Nie da się połączyć wody z ogniem
Z dr. Arturem Górskim, posłem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia
Marcin Austyn
Wyobraża Pan sobie taki układ sił politycznych, w którym PiS mogłoby
powrócić do władzy, ale tylko wespół z SLD? Takie pomysły zgłaszane są nie tylko
w środowisku PiS; współpracy nie wykluczyłby także Aleksander
Kwaśniewski…
– Prawo i Sprawiedliwość jest partią zdecydowanie
antykomunistyczną i tego typu głosy dające się słyszeć w moim środowisku budzą
we mnie bardzo duże zdziwienie i niepokój. Odnoszę wrażenie, że w ten sposób
wypowiadają się ludzie mentalnie stojący poza PiS. Osobiście, jako poseł prawicy
konserwatywnej i katolik, nie wyobrażam sobie sojuszu z partią, która programowo
jest antykatolicka i – w mojej ocenie – antypaństwowa i antynarodowa. Szczerze
mówiąc, zupełnie nie wiem, czemu mają służyć tego typu wypowiedzi, które
przypominają mi słynną deklarację posła Palikota, że jest mu blisko do SLD.
Może mają przygotować wyborców na taki scenariusz albo zbadać ich
nastroje? Przecież deklaracja posła Adama Hofmana nie była odosobnionym głosem.
Zawarcia koalicji z SLD jednoznacznie nie wykluczali przecież m.in. Michał
Kamiński, Przemysław Gosiewski, Adam Bielan czy Adam Lipiński. Owszem, mówiono o
niej w kategoriach pewnego wariantu, wspominano o warunku zmiany pokoleniowej,
ale jednak nie było stanowczego „nie”.
– Czasem w polityce trzeba
umieć powiedzieć stanowcze „nie”. Jestem w stanie wyobrazić sobie pewnego
rodzaju koalicje taktyczne mające na celu przegłosowanie w Sejmie konkretnych
ustaw albo umożliwiające dokonanie wyboru konkretnych osób na stanowiska
państwowe. Jednak nie wyobrażam sobie, podobnie jak większość członków PiS,
trwałej koalicji z lewicą postkomunistyczną. I nie chodzi tu o to, czy jest to
młoda lewica, czy też ta stara, wywodząca się z czasów PRL, ale o pryncypia.
Przecież młodzi działacze lewicowi są często bardzo ideowi, zajadli w swoim
lewactwie, a przez to bardziej niebezpieczni niż starzy, postkomunistyczni
działacze do wielu spraw mający koniunkturalne podejście. Jeszcze raz podkreślę:
nie wyobrażam sobie takiej koalicji. Słysząc takie głosy, odnoszę wrażenie, że
niektórzy posłowie PiS kwestię pragmatyzmu w polityce traktują zbyt dosłownie.
Uważam, że istnieją granice przyzwoitości i uczciwości względem wyborców. Nie
można dla osiągnięcia celów politycznych wchodzić w sojusz z samym diabłem. Jako
katolik, na taką koalicję zgody dać nie mogę, bo taka koalicja byłaby szkodliwa
zarówno dla PiS, jak i dla Polski.
Prezes Jarosław Kaczyński wykluczył współpracę PiS z SLD. Nie obawia
się Pan, że mimo to zadziała zasada, zgodnie z którą w polityce nigdy nie mówi
się „nigdy”?
– Są granice zdrowego rozsądku, są granice walki o
elektorat. Bardzo ułudne są kalkulacje, że w wyborach prezydenckich elektorat
postkomunistyczny nagle zagłosuje na Lecha Kaczyńskiego albo w wyborach
parlamentarnych przerzuci swoje głosy na PiS. Ale jest całkiem realne, że
elektorat prawicowy nie pójdzie na wybory. Jeżeli nadal będą słyszane głosy
nawołujące do koalicji z SLD, to obawiam się, że cierpliwość mogą stracić
wyborcy prawicowo-katoliccy, którzy przez ostatnie lata byli przez PiS karmieni
hasłami walki z dziedzictwem komunizmu. Ludzka cierpliwość ma swoje granice,
podobnie jak wyrozumiałość i akceptacja dla pewnych działań. Tego typu
enuncjacje na pewno nie służą silniejszemu przywiązaniu się prawicowych wyborców
do PiS. Zawsze byłem zwolennikiem tego, by moja partia otwierała się na prawą
stronę i dbała o katolicki elektorat, bo jest on nam najbliższy i najbardziej
wierny. Nie zmienia to faktu, że rozumiem koncepcję otwierania się PiS na
centrum, bo jest to konieczne, aby wygrać wybory. Mówimy tu jednak o centrum, a
nie o lewicy. Nie da się połączyć wody z ogniem. Albo decydujemy się, że
jesteśmy partią centroprawicową, albo że jesteśmy – podobnie jak PO – partią bez
zasad, i otwieramy się na lewicę. Ja zapisałem się do partii z zasadami i nie
wyobrażam sobie koalicji PiS z lewicą.
Ile PiS może poświęcić, by odsunąć Platformę Obywatelską od
władzy?
– Oczywiście sztuką będzie odsunięcie PO od władzy i trzeba
szukać różnych rozwiązań, aby przyciągać szeroki elektorat i wygrać wybory.
Jednak największą sztuką będzie spożytkowanie zwycięstwa. Prezes Jarosław
Kaczyński powiedział: najpierw wygrajmy wybory, a później będziemy realizować
nasz program. Nie widzę możliwości realizacji naszego programu w koalicji z SLD,
bo oznaczałoby to daleko idący kompromis i de facto rezygnację z naszego
programu. Ale o czym my w ogóle mówimy, przecież taka koalicja jest absolutnie
niemożliwa z powodów ideowych. A skoro jest niemożliwa, to nie mówmy o niej.
Tego typu dyskusja powoduje tylko zamęt i zniechęcenie do PiS.
Trudna do wyobrażenia była też koalicja PiS z LPR i
Samoobroną…
– To była zupełnie inna sytuacja. Biorąc pod uwagę
światopogląd LPR, nie był to „egzotyczny koalicjant”. Z kolei Samoobrona była
typową partią „obrotową” – to cecha charakterystyczna dla partii chłopskich. O
ile jestem w stanie wyobrazić sobie – choć nie jest to łatwe – koalicję z PSL,
której niektórzy posłowie czasem zachowują się przyzwoicie, o tyle pomysł
sojuszu PiS z SLD przekracza granice mojej wyobraźni. Jestem przekonany, że
gdyby doszło do takiej koalicji, to moja partia straciłaby tych posłów, którzy
nie byliby w stanie spojrzeć w oczy swoim patriotycznym wyborcom.
Skoro takie głosy szkodzą partii, to może kierownictwo PiS powinno w
jakiś sposób zdyscyplinować swoich członków?
– Każdy ma prawo do
wyrażania swoich opinii, nawet jeśli brzmią one absurdalnie, ale wypowiedzenie
słów o możliwej koalicji PiS z SLD przy okazji kongresu partii zdominowało
przekaz medialny. Nagle się okazało, że dla dziennikarzy ważniejsza była krótka,
nieprzemyślana wypowiedź kolegi Hofmana niż niezwykle ważne politycznie i
merytorycznie głębokie wystąpienie prezesa PiS na kongresie. Media mówią przez
kolejne dni nie o głównych tezach wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego, ale o
kilku zdaniach posła z trzeciego rzędu. Biorąc pod uwagę czas i treść tej
wypowiedzi, można powiedzieć, że to poważny błąd. Myślę, że kierownictwo partii
nie powinno wyciągać konsekwencji wobec posła, tylko na przyszłość wyciągnąć
wnioski z całej sytuacji. Bo szkoda w tak głupi sposób niszczyć obraz Prawa i
Sprawiedliwości – z takim mozołem budowany przez wiele lat – jako partii
centroprawicowej i antykomunistycznej.
Dziękuję za rozmowę.
