Dawać młodym spójne, jasne komunikaty

Z ks. dr. Adamem Kostrzewą, dyrektorem Zespołu Szkół im. Księdza
Stanisława Konarskiego w Skierniewicach, rozmawia Anna Zalech

Jak to jest, Księże Dyrektorze, „rzeźbić” w tak kruchym materiale,
jakim są dzieci i młodzież?

– Nie wiem, czy właściwe jest mówienie o
„kruchym materiale”. W naszych szkołach mamy uczniów od 5. do 19. roku życia. Na
początku ten „materiał” jest dosyć plastyczny, ale z wiekiem staje się coraz
bardziej twardy. Gdy dzieci są małe, a więc okres szkoły podstawowej, początki
gimnazjum, musimy jako nauczyciele, wychowawcy, a także rodzice starać się
dobrze ukształtować ten plastyczny „materiał”, pamiętając, że jest wiele
czynników zewnętrznych – typu moda, dzisiejsze trendy, media – mogących
negatywnie wpływać na młodych. Zadaniem i zarazem wyzwaniem szkoły, szczególnie
katolickiej, jest to, żeby uformować młodego człowieka szybciej, niż zrobi to
niewłaściwie środowisko.
W przypadku starszej młodzieży, kiedy ten „materiał”
jest twardszy, ważne jest, żeby przebić się do wnętrza przez inne czynniki,
które zagłuszają tę pracę wychowawczą nad młodym pokoleniem. Dążyć do tego, aby
uznali wartości, które chcemy im przekazać, za swoje, bo taka „obróbka” na siłę
nic nie daje – „materiał” się kruszy i nie daje się z niego ukształtować tego,
co byśmy chcieli.

Jakie metody stosowane są w szkole, aby prawidłowo kształtować ten
cenny kruszec, którym są uczniowie?

– W szkole katolickiej stawiamy
m.in. na obecność modlitwy, nie tylko tej przed lekcjami, ale również w szerszej
formie. Proponujemy zatem np. godzinne modlitewne zamyślenie w każdy pierwszy
piątek miesiąca czy dłuższą refleksję i modlitwę przed lekcjami wychowawczymi,
gdzie omawiane są czasami trudne i ważne sprawy.
Takie akcenty jak
okolicznościowe Msze św., spotkania z księdzem biskupem, rekolekcje staramy się
wykorzystywać jako to, co w jakiś sposób kształtuje religijnie człowieka i
zbliża go do Boga. Chociaż szkoła katolicka nie jest jedyną drogą do tego
Źródła, myślę, że może pomóc tym, którzy się pogubili czy nie mieli do tej pory
okazji, żeby się do Niego zbliżyć. Takie jest przede wszystkim zadanie szkół
katolickich.
Zdajemy sobie sprawę, że dziś mowa o wartościach nie jest
atrakcyjna, szczególnie w młodym wieku. Staje się piękna wtedy, kiedy te
wartości są już przyjęte, ukształtowane i wydają owoce. Młodym ludziom trudno
skupić się na świętości, ale już takie cnoty jak szlachetność, prawość –
pociągają ich. Dlatego trzeba im ukazywać przy każdej okazji, co jest słuszne, a
co nie, czym jest dobro, a czym zło. Proste, jasne komunikaty – to jest
najważniejsze. Nie chcemy młodym nakazywać, to oni sami muszą chcieć. Ewangelia
głoszona przez Chrystusa nie była łatwa, atrakcyjna, ale jednak przyjęło ją
wielu. Pamiętamy stwierdzenie ludzi słuchających Jezusa: „Trudna jest ta mowa”,
i Jego pytanie: „Czy i wy chcecie odejść?”. Wiemy, że ci, którzy pozostali,
zyskali naprawdę wiele. To, co może młodych przekonać, że jest to słuszna droga
do zwycięstwa – którą kroczyło i nadal kroczy wielu ludzi – to świadectwo,
przykład. W optyce wychowania chrześcijańskiego rozwój osobowości wychowanków
winien dokonywać się z poszanowaniem ich wolności. Staramy się więc zwracać
uwagę na człowieka, na jego godność. Okazją do wychowania mogą być nawet –
wydawałoby się – nieistotne rzeczy, np. zmiana obuwia. Nie traktujemy tego
jedynie w kategorii tego, że ma być czysto w szkole, ale również chcemy
pokazywać, iż poprzez właściwe zachowanie szanujemy pracę innych ludzi, ich trud
i poświęcenie. Podobnie rzecz się ma z takim zjawiskiem jak ściąganie. Jest to
okazja do pokazywania tych cnót, o których wspomniałem wcześniej –
szlachetności, prawości. Mówimy wprost, że ściąganie to nie spryt, tylko zwykła
nieuczciwość względem rodziców, nauczycieli, ale także względem kolegów i
koleżanek, którzy muszą podjąć wysiłek, żeby zdobyć wiedzę.
Nauczanie to
integralny proces polegający m.in. na czuwaniu przez cały czas i wychwytywaniu
momentów, kiedy można coś wskazać, pomóc naprawić, ukierunkować.

Wiek gimnazjalny to trudny okres zarówno dla samych uczniów, jak i
ich rodziców, a także wychowawców…
– Wiek gimnazjalny to czas,
kiedy młody człowiek zaczyna sam osądzać sytuacje, świat, drugą osobę. Jest to
osąd bardziej krytyczny niż obiektywny, połączony czasem z buntem przeciwko
wszystkiemu w zasadzie, co się łączy ze światem dorosłych. Istotne jest na tym
etapie, żeby pomóc tym młodym ludziom przejść ten okres w miarę łagodnie.
Staramy się – jak już wspomniałem – przedstawiać jasne, spójne zasady, ale
jednocześnie oczekujemy, że te wymagania zostaną spełnione. Nasza szkoła nie
jest obowiązkowa, jest to świadomy wybór ucznia i rodziców. I chyba dlatego mamy
mniej problemów z uczniami niż w innych placówkach.

Z pewnością w szkołach katolickich więcej wymaga się nie tylko od
ucznia, ale i od nauczyciela. Ma on być wzorem, ale też sam ma szukać wzoru.
Jakie kryterium musi spełniać nauczyciel, aby mógł uczyć w katolickiej
szkole?
– W szkole katolickiej oczekujemy od nauczycieli, aby byli
świadkami wiary. Zgodnie z tym, co powiedział Papież Paweł VI: młodzież nie chce
nauczycieli – chce świadków, jeżeli słucha nauczyciela, to dlatego, że jest on
świadkiem. Własnym życiem potwierdza to, czego naucza. Ewangelia nazywa obłudą
taką postawę, jeżeli ktoś nakłada obowiązki, mówi o zasadach, a sam nie chce
według nich żyć. Szkoła oczekuje od nauczycieli, że razem z uczniami będą stawać
do modlitwy i pogłębiać swoje życie duchowe. Podejmujemy działania w celu
formowania duchowego nauczycieli, proponujemy im m.in. spotkania modlitewne,
konferencje, rekolekcje itp. Nauczyciel musi zobaczyć, że jest to jego
powołanie, jego droga, która ma być także drogą do doskonałości osobistej. Jest
to wyzwanie dla każdego nauczyciela, aby być mistrzem, który nie tylko wskazuje,
ale i prowadzi.

Wielu rodziców chciałoby posłać dziecko do szkoły katolickiej,
czując, że spełni ona ich oczekiwania, będzie wspierać w wychowaniu ich pociech.
Często jednak przeszkodą jest strona finansowa…

– Wiadomo, że w
przypadku szkół niepublicznych potrzebne są środki na funkcjonowanie szkoły.
Cieszy mnie jednak, że czesne, jakie pobieramy, jest stosunkowo niskie i
większość rodziców jest w stanie sobie na nie pozwolić. Mamy system stypendialny
dla osób, które potrzebują pomocy, dla rodzeństwa, a także możliwość
indywidualnego podejścia finansowego do konkretnych uczniów.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj