Nie bój się

Czy zdarzyło Ci się, drogi Czytelniku, stanąć kiedyś przed ogromną
górą? Wiedziałeś, że masz wejść na szczyt. Pamiętasz ten strach – jak się tam
wdrapać? Jak pokonać stromizny? A może przypominasz sobie, jak myślałeś o
pielgrzymkowym szlaku – ponad 300 km na Jasną Górę! Na piechotę. Tyle dni! Lęk
paraliżuje. Wystarczy wtedy małe zawahanie, by sobie odpuścić. Ale kiedy postawi
się pierwszy krok, kolejne już nie będą problemem. Potrzeba tylko konsekwencji i
wytrwałości.

Izajasz, Paweł, Piotr, wspominani w dzisiejszej Liturgii Słowa, także nie
byli wolni od lęku. Izajasz prawdopodobnie się jąkał. Wezwany przez Pana do
tego, by być Jego heroldem, buntował się – czyż nie ma lepszych, świętszych, z
donośniejszym głosem, bardziej elokwentnych? Nawrócony Szaweł, prześladowca
chrześcijan, mówiący o sobie, że jest „poronionym płodem” i niegodnym miana
apostoła, także lękał się zleconej mu misji. Szymon, kiedy zapraszał Jezusa do
łodzi, nie wiedział jeszcze, jak bardzo to odmieni jego życie. Był tylko
rybakiem, zmęczonym nocną, bezowocną harówką. Logika doświadczonego rybaka
wskazywała, że nie ma sensu zarzucać sieci w dzień, i do tego na głębię… A
jednak stało się inaczej, niż przewidywał. „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem
człowiek grzeszny”. Otrzymał powołanie i słowa, które dały nadzieję: „Nie bój
się”.
Nieprzypadkowo Jan Paweł II, kiedy rozpoczynał swój pontyfikat, i
później, setki razy podczas jego trwania, mówił: „Nie lękajcie
się…”.
Strach to częsty gość ludzkiego serca. Bywa, że konieczny jest ów
Izajaszowy rozżarzony węgiel, którym Bóg dotyka ludzkich ust i serca, wypalając
z nich strach. Demaskuje wygodne wymówki i usprawiedliwienia, tłumaczące
gnuśność i lenistwo. Potrzebne jest Pawłowe strącenie z konia i oślepiająca
światłość, która uświadamia fakt, że dotąd było się ślepcem. Potrzebne jest
Szymonowe doświadczenie bólu zdrady, które pozwala zrewidować zbytnią pewność
siebie.
Nigdy nie pojmiemy do końca tego, jakie plany ma wobec nas Pan Bóg.
Jakimi metodami się posłuży, w jaki sposób pomoże pozbyć się lęku. Nie tylko na
początku drogi, ale także przez cały czas jej trwania. Nie wystarczy zapalić się
entuzjazmem Ewangelii. Same tylko emocje najczęściej prowadzą na bezdroża.
Najważniejsze jest, aby wytrwać, zaufać. Nie tylko wtedy, gdy jest łatwo, ale
też wtedy, kiedy grunt usuwa się spod nóg, a niebo zdaje się pozostawać głuche
na rozpaczliwe wołanie. Wierność to trud wielkości. To ona właśnie weryfikuje
prawdziwe wartości, sama staje się fundamentem wszelkiego budowania. Dlatego bez
krzyża nie sposób jej pojąć do końca.

ks. Paweł Siedlanowski

drukuj