Prokuratura uległa policji?
– Po analizie materiałów uznałam, że policjanci, i to tak
doświadczeni, nie dopełnili swoich obowiązków, i wydałam postanowienie o
postawieniu im zarzutów. Nie udało mi się ich przesłuchać, bo natychmiast się
rozchorowali. Po dwóch tygodniach nie prowadziłam już tego śledztwa, zostało mi
ono odebrane i przekazane innemu prokuratorowi – zeznała wczoraj przed komisją
śledczą Dominika Suchan-Ziembińska. Następnie zarzuty funkcjonariuszom uchylono,
a postępowanie umorzono po trzech miesiącach.
Suchan-Ziembińska jest obecnie adwokatem, ale do 2007 r. była prokuratorem.
Latem 2004 r. otrzymała sprawę kradzieży policyjnego samochodu z aktami sprawy
Krzysztofa Olewnika. 7 czerwca 2004 r. dwóch funkcjonariuszy z mazowieckiej
policji: Maciej L. i Grzegorz J. przewoziło z Płocka do Warszawy w bagażniku
służbowego pojazdu 16 tomów akt sprawy o uprowadzenie Krzysztofa Olewnika.
Dostali wówczas zlecenie przesłuchania jednego ze świadków. Wykonując rozkaz,
pozostawili samochód bez opieki, a po powrocie auta już nie zobaczyli. Zgodnie z
prawem, policjanci nie powinni zostawiać samochodu bez nadzoru, stąd śródmiejska
prokuratura postawiła im zarzut niedopełnienia obowiązków służbowych. Tymczasem
9 czerwca Włodzimierz Olewnik, ojciec Krzysztofa, otrzymał od nieznanego
mężczyzny anonim, z którego wynikało, że akta miały zginąć, a gdyby policjanci
byli przy samochodzie w chwili kradzieży, to nie przeżyliby. Komisja posiada ten
anonim. Samochód nie został odnaleziony, a treść akt odtwarzano.
Ocena
postępowania funkcjonariuszy dokonana przez Suchan-Ziembińską jest jednoznaczna.
– Po analizie materiałów uznałam, że policjanci, i to tak doświadczeni, nie
dopełnili swoich obowiązków, i wydałam postanowienie o postawieniu im zarzutów.
Nie udało mi się ich przesłuchać, bo natychmiast się rozchorowali. Po dwóch
tygodniach nie prowadziłam już tego śledztwa, zostało mi ono odebrane i
przekazane innemu prokuratorowi – relacjonowała wczoraj była prokurator. –
Przyjęłam trzy wersje śledcze: kradzież przypadkową, kradzież nieprzypadkową bez
współudziału policjantów i kradzież nieprzypadkową ze współudziałem
funkcjonariuszy policji. Wątpiłam, by tak doświadczeni policjanci popełnili aż
taki błąd, stąd zarzuty – wyjaśniała. Jednak jej przełożony prokurator Dariusz
Bieniek zdecydował o przekazaniu sprawy innemu prokuratorowi.
– Pewnego dnia
w sekretariacie dowiedziałam się, że nie prowadzę już tego śledztwa –
powiedziała wczoraj Suchan-Ziembińska. Jeszcze gdy prowadziła śledztwo – jak
dalej zeznawała – odwiedziło ją dwóch lub trzech oficerów policji, przełożonych
funkcjonariuszy. Mówili, że to bardzo dobrzy i doświadczeni policjanci;
namawiali prokurator do zmiany decyzji. – To było nietypowe, nigdy taka wizyta
mi się nie zdarzyła – zeznawała.
Sprawę przejęła następnie prokurator Urszula
Mirończuk (przesłuchiwana już przez komisję), i umorzyła ją już po trzech
miesiącach. – Szkoda, że pani nie prowadziła tego śledztwa do końca. Być może
nie musielibyśmy się tu dziś spotykać – podsumował jej zeznania przewodniczący
komisji Marek Biernacki (PO). – To twardy dowód ręcznego sterowania prokuraturą
– dodał wiceszef komisji Andrzej Dera (PiS).
Członkowie komisji nie
wykluczają, że mimo tego, iż prokurator Bieniek zeznawał w ubiegłym tygodniu,
wezwą go raz jeszcze.
Paweł Tunia
