Platforma czołga Pawlaka
Z dr. Zbigniewem Kuźmiukiem, członkiem Prawa i Sprawiedliwości, byłym
politykiem Polskiego Stronnictwa Ludowego, rozmawia Anna Ambroziak
W jakiej kondycji znajduje się w Pana ocenie koalicja PO –
PSL?
– W funkcjonowaniu koalicji PO – PSL doszło do zdarzeń, które w
normalnie funkcjonującym państwie powinny zakończyć jej istnienie. Mam tu na
myśli m.in. to, co wydarzyło się w ostatni piątek. Donald Tusk przedstawił plan
konsolidacji i rozwoju finansów publicznych jako program rządu, o którym to z
kolei dzień wcześniej wicepremier Waldemar Pawlak powiedział, że jest to jakiś
indywidualny program Tuska i on nic o tym nie wie. Program konsolidacji nie jest
zwykłym świstkiem papieru; to program określający budżet państwa na najbliższe
trzy lata. A więc to, co zostało w nim zapisane, będzie wyznaczało limity
wydatków budżetowych. Robienie więc tego bez udziału koalicjanta i
przedstawianie opinii publicznej jako programu rządowego w moim wyobrażeniu o
wspólnym rządzeniu już się nie mieści. Chciałbym tu też dodać, że po prezentacji
programu pojawiły się krytyczne wypowiedzi posłów PSL (także członków rządu).
Podkreślali oni absolutną niestosowność takiego sposobu traktowania koalicjanta
przez premiera; mieli również poważne uwagi do zawartości programu. Ale o końcu
koalicji za wcześnie jeszcze mówić. Tych niesnasek w każdej koalicji bywa sporo
i sporo ich było przez 2,5 roku działania obecnej koalicji.
Inną spektakularną – jak Pan to określił – „niesnaską” w ostatnim
czasie był konflikt między minister pracy Jolantą Fedak a szefem resortu
finansów Jackiem Rostowskim. I ostatecznie PSL przeszło nad tym do porządku
dziennego.
– Chciałbym przypomnieć, że minister Fedak została
namówiona przez ministra finansów do zaproponowania daleko idących zmian w
systemie emerytalnym i nawet oboje na wspólnej konferencji prasowej te zmiany
przedstawili. Następnie minister Michał Boni z kancelarii premiera mówi o
jakiejś innej koncepcji i okazuje się, że premier przyjmuje właśnie jego punkt
widzenia. Więc minister Fedak została pozostawiona sama sobie. To bardzo dziwny
sposób postępowania z koalicjantem.
Jak interpretować takie posunięcia potężnego bądź co bądź
koalicjanta?
– Czasami można odnieść takie wrażenie, że PO robi PSL
na złość. Te przykłady, które przedstawiłem, to tylko wierzchołek góry lodowej.
Sądzę, że brak należytej współpracy pomiędzy koalicjantami nie wpłynie na
atmosferę przyszłych wyborów parlamentarnych. Platforma na pewno zdaje sobie
sprawę z faktu, że funkcjonowanie w ramach koalicji w znacznej mierze się opłaca
– w końcu koalicja to setki stanowisk kierowniczych, które zajmują działacze
obydwu partii i w tzw. centrali, i w terenie. Poza tym realizuje się pewną listę
swoich założeń. Zyski są obustronne. Tyle że niedobrze jest, kiedy większy
koalicjant gnębi mniejszego. Istnieje pewna granica i wydaje mi się, że PO
bardzo się do niej zbliżyła.
Dziękuję za rozmowę.
