatyczno-energetyczny. Na wniosek Komisji Europejskiej podjęto decyzję, że do
roku 2020 cała UE, a tym samym i Polska, dokona 20-proc. redukcji emisji CO2 do
atmosfery. Teoretycznie jest to kontynuacja strategii konwencji klimatycznej i
protokołu z Kioto, którego sygnatariusze, jak wspomniano, zobowiązali się do
obniżki emisji gazów cieplarnianych w latach 2008-2012 w stosunku do roku
bazowego, który był różny w stosunku do różnych państw. Polska wynegocjowała rok
1988, a państwa starej Piętnastki, chcące rozliczać się wspólnie, rok 1990. W
tej sytuacji zaskoczeniem jest to, że Polska zamiast twardo domagać się
rozliczenia starej UE z jej zobowiązań i zmuszać ją do poniesienia
odpowiedzialności, odstąpiła w pakiecie klimatyczno-energetycznym od roku
bazowego z protokołu z Kioto. Zobowiązaliśmy się dokonywać dalszej redukcji
emisji CO2 o 20 proc. do roku 2020, z tym że za rok bazowy dla wszystkich państw
UE „wynegocjowaliśmy” rok 2005. Z wielką szkodą dla Polski „wynegocjowaliśmy”
takie samo traktowanie wewnątrz UE i od roku 2005 nie liczy się zarówno to, że w
Polsce dokonała się redukcja na poziomie 32 proc., jak i to, że w Hiszpanii,
która w tym czasie korzystała ze środków UE, nastąpił wzrost emisji CO2 o ponad
40 procent. Nie liczy się „przeszłość” i poniesione przez nas koszty. Liczy się
„przyszłość” i „solidarnie chroniony klimat”, mimo że dalsza redukcja CO2 to dla
Polski konieczność albo następnych kosztów związanych z nowymi, niskoemisyjnymi
technologiami spalania węgla, albo polityka dalszego uzależniania polskiej
gospodarki od dostaw mniej emisyjnych w CO2 źródeł energii, a więc gazu, ropy
naftowej czy też energii jądrowej. Zamiast domagać się miliardów euro od tych,
którzy nie wywiązali się ze zobowiązań wynikających z protokołu z Kioto,
wynegocjowano dla Polski praktycznie dalszą blokadę polskiego węgla. Zgadzając
się na pakiet klimatyczno-energetyczny, podtrzymujemy także zapisy traktatu
akcesyjnego odnośnie do odnawialnych źródeł energii: zobowiązaliśmy się, że w
roku 2020 udział tej energii w ogólnym bilansie stanowił będzie 14,5 procent.
Według specjalistów, główną bazą dla odnawialnych źródeł energii w Polsce może
być biomasa i geotermia. Ze względu na uwarunkowania geograficzne nie posiadamy
bowiem w obecnej sytuacji dobrych warunków dla uzyskiwania energii słonecznej,
wodnej czy też wiatrowej. Niestety, biomasa (słoma, odpady drzewne, odpady
komunalne) może być skutecznie blokowana przez wynegocjowane przez nas limity
CO2, jak i zobowiązania odnośnie do zawartości pyłów w powietrzu. Chcąc spalać
biomasę, musimy stosować, podobnie jak przy węglu, najnowsze technologie, co
oczywiście musi kosztować i nie może być zrealizowane w tak krótkim czasie.
Pozostaje więc geotermia. Specyfiką Polski jest to, że w wielu miejscach na
głębokości około 3 km mamy wodę o temperaturze zgodnej z temperaturą ziemi na
tej głębokości. Jest więc gorąca woda, którą trzeba przetransportować na
powierzchnię ziemi i wykorzystać do celów grzewczych lub też zamienić na energię
elektryczną. Po wykorzystaniu energii cieplnej, a więc po schłodzeniu tych wód,
należy je na powrót wtłoczyć drugim otworem na tę samą głębokość, z której
zostały pobrane.
Nie wykorzystujemy możliwości…
Przykładem tego jest
głośna sprawa blokowania geotermii toruńskiej zarówno przez Ministerstwo
Środowiska, jak i Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Pierwsze
doprowadziło do zerwania umowy na dofinansowanie tej inwestycji, a drugie nie
wydało zgody na zbiórkę publiczną. Nie wiemy więc, czy obecny rząd dąży do
wzrostu bezpieczeństwa energetycznego kraju opartego na własnych zasobach
energetycznych, czy też odwrotnie – w oparciu o blokadę własnych zasobów promuje
uzależnianie państwa od dostaw zewnętrznych, w tym o import technologii
nuklearnych z Francji. Francji, która nie posiadając własnych zasobów
energetycznych, postanowiła starać się tworzyć swoje bezpieczeństwo energetyczne
w oparciu o rozwój swoich technologii jądrowych i ich eksport do innych państw.
Jasno zostało to powiedziane podczas wizyty prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego w
polskim Sejmie jesienią 2008 roku. Oczywiście nie można mieć pretensji do głowy
państwa francuskiego. Dba on przecież o interes swojego kraju i należy to
zdecydowanie pochwalić. Zdziwienie budzić powinna natomiast reakcja rządu PO –
PSL, który to z pełnym aplauzem przyjmował wypowiedź prezydenta Sarkozy’ego
sugerującą w podtekście blokadę polskiego węgla na rzecz importowanych,
francuskich technologii energetyki jądrowej i uzyskania kredytów na budowę
elektrowni atomowych w Polsce. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że węgiel i
wody geotermalne to potencjał energetyczny Polski stwarzający szanse na
bezpieczny rozwój gospodarczy kraju. Polska nie wykorzystuje tych możliwości,
mimo że posiada sukcesy i sprzyjają temu podpisane i ratyfikowane takie
porozumienia międzynarodowe, jak konwencja klimatyczna ONZ i protokół z Kioto.
Zamiast dbać o bezpieczeństwo energetyczne kraju i wykorzystywać w tym celu
własne zasoby energetyczne, niweczy własne osiągnięcia i uzależnia się od
zewnętrznych źródeł energii, czego ewidentnym przykładem jest decyzja powrotu do
budowy elektrowni jądrowych w Polsce.
W tej sytuacji, traktując powyższą
wypowiedź jako głos w dyskusji, należy zadać następujące pytania.
1. Dlaczego
rząd polski ignoruje prawo międzynarodowe i nie egzekwuje zobowiązań zarówno
swoich, jak i pozostałych członków UE wynikających z protokołu z Kioto i
konwencji klimatycznej, działając tym samym na szkodę kraju?
2. Na podstawie
jakich analiz i prognoz gospodarczych przyjęto pakiet klimatyczno-energetyczny
niszczący krajowe bezpieczeństwo energetyczne?
3. Jaki wpływ na decyzję
budowy elektrowni jądrowych w Polsce ma brak woli egzekwowania przez rząd
krajowych osiągnięć wynikających z konwencji klimatycznej i protokołu z Kioto?
Jaki wpływ na tę decyzję ma przyjęty przez rząd polski pakiet
klimatyczno-energetyczny?
4. Co zadecydowało o budowie elektrowni jądrowych w
Polsce i jaki wpływ na to ma ignorowanie polskich osiągnięć w ramach konwencji
klimatycznej i protokołu z Kioto?
5. Jakie będą koszty budowy elektrowni
jądrowych w Polsce i czy głównym celem tych inwestycji nie jest udostępnienie
naszego kraju jako miejsca składowania odpadów radioaktywnych w zamian za
uzyskane kredyty na budowę tych inwestycji z banków zachodnich?
Uzyskanie
wiarygodnych odpowiedzi na postawione pytania pozwoli stwierdzić, czy
działalność rządu wyraża dbałość o bezpieczeństwo państwa, czy też jest zdradą
stanu.
Prof. Jan Szyszko
Profesor dr hab. Jan Szyszko – poseł na Sejm RP z ramienia PiS. Kierownik
Samodzielnej Pracowni Oceny i Wyceny Zasobów Przyrodniczych SGGW. Prezes
Stowarzyszenia na rzecz Zrównoważonego Rozwoju Polski. Minister ochrony
środowiska, zasobów naturalnych i leśnictwa w rządzie AWS – UW. Minister
środowiska w rządzie PiS.
