Krakowski transferRoman(s) z Platformą
Z posłem Zbigniewem Wassermannem, szefem małopolskich struktur Prawa
i Sprawiedliwości, rozmawia Marcin Austyn
Decyzja małopolskich radnych Ligi Polskich Rodzin o przejściu na
stronę Platformy Obywatelskiej jest dla Pana zaskoczeniem?
– To jest
decyzja, która na pewno zaskakuje wyborców LPR, dlatego że mamy tu do czynienia
ze zderzeniem dwóch zupełnie różniących się na wielu płaszczyznach światów.
Świadczy to o tym, że panowie są w wielkiej desperacji i najwyraźniej uznali, iż
stawka, o którą grają, jest warta nawet pewnego rozczarowania ze strony własnego
elektoratu. Platforma ma spore problemy w Małopolsce i Krakowie. Sądzę, że gest
Romana Giertycha, który wyraźnie z politycznych względów rzucił się na Jarosława
Kaczyńskiego, był takim zwietrzeniem szansy na to, iż można zwrócić na siebie
uwagę, a być może uratować też jakieś przyczółki czegoś, co politycznie ulegało
rozpadowi. Nie ma co ukrywać, że LPR jako podmiot polityczny zeszła na
margines.
Władze LPR odcinają się od tego, co robi krakowska
Liga…
– Mamy tu dość zamazany obraz. Ci ludzie byli, są i pewnie
będą utożsamiani z LPR i ich działania idą na konto także tych, którzy zachowują
się lojalnie wobec głoszonych poglądów i programu. Mamy tu do czynienia z
postawą kogoś, kto szuka szansy na zrobienie dobrego interesu w trudnej sytuacji
politycznej, w jakiej jego ugrupowanie się znalazło.
To przejęcie taktyczne z potrzeby chwili czy może dłuższy romans?
Mówi się o wspólnym starcie w wyborach samorządowych…
– Myślę, że
jest to kwestia ceny. Wydaje mi się, że PO jest w stanie wiele „zapłacić”, gdyż
chce ratować władzę, którą sprawuje w samorządzie małopolskim. Natomiast dla
tych panów jest to typowy targ.
PiS także miało dla nich ofertę?
– Nie ukrywam, że
rozmawialiśmy o współpracy. Wydawało mi się, iż poważnie, bo nasza oferta była
przyzwoita. Zaznaczaliśmy, że nie chodzi nam o przejęcie władzy i zrobienie
przewrotu dla przewrotu, ale że trzeba zmienić sposób funkcjonowania samorządu,
bo w wielu sferach działania był on zły. Była szansa, by pokazać, iż można
inaczej.
Ta propozycja mówiła o wejściu do struktur PiS czy też przewidywane
było działanie „we współpracy”?
– Na pewno była mowa o
zabezpieczeniach na przyszłość, jeśli chodzi o przyszły byt polityczny. Mamy
okres kampanii wyborczej, więc zawsze rozmawia się z gotowością wsparcia i tego
typu inicjatyw. Nie było jednak jakichś rewelacyjnych ustaleń, choć były takie,
które dawały nadzieję.
Platforma przebiła tę ofertę?
– Tak sądzę. Mam wrażenie,
że ci radni działają na zasadzie straceńców, którzy są w stanie odciąć się od
korzeni, byleby tylko przedłużyć swój byt.
Dziękuję za rozmowę.
