O odbudowie decyduje „partia pruska”

Z Waldemarem Rekściem, działaczem Towarzystwa Opieki nad Zabytkami,
rozmawia Jacek Dytkowski

Doczekamy się odbudowy Zamku Królewskiego w Poznaniu?

Sytuacja jest bardzo zła, bo odbudowę można było zacząć już wiosną ubiegłego
roku i zamek w surowym stanie mógł już stać. Były na ten cel pieniądze z budżetu
miasta i województwa. Niestety, obstrukcyjna postawa prof. Wojciecha
Suchockiego, dyrektora poznańskiego Muzeum Narodowego – formalnie właściciela
zamku – spowodowała, że odbudowy nie zaczęto, i na rok bieżący nie ma – mimo
sprzeciwu znacznej części miejskich radnych, tj. wszystkich z wyjątkiem radnych
PO – tej pozycji w budżecie miasta, a niedługo wygaśnie ważność pozwolenia na
budowę. I o to właśnie chodziło ludziom, którzy nie chcą dopuścić do tego, aby
nad Poznaniem górował polski Zamek Królewski, a nie ponure gmaszysko tak zwanego
zamku kajzerowskiego, który według słów kajzera miał być materialnym symbolem
odwiecznego panowania Niemców nad Wielkopolską, a podczas wojny został
przebudowany przez Alberta Speera na oficjalną rezydencję Adolfa Hitlera.

Ale podobno nie wszyscy poznaniacy akceptują pomysł odbudowy Zamku
Przemysła II?

– Oczywiście, zamysł ten – podobnie jak i każdy inny –
ma swoich zwolenników i przeciwników. I jest to naturalne. Ale w tej konkretnie
sprawie opinia publiczna jest – co w Polsce rzadkie – praktycznie jednomyślna,
ponad politycznymi podziałami, czemu społeczeństwo Poznania i Wielkopolski
wielokrotnie dawało wyraz w rozlicznych sondażach, petycjach i oświadczeniach.
Była audycja w radiu Merkury, w czasie której wszystkie strony sporu mogły
przedstawić swoje racje, i w ankiecie po tej audycji aż 84 proc. słuchaczy
zdecydowanie opowiedziało się za odbudową zamku w wersji historycznej według
wybranego w drodze konkursu projektu inż. Witolda Milewskiego. To
przytłaczająca, miażdżąca większość. Można mieć odmienne zdanie, ale
nieuszanowanie opinii większości obywateli, władz miejskich i wojewódzkich jest
przejawem nieprawdopodobnej arogancji i pychy, co dyskwalifikuje pełniących
funkcje publiczne. Także i dyrektora Muzeum Narodowego.

Przeciwnicy odbudowy twierdzą jednak, że nie wiadomo, jak zamek
wyglądał…
– Argumenty, że brakuje ikonografii, czy negatywna ocena
projektu inż. Milewskiego są tylko pretekstami. Przypominam, że podobnych
argumentów używano także wtedy, gdy usiłowano nie dopuścić do restytucji Zamku
Warszawskiego, o czym dzisiaj nikt nie pamięta i do czego nikt się dzisiaj nie
przyznaje. Tam też próbowano postawić szkło i beton tylko po to, by nie dopuścić
do odtworzenia symbolu naszej państwowości.
Poznaniacy mówią wprost, że
działa nieliczne, ale za to bardzo wpływowe antypolskie lobby, które nazywają
„partią pruską”. Nie żałowano pieniędzy na renowację kajzerowsko-hitlerowskiego
„zamku”, za to usiłuje się nie dopuścić do odbudowy polskiego Zamku
Królewskiego. Zestawienie tych dwóch faktów jest aż nadto wymowne.
Warto
kolejny raz wyjaśnić, że projekt inż. Milewskiego rozwija tylko projekt
architektoniczny Zbigniewa Zielińskiego jeszcze z roku 1949 i jest projektem
roboczym, który ma podlegać korektom w miarę postępujących badań
archeologiczno-architektonicznych, zaś autor projektu jest otwarty na wszelkie
uzasadnione sugestie i poprawki. Jest to jedyny zgłoszony do konkursu projekt
maksymalnie wiernie odzwierciedlający istniejące historyczne reprezentacje
zamku. Jego konsultantem był najwybitniejszy znawca historii i architektury
dawnego Poznania – prof. Jacek Wiesiołowski, prezes Poznańskiego Towarzystwa
Przyjaciół Nauk. Już na wniosek miejskiej konserwator zabytków wprowadzono do
projektu bardzo istotne zmiany i będą one wprowadzane nadal, aby odbudowany
obiekt maksymalnie wiernie odtwarzał pierwowzór. Z poznańskiego zamku zachowało
się znacznie więcej oryginalnej zabytkowej substancji niż z Zamku Warszawskiego;
nie będzie on więc po odbudowie żadną makietą. Na całym świecie odtwarza się
budowle tej rangi, nawet jeśli zostały one całkowicie unicestwione i brakuje do
nich dokumentacji, czego zamki berlińskie i ten wileński są najlepszymi
przykładami.
Jeden z najwybitniejszych w świecie znawców konserwacji
zabytków, prof. Dieter Axthelm-Hoffmann, mówi, że jeżeli społeczność chce
przywrócić określone obiekty, ponieważ nie wyobraża sobie sytuacji, w której one
mogłyby nie istnieć, to należy uznać taki postulat, gdyż rekonstrukcja form
historycznych stanowi uprawnione działanie wynikające ze społecznej woli
odzyskania utraconych symboli.
Dokładnie taką sytuację mamy w Poznaniu i nie
ma żadnych racjonalnych czy merytorycznych argumentów przeciwko odbudowie
polskiego Zamku Królewskiego w Poznaniu.
Przeciwnicy usiłują się już zniżyć
do godnego magla poziomu niewybrednych oszczerstw i pomówień. Projekt inż.
Witolda Milewskiego przedstawiany jest jako dowolna kompilacja architektury
poznańskiego ratusza, poznańskiej katedry i kajzerowskiego „zamku”, co jest
kompletną bzdurą. Wystarczy rzucić okiem na panoramę Poznania z dzieła Brauna i
Hoggenberga z roku 1618, na której wyraźnie widać zwieńczone blankami
renesansowe arkady i gotyckie wieże.
Bogdan Zdrojewski nie zamierza
interweniować w sprawie odbudowy zamku.
– Ponad wszelką wątpliwość w zakresie
narodowego dziedzictwa i polskiej kultury ostatnimi laty dzieją się w Polsce
jakieś dziwne rzeczy. Nieprawdopodobne skandale najpierw w warszawskiej
Zachęcie, a teraz w warszawskim Muzeum Narodowym. Próba ustawowego zablokowania
możliwości odbudowy zrujnowanych lub unicestwionych najcenniejszych polskich
zabytków, o czym już wcześniej rozmawialiśmy, i jawna wrogość wobec poczynań
zmierzających do ratowania i odtwarzania naszego narodowego dziedzictwa. Aż się
wierzyć nie chce, że precyzyjne odtworzenie replik polskich insygniów
koronacyjnych przez wychowanka słynnego prof. Karola Estreichera, pana Adama
Orzechowskiego z Nowego Sącza, przyjęte zostało obojętnie, o ile nie wręcz z
niechęcią, na szczeblu rządowym. Te repliki, które prof. Michał Rożek nazwał
narodowym sacrum godnym wawelskiego skarbca, były już wystawiane na Zamku Dolnym
w Wilnie, ale nigdy do tej pory nie wystawiono ich ani w Krakowie, ani w
Warszawie. Coś nieprawdopodobnego. Budzi to jak najgorsze podejrzenia i
nieodparcie nasuwa porównanie ze wspomnianą „partią pruską” w Poznaniu. We
Wrocławiu ostatnio dużym kosztem odbudowano zachowaną część dawnego pałacu
królów pruskich, a jednocześnie – mimo rozpaczliwych apeli sędziwego prof.
Edmunda Małachowicza – na Ostrowie Tumskim niszczeją pozostałości siedziby
władców Polski. Takich przykładów z całej Polski można przytoczyć znacznie
więcej i najwyższy już czas zacząć bić na alarm, bo to wszystko przestaje nosić
znamiona przypadku.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj