Obywatelu, nie interesuj się reformą
Prezydent Barack Obama bagatelizuje niskie poparcie wśród
kongresmanów dla swojej reformy ochrony zdrowia. Apeluje do rodaków, aby ci
również nie martwili się o losy ustawy zdrowotnej i sporami proceduralnymi wokół
niej. Mimo uspokajających słów szefa Białego Domu przedstawiciele Demokratów
twierdzą, że nie zebrali jeszcze niezbędnej do zwycięstwa minimalnej liczby 216
głosów w Izbie Reprezentantów.
W rozmowie z tradycyjnie popierającą Republikanów stacją telewizyjną Fox
prezydent po raz pierwszy odniósł się do kontrowersji, jakie narosły wokół
przyjęcia ustawy reformującej służbę zdrowia. Musiał odpowiedzieć przede
wszystkim, dlaczego Demokraci zrezygnowali z szukania dla ustawy większości 60
proc. głosów, jak nakazuje zwyczaj panujący w Kongresie, lecz chcą ją
przeforsować przy pomocy tzw. procedury rekoncyliacji, gdzie wystarczy zwyczajna
przewaga 50 proc. plus 1 głos. Obama powiedział, że ta kwestia nie zaprząta mu
głowy. – To, co mogę wam powiedzieć, to to, że głosowanie, do którego dojdzie,
będzie głosowaniem na temat reformy służby zdrowia. I jeśli ludzie zagłosują na
tak, w jakiejkolwiek formie, to będzie to głos za tą reformą. Myślę, że nie
powinniśmy udawać, że jest inaczej – bagatelizował sprawę prezydent USA. Co
więcej, odbędzie się tylko jedno głosowanie, w którym każdy z kongresmanów,
który opowie się za zastosowaniem procedury „50 proc. plus 1”, jednoznacznie
odda głos także za reformą ochrony zdrowia. Republikanie krytykują partię
rządzącą za stosowanie takich „ezoterycznych sztuczek”. Ich zdaniem, Demokraci w
ten sposób starają się uniknąć odpowiedzialności za wprowadzanie zmian. Barack
Obama zdecydowanie zaprzecza takim oskarżeniom, twierdząc, iż nie powinno być
problemu w rozeznaniu, który z członków Izby Reprezentantów opowiedział się za
jego planem reformy służby zdrowia, a który był przeciw.
Sprawa nie wygląda
jednak tak prosto, jak to próbuje przedstawiać szef Białego Domu. Wielu
demokratów nie chce popierać senackiej wersji ustawy, choćby ze względu na
zapisy umożliwiające finansowanie aborcji z budżetu federalnego, zaś inni ze
względu na brak tzw. opcji publicznej (alternatywne wobec prywatnych
ubezpieczenia publiczne), o którą tak usilnie zabiegali lewicowi politycy. Wobec
tego część demokratycznych liderów proponuje jeszcze jeden scenariusz, który
ułatwiłby przekonanie wahających się kongresmanów. Chodzi o „zasadę
automatycznego zastosowania”, w której to Izba Reprezentantów zatwierdzałaby
senacką reformę, jednocześnie głosując nad pakietem poprawek do niej. Wówczas
dopiero po przyjęciu zmian uznano by reformę za zaakceptowaną.
Barack Obama
twierdzi, że nie należy się przejmować na zapas. – Kiedy dojdzie do głosowania,
nie tylko ja będę wiedział, co jest w ustawie, ale także i wy będziecie to
wiedzieć, ponieważ będzie ona wszystkim udostępniona i każdy będzie mógł ocenić
jej zawartość – stwierdził. Jego zdaniem, debata nad formą głosowania skupia się
nie na tym, co powinna. Odpowiadając z kolei na pytanie, dlaczego jest tak pewny
przegłosowania tej reformy, powiedział:
– Powodem, dla którego jestem
przekonany, że przejdzie, jest fakt, iż teraz jest odpowiedni czas, by to zrobić
– podsumował prezydent.
Podobne przekonanie wyraża lewicowy „New York Times”
w artykule „Demokraci zmierzają w stronę zabezpieczenia głosów za reformą
zdrowia”. Zdaniem gazety, partia jest już coraz bliższa zebrania wymaganej
większości i obecnie tylko dopracowuje detale głosowania przed weekendowym
posiedzeniem parlamentu. Jednocześnie – jak przypomina „New York Times” –
liderzy ugrupowania potwierdzają, że nie zebrali wymaganych 216 głosów. Na dziś
aż 36 demokratów wstrzymuje się od poparcia dla reformy. Szczególnie przeciwni
są katoliccy przedstawiciele partii. Podkreślają oni, że poparcie tak otwarcie
proaborcyjnej ustawy jest nie tylko niezgodne z ich sumieniem, ale także z całą
pewnością będzie ich kosztować mandat w jesiennych wyborach do parlamentu. Z
kolei kierownictwo partii chwali się, że udało się już m.in. przekonać do nowej
ustawy Jamesa L. Oberstara, kongresmana z Minnesoty, oficjalnie
przedstawiającego się jako przeciwnik aborcji.
Republikanie zaś podkreślają,
że zrobią wszystko, aby zablokować ustawę. Przewodniczący opozycji w Izbie
Reprezentantów John A. Boehner z Ohio podkreśla, że jego partia będzie wywierać
nacisk na Demokratów, zwłaszcza w ich okręgach wyborczych. – Muszą odpowiedzieć,
czy zamierzają głosować zgodnie z prezydentem i Nancy Pelosi, czy zamierzają
głosować zgodnie ze swoimi wyborcami – zauważa Boehner.
Łukasz Sianożęcki
