Sybiracy: Może zadziała precedens estoński
Według prawników, z punktu widzenia prawa międzynarodowego
pociągnięcie do odpowiedzialności sprawców deportacji Polaków na Wschód byłoby
zasadne. Problem jednak w tym, że trudno wytoczyć proces obywatelom innego
państwa.
– Mamy takie działania podjęte – oświadcza Tadeusz Chwiedź, prezes Związku
Sybiraków, odnosząc się do ewentualnego wniesienia sprawy o odszkodowania do
rosyjskich sądów. Według niego, problem polega na tym, że tego typu sprawa
musiałaby być prowadzona na zasadach prawa rosyjskiego. – Trzeba by pojechać do
Rosji, wnieść sprawę w sądzie i tam domagać się sprawiedliwości. Tylko, czy pan
wie, ile na mocy rosyjskiego prawa należałoby nam się odszkodowania? Około 120
dolarów. Więc powiedzieliśmy, że takiej jałmużny i upokorzenia nie chcemy –
zaznacza Chwiedź. Wskazuje, że kwestie odszkodowań poruszał ze stroną rosyjską
Adam Rotfeld, współprzewodniczący polsko-rosyjskiej komisji do spraw trudnych. –
Odbyliśmy z nim rozmowy i z tego, co nam przekazał, wynikało, że nie ma żadnych
optymistycznych ani pocieszających wieści. Dlatego postanowiliśmy wystąpić do
prezydenta Lecha Kaczyńskiego o rozwiązanie tej sprawy poprzez ustawę o
świadczeniu substytucyjnym przysługującym osobom represjonowanym w latach
1939-1956 przez Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich – mówi
prezes.
Senator Piotr Łukasz Andrzejewski, przewodniczący komitetu Norymberga
II powołanego w celu osądzenia zbrodni komunistycznych uważa, że kwestia
odszkodowań dla ofiar wywózek powinna być rozwiązana na szczeblu
międzypaństwowym. Wskazuje na konieczność utworzenia rosyjsko-polskiego funduszu
kompensacyjnego, który powinien być poprzedzony wspólnym szacunkiem strat
osobowych i materialnych spowodowanych działaniami aparatu władzy Rosji
Sowieckiej wobec Narodu Polskiego. Senator przyznaje, że działania tylko na
gruncie prawa rosyjskiego przyniosłyby mierne owoce. – Jako adwokat wniosłem
sprawę w drugiej połowie lat 80. przeciwko Rosji odpowiedzialnej prawnie za
zbrodnie komunistyczne ZSRS. Odpowiedziano mi, że Rosja za 10 lat łagrów,
wyniszczającą pracę, utratę zdrowia i krzywdy moralne w wyniku niesłusznego
skazania deportowanych według swojego prawa ogranicza się do równowartości
trzymiesięcznego przeciętnego wynagrodzenia – opowiada
Andrzejewski.
Przymusowe deportacje ludności polskiej na Wschód w 1940 r. to
nie tylko problem odszkodowań, lecz także osądzenia i skazania sprawców.
Prawnicy wskazują, że istnieje przynajmniej teoretyczna możliwość wyciągnięcia
wobec nich konsekwencji prawnych. Doktor Ireneusz Kamiński, wykładowca na
Uniwersytecie Jagiellońskim, reprezentujący Rodziny Katyńskie przed Europejskim
Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu zaznacza, że duże znaczenie miałyby tutaj
tzw. procesy estońskie. – Chodzi o sowieckie deportacje, które polegały na
przymusowym przesiedleniu wielu estońskich rodzin. Osoby, które zostały skazane
w Estonii pod koniec lat 90. za te zbrodnie przeciwko ludzkości, kwestionowały
wyroki na tej podstawie, że miało do nich dojść bez wystarczającej podstawy
prawnej. Wniesione przez nie sprawy do ETPC zostały odrzucone. Zatem uznano
prawomocność skazania osób odpowiedzialnych za deportacje na podstawie przepisów
dotyczących zbrodni przeciwko ludzkości – zauważa Kamiński. Jego zdaniem, ten
precedens ma dla nas znaczenie o tyle, że „jeśli teoretycznie Polska, czyli
polskie instytucje wymiaru sprawiedliwości – prokuratura i Instytut Pamięci
Narodowej, zaczęłyby ścigać rosyjskich sprawców deportacji i gdyby doszło do ich
skazania, a następnie osoby te odwołałyby się do ETPC, wówczas na zasadzie
analogii do spraw estońskich, stronie polskiej nie można by niczego zarzucić”.
Kamiński zastrzega jednak, że możliwość skazania sprawców deportacji ludności
polskiej jest bardzo niewielka, bo przebywają oni na terenie Rosji. – Natomiast
w przypadku Estonii sprawa była o tyle prosta, że za deportacje odpowiadali
obywatele tego samego państwa, którzy po odzyskaniu niepodległości przez to
państwo pozostali w jego granicach. Co oznaczało, że można było ich fizycznie do
odpowiedzialności prawnej pociągnąć – wskazuje Kamiński.
Jacek Dytkowski
