Jak porażkę przekuć w sukces?

Po rezygnacji szefowej Związku Wypędzonych z kandydowania do rady
Fundacji „Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie” w Niemczech rozgorzała dyskusja, czy
to kompromis czy całkowita porażka rządu, a jednocześnie spektakularny sukces
BdV i samej Steinbach.

Erika Steinbach w zamian za rezygnację otrzyma większy wpływ na planowane w
Berlinie muzeum wysiedleń. Związek Wypędzonych ustalił z rządem, że rada
Fundacji zostanie zwiększona z 13 do 21 członków. BdV otrzyma dwa razy więcej
miejsc, czyli sześć zamiast trzech. Poza tym Steinbach wymusiła, aby członków do
rady mianował Bundestag, a nie jak dotychczas rząd posiadający także prawo weta
w tym zakresie. Dodatkowo wystawa na temat wysiedlonych zajmie nie jak
dotychczas zakładano 2200 metrów kwadratowych, ale zostanie powiększona o
dodatkowe 800.
Większość niemieckiej prasy nie ma wątpliwości, że rzekomy
kompromis rządu Angeli Merkel to w zasadzie sukces Eriki Steinbach. Chadecy,
robiąc dobrą minę do złej gry, nadal próbują twierdzić, że rezygnacja Steinbach
to doskonałe rozwiązanie, które zakończy niepotrzebny spór. Boris Rhein (CDU)
postawę szefowej BdV uznał za wzorową i godną respektu.
Wiceprzewodniczący
Bundestagu Wolfgang Thierse w jednym z wywiadów stwierdził, że w tym kompromisie
triumfatorką jest Steinbach, bo to jej (drogą szantażu) udało się zmusić
niemiecki rząd do ustępstwa, czego powinien on się wstydzić.
– Próba szantażu
Eriki Steinbach połowicznie się powiodła, gdyż Związek Wypędzonych otrzyma
więcej miejsc i zwiększy swoje wpływy. To jest upokarzające dla Merkel i
Westerwellego – stwierdził polityk SPD, dodając, że obecnie główna idea Fundacji
– połączenie pamięci i pojednania ze wschodnimi sąsiadami RFN jest bardzo
zagrożona. Podobnego zdania jest także wiceprzewodnicząca klubu parlamentarnego
SPD Angelika Schwall-Dueren, która także jest przekonana, iż Steinbach nie tylko
nic nie straciła, ale wyszła z tego sporu zwycięsko. Historyk Hans Ulrich Wehler
sądzi, że jedynym przegranym w tym sporze jest niemiecki rząd, który uległ
szantażowi. – To nie żaden kompromis ale najzwyklejsza kapitulacja przed Eriką
Steinbach i Związkiem Wypędzonych – stwierdził.

Waldemar Maszewski, Hamburg

drukuj