Lectio divina

Rozmawiając kiedyś z pewną osobą, która przeszła do jednej z sekt
niechrześcijańskich (chociaż powołujących się na Biblię), usłyszałem zarzut, że
„księża ukrywają przed ludźmi Słowo Boże”. Osoba ta twierdziła, iż chodząc
czterdzieści lat do kościoła na Mszę Świętą, nigdy nie słyszała o Ewangelii.
Dopiero jak przeszła do sekty, odkryła Słowo Boże.

Warto na kanwie tej smutnej historii zastanowić się nad naszym słuchaniem
Słowa Bożego. Zadaniem kapłana jest głoszenie Ewangelii, wiernych – jej
przyjmowanie. Nie można podczas Mszy św. lub innych nabożeństw upodabniać się do
ścian kościoła, które trwają nieporuszone, obojętnie odbijając głos kaznodziei.
Bo wtedy można chodzić i sto lat do kościoła i nigdy nie usłyszeć orędzia, które
Chrystus nam przekazuje. Uczestnictwo w Liturgii Słowa wymaga naszego
zaangażowania i uwagi. To prawda, że trudno jest się nieraz skupić, wyciszyć
wewnętrznie. Czasami nerwowe lub trudne sytuacje sprawiają, iż jesteśmy jakby
niezdolni do usłyszenia słów, które kapłan wypowiada podczas Mszy Świętej. Ale
czy zawsze idziemy do kościoła z postanowieniem uważnego słuchania? Czy jest w
nas głód Słowa Bożego? Ten głód możemy zaspokoić nie tylko podczas Liturgii
Słowa. Wielu z nas przyzwyczaiło się do codziennej, osobistej lektury Pisma
Świętego.
W ostatnich latach odrodzenie przeżywa lectio divina. Była ona
pierwotnie praktykowana w środowiskach zakonnych jako sposób na wprowadzanie
Słowa Bożego w codzienność. Obecnie mamy coraz więcej pomocy – książek
zawierających gotowe teksty lectio divina. Na przykład Siostry Loretanki wydają
„Lectio divina na każdy dzień roku”. Pierwszym etapem lectio divina jest uważne
czytanie fragmentu Pisma Świętego. Chodzi tu o zrozumienie sensu dosłownego i
przenośnego. Nieraz trzeba go czytać wolno, wielokrotnie, korzystając z
komentarza biblistów. Drugim etapem jest medytacja polegająca na zastanawianiu
się nad treścią każdego zdania, aby dogłębnie wniknąć w orędzie rozważanego
fragmentu. Etap ten wymaga wyciszenia i czasu, ale pozwala sycić się Słowem,
które Bóg do nas kieruje. Kolejnym etapem jest modlitwa przeczytanym tekstem lub
odpowiednim psalmem. Próbujemy połączyć w modlitwie przyjęte Słowo z własnym
życiem, jego realiami i konkretnością. Następnym trudnym etapem lectio divina
jest kontemplacja polegająca na radowaniu się obecnością Boga w historii. Chodzi
tu o modlitewne zwrócenie się ku Bogu. O dostrzeżenie tego, że Pan Bóg nie tylko
był obecny w historii wielu osób, ale że jest również blisko nas. Jest to
modlitwa nie tylko rozumu, ale i serca, wypełniona uczuciem miłości i
wdzięczności, zachwytu nad wielkością i dobrocią Bożą. Ostatnim etapem lectio
divina jest działanie. Kończąc rozważanie Słowa Bożego, winniśmy mieć jasność
tego, czego Bóg od nas oczekuje. Prawdziwa modlitwa prowadzi do działania. Jest
także wezwaniem do tego, byśmy dokonywali życiowych wyborów zgodnie ze
wskazaniami Słowa Bożego. Każdy z nas winien zatroszczyć się o swe życie
duchowe. Nasza dusza jest jak naczynie, które Pan Bóg pragnie sobą napełnić. On
dzieli się z nami hojnie swoją mądrością, miłością i łaską. Trzeba jednak
pamiętać, że Pan Bóg działa, szanując naszą wolność. Zatem sami musimy
zaczerpnąć z Bożego źródła prawdy i dobra.

ks. Zbigniew Sobolewski

drukuj