Kreml nie ukrywa, że chce odbudować imperium
Z prof. Romualdem Szeremietiewem, wiceministrem i p.o. ministrem
obrony narodowej w rządzie Jana Olszewskiego, wykładowcą z Katolickiego
Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, rozmawia Paweł Tunia
Prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew zatwierdził nową doktrynę
wojenną. Czym różni się ona od dotychczasowej?
– W doktrynie
znalazło potwierdzenie to, co Rosja deklarowała już wcześniej, a mianowicie, że
przyznaje sobie prawo użycia sił zbrojnych poza granicami wtedy, kiedy uzna, że
zostały naruszone istotne interesy rosyjskie. Jest to oczywiście niepokojąca i
niebezpieczna furtka, ponieważ to Rosja będzie decydować, gdzie te interesy
zostały naruszone. Zostało więc zalegalizowane to, co się stało na Kaukazie.
Ostatnio media informowały, że doradcy prezydenta Miedwiediewa sformułowali nową
koncepcję i miało być w niej zapisane, iż NATO nie jest już przeciwnikiem i
należy ograniczyć liczebność armii, i tym podobne, ciekawe rzeczy. Tymczasem
doktryna zatwierdzona przez prezydenta Miedwiediewa oznacza, że te nagłośnione
poglądy doradców, jeśli tacy istnieją, mają się nijak z tym, co uważa sam
prezydent Rosji.
W doktrynie jest zapisane, że NATO dąży do odegrania globalnej roli,
co zagraża Rosji, a dążenie to ma być realizowane z naruszeniem norm prawa
międzynarodowego. Niebezpieczne – według Rosjan – jest także zbliżanie
infrastruktury wojskowej państw członkowskich NATO ku granicy Federacji
Rosyjskiej.
– Rosja traktuje Sojusz Północnoatlantycki jako
organizację wrogą, zagrażającą jej interesom. Państwa członkowskie NATO traktują
Sojusz jako element stabilizacji porządku międzynarodowego i nie mamy żadnych
zamiarów ofensywnych. NATO zawsze uważało, że kraje, które wchodzą w skład
Sojuszu, stają się bardziej stabilne i muszą spełniać standardy demokratyczne,
więc Sojusz spełnia pozytywną i pokojową funkcję, nawet jeśli zachodzi
konieczność użycia sił zbrojnych. Nie było przykładu zagrożenia interesom
rosyjskim, bo w jaki sposób ustabilizowane obszary, które graniczą z Rosją,
mogłyby jej zagrozić, nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić.
Dlaczego Rosja obawia się NATO?
– Można sobie wyobrazić,
że Federacja Rosyjska traktuje rozszerzanie NATO jako zagrożenie bezpieczeństwa
dla jej interesów tylko w jednym wypadku, jeśli to spowoduje, że nie będzie
mogła rozszerzać swoich wpływów w tych rejonach, w których chciałaby to robić.
Widzieliśmy, jakie było stanowisko Rosji, kiedy Polska aspirowała do
członkostwa, i teraz, kiedy pojawiły się plany, aby Ukraina i Gruzja również
znalazły się w Sojuszu. Rosja wyraża swe zaniepokojenie, ale nie dlatego, że np.
Polska, będąc członkiem NATO, rozpocznie ofensywę na Białorusi, bo nic takiego
się nie wydarzy, ale obawia się, że jeśli te kraje będą już elementem struktury
sojuszniczej NATO, to Rosjanie nie będą mogli tam wkroczyć. Przecież Polska
starała się o wejście do Sojuszu nie dlatego, że miała jakieś plany ofensywne,
tylko dążyliśmy do tego w trosce o własne bezpieczeństwo.
Doktryna rosyjska jest ofensywna?
– Jest ofensywna. Moim
zdaniem, jest ona zapleczem teoretycznym faktycznej polityki Federacji
Rosyjskiej. Władze na Kremlu nie ukrywają, że chcą odbudować imperialną potęgę
Rosji, że dążą do tego, aby Federacja Rosyjska stała się znowu supermocarstwem.
Znana jest wypowiedź premiera, a wcześniej prezydenta Putina, który mówił, że
największą katastrofą geopolityczną XX wieku był rozpad Związku Sowieckiego.
Dziękuję za rozmowę.
