Generał „Nil” mało znany

Mimo że rok temu powstał nawet film o generale Auguście Emilu
Fieldorfie „Nilu”, postać bohaterskiego dowódcy Kierownictwa Dywersji Komendy
Głównej Armii Krajowej (Kedyw) jest wciąż mało znana. Wczoraj w Krakowie odbyły
się obchody 57. rocznicy śmierci gen. „Nila”.

W uroczystościach zorganizowanych przez Muzeum Armii Krajowej im. Generała
Augusta Emila Fieldorfa „Nila” wzięli udział kombatanci – żołnierze Polskiego
Państwa Podziemnego. Uczestnicy spotkania podkreślali, że gen. Fieldorf był
postacią niezłomną, „oddaną najistotniejszym sprawom Narodu Polskiego”.
Przypomniano, że walczył on o niepodległość Ojczyzny z bolszewikami w 1920 roku,
brał też udział w kampanii wrześniowej, a potem zajął się organizacją struktur
Polskiego Państwa Podziemnego. Z chwilą wkroczenia Sowietów organizował
struktury organizacji „NIE”. Ta niezłomna postawa doprowadziła do aresztowania,
a potem do zamordowania „Nila” po sfingowanym procesie.
Profesor Ryszard
Legutko, eurodeputowany, wyraził żal, że postać tak wybitna jak gen. Fieldorf,
która winna być wzorem dla kolejnych pokoleń żyjących już w wolnej Polsce, wciąż
jest nienależycie eksponowana i mało znana. Dzieje się tak, mimo że powstał film
opowiadający o męczeństwie naszego narodowego bohatera.
Legutko zaznaczył, iż
brak zainte resowania Polaków historią, nieznajomość naszych najnowszych
dziejów, sprzyja niekorzystnemu procesowi dowolnej interpretacji przeszłości. –
Poszukując przyczyn tego zjawiska, nie mogę oprzeć się gorzkiej refleksji
dotyczącej ostatniego dwudziestolecia, okresu Polski na powrót wolnej, w której
jednak związek wolności i prawdy uważany jest za niebezpieczny fundamentalizm.
Dlatego zło i dobro podlegają dzisiaj nieustannej relatywizacji. Okazuje się, że
PRL nie była taka zła, że Wojciech Jaruzelski to postać wieloznaczna, która
wymyka się bezwzględnym ocenom, a stan wojenny równie słusznie może być uznawany
za próbę obrony Polski. Jeśli tak trudno jest wskazać oczywiste zło, to łatwiej
zrozumieć, dlaczego ludzie z tym złem walczący nie mogą cieszyć się powszechnym
szacunkiem i podziwem – stwierdził prof. Legutko.

Marek Żelazny, Kraków

drukuj