Świadkowie obecności Boga w świecie
Oni są szczególnymi świadkami Bożej obecności w życiu świata. Są
powołani, aby służyć człowiekowi. W święto Ofiarowania Pańskiego, 2 lutego,
Kościół wzywa do dziękczynienia za osoby konsekrowane. – Chcemy się modlić, aby
młodzi, którzy otrzymali od Boga dar powołania, z radością na ten dar
odpowiedzieli – mówi ks. bp Kazimierz Gurda, przewodniczący Komisji Episkopatu
Polski ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego
Konferencji Episkopatu Polski. Dziś zakony są obecne w różnych dziedzinach
życia: prowadzą sierocińce, przedszkola, szkoły, domy opieki, jadłodajnie dla
biednych, kursy duchowości, wydawnictwa, media.
Kościół proponuje różne formy życia konsekrowanego: zgromadzenia zakonne
czynne i kontemplacyjne, instytuty świeckie, stowarzyszenia życia apostolskiego.
Tym, co je łączy, są składane śluby: czystości, ubóstwa i posłuszeństwa.
Istnieją także indywidualne formy życia konsekrowanego, takie jak stan dziewic
konsekrowanych, wdów, wdowców czy też życie pustelnicze. Jak podkreśla o.
Andrzej Zając OFMConv, o tym, że zakony są bardzo potrzebne, można się
przekonać, patrząc na historię. – W zależności od roli, jaką Pan Bóg im
wyznaczył, zakony są zapleczem Kościoła, a czasami awangardą. Przede wszystkim
są jednak znakiem w świecie – zwraca uwagę.
W podobnym duchu wypowiada się
cysters o. Wincenty Zakrzewski Ocist. – Dla mnie, wychowanego w rodzinie
katolickiej, jest jasne, że zakony były i są potrzebne – podkreśla. – W mojej
najbliższej rodzinie jest ksiądz diecezjalny. Oprócz niego w ważnych momentach
życia zawsze nam towarzyszyli kapłani zakonni. Ich głos był decydujący w
sprawach życiowych moich rodziców i całej rodziny. Korzystaliśmy z ich porad i
wielkiej dyspozycyjności w konfesjonale – wyznaje cysters. Odnosząc się do
własnego powołania, zakonnik z Mogiły z dumą wyznaje: – Nie żałuję żadnego dnia
swojego życia.
Z kolei br. Paweł Teperski OFMCap zwraca uwagę na wielką
potrzebę istnienia zakonów dla Kościoła w bogactwie ich charyzmatów, które
rozlewa Duch Święty. – Co więcej, będąc bratem mniejszym kapucynem, dostrzegam
potrzebę zagospodarowania właśnie tego konkretnego miejsca w Kościele, do
którego zaprosił mnie Jezus. Nie muszę więc na szczęście robić wszystkiego, a
tylko to, do czego Bóg wzywa mój zakon – zwraca uwagę.
Wielu zakonników
podkreśla, że w tym, co robią, czują się szczęśliwi, mimo że czasem w swoim
życiu mają różne problemy. – Tak po ludzku – choć czasem nie jest łatwo, ale
łatwo nikomu nie jest – jestem szczęśliwym człowiekiem, pogodnym i radosnym.
Lubię życie i ludzi. Każdy dzień witam z wdzięcznością, ciesząc się, że jeszcze
coś dobrego mogę zrobić na tym świecie, co może jakiegoś człowieka ucieszy.
Przede wszystkim jednak chcę, by cieszył się On, dobry Ojciec, patrząc na mnie –
mówi o. Zając.
Ojciec Krzysztof Zimończyk SCI, zakonnik od 26 lat, a od 21
lat kapłan, podkreśla, że nigdy nie żałował dokonanego wyboru życiowego. –
Pełniłem różne powierzone mi przez moich przełożonych zadania i funkcje. Czasami
przychodził lęk, czy podołam powierzonym obowiązkom. Z chwilą całkowitego
zaufania Bogu lęk ustępował i wszystko stawało się łatwe. Wielokrotnie
doświadczałem, że Bóg posługuje się mną, aby dotrzeć do drugiego człowieka ze
swoim zbawczym orędziem – podkreśla sercanin.
Osoby konsekrowane z radością
wyznają, że w ich życiu piękna jest możliwość całkowitego oddania się Bogu przez
służbę drugiemu człowiekowi. Nie są w tym osamotnieni, bo żyją we wspólnocie.
Ona też jest wielkim oparciem w przeżywanych nieraz trudnościach. Siostra Miriam
Długosz SSpS podkreśla, że nie wystarczy być zakonnicą – trzeba być szczęśliwą
zakonnicą. – Jeśli jako siostra nie jestem szczęśliwa, nie z przekonania idę za
Chrystusem, to nie przekażę innym ukochania życia – tłumaczy werbistka. Wskazuje
też na wagę świadectwa życia. – Jako początkująca misjonarka w Papui-Nowej
Gwinei prowadziłam kurs biblijny. Powtarzałam nieustannie, że musimy czytać
Ewangelię, czytać Biblię. Na koniec tego kursu, w którym – jak się później
dowiedziałam – uczestniczyło 99 proc. analfabetów, podszedł starszy mężczyzna,
który przyznał, że nie umie czytać, i dodał: „Moją Biblią jest życie was,
misjonarzy i misjonarek” – opowiada s. Długosz.
Małgorzata Pabis
