Wolność, równość i… gałgaństwo

W Radiu Watykańskim, a zaraz potem na stronie internetowej agencji Zenit (21 stycznia br.) podano nader budującą wiadomość, że „Parlament Europejski potępił ostatnie akty przemocy wobec chrześcijan”. Jest to o tyle pokrzepiające, że po wielu dziesiątkach lat poważna instytucja europejska dostrzegła, że gdzieś na świecie właśnie chrześcijanie są prześladowani.

Potępienie dotyczy – jak stwierdza dokument – „wszystkich form przemocy, dyskryminacji i nietolerancji, które opierają się na religii i wierze, i zwrócone są przeciw osobom religijnym, także odstępcom od wiary i niewierzącym” (za agencją Zenit). Parlament Europejski zwraca się imiennie tylko do dwóch krajów: to jest do Egiptu, gdzie zamordowano kilkoro chrześcijan, oraz do Malezji, gdzie władze ograniczyły chrześcijanom prawo do posługiwania się prastarym słowem „Allah”, a oznaczającym imię Boga – znacznie wcześniej niż powstała religia islamu.


Europa i wolność religijna

W informacji agencji Zenit czytamy także, że mając świadomość, iż Europa nie jest wolna od przypadków naruszania prawa do wolności religijnej, „Parlament prosi Radę, Komisję i Wysokiego Przedstawiciela Unii do spraw wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, aby zwracali szczególną uwagę na sytuację mniejszości religijnych, w tym także wspólnot chrześcijańskich, w ramach wzajemnych relacji i współpracy Unii z krajami zainteresowanymi”. Pokrzepiające jest to, że zaliczono nas (to jest cały Kościół katolicki) do „mniejszości religijnych”, dzięki czemu jest większa szansa na dostąpienie dobrodziejstwa prawnej ochrony w zakresie wolności religijnej… Szkoda, że Parlament Europejski nie zauważył aktu bardzo poważnej dyskryminacji wobec całego chrześcijaństwa, tkwiącego w niesprawiedliwym werdykcie Trybunału strasburskiego negującym prawo do umieszczenia znaku krzyża świętego w salach szkolnych. Pewna grupa parlamentarzystów próbowała wnieść tego rodzaju poprawkę do uchwalonej rezolucji, jednak Parlament tego nie zatwierdził, jak również nie przyjął uzupełnienia stwierdzającego, że „chrześcijaństwo spełnia fundamentalną rolę w kształtowaniu historycznej i kulturalnej tożsamości Europy”.

Wypadałoby również, by Parlament Europejski potępił usiłowania Wielkiej Brytanii wprowadzenia prawa, które wkracza w sposób brutalny w kompetencje Kościoła katolickiego pod pretekstem obrony „równości”. Instytucja, która dostrzega fakty dziejące się w Egipcie i na Dalekim Wschodzie, a nie widzi tego, co dzieje się pod bokiem Brukseli, powinna dokonać rachunku sumienia w przedmiocie szczerości intencji zagrożonej tragiczną hipokryzją. Nawet, jeśli te niekonsekwencje wynikają ze szczególnego daru „dalekowzroczności”, to dlaczego dostrzega się fakt przemocy w Egipcie i Malezji, a nie dostrzega się równocześnie okrutnych prześladowań w Wietnamie, Pakistanie, Iraku, Indonezji, a także wielu krajach Afryki, zwłaszcza w Sudanie czy Nigerii, gdzie muzułmanie prowadzą swoją świętą wojnę, niszcząc ludność wyznającą tradycyjne religie, a także chrześcijan?

„Dalekowidze” czy „jasnowidze” z Unii Europejskiej mogliby wzbogacić zakres swoich spostrzeżeń, odkrywając również „nowe religie” pojawiające się na liberalnym i postmodernistycznym niebie. O pewnym takim przypadku informuje „FrontPage Magazine” z 20 stycznia br. w artykule „The Global Warming Religion”. Autor Walter Williams wyjaśnia, że chodzi o religię, dla której przedmiotem kultu jest Ziemia. Przy czym podaje w sposób zaskakująco odkrywczy cechę rozpoznawczą religii: „Istotną cechą religii jest to, że jej ogłoszenie powinno być zaakceptowane na bazie samej wiary jako coś przeciwnego twardej oczywistości”. Według Williamsa, jest to cecha owej „religii ocieplenia globu”, ale niebagatelny jest sam aspekt metodologiczny dotyczący roli czynników służących kształtowaniu opinii publicznej. Jakże wiele mitów rozpowszechnia się drogą medialną wbrew „twardej oczywistości” – jak mówi autor. Dziś także jakiś drugi „Paweł z Tarsu” mógłby zwiedzać nowoczesne „Ateny”, zdumiewając się faktem, że dzisiejsze społeczeństwo jest „nader religijne”…


Religia a przemoc

Przy okazji ujawnia się głębszy problem, który należy omówić, choć nie ma szans, aby go do końca rozwiązać. Parlament Europejski czy w ogóle Unia Europejska jako taka, jeśli nie potrafi intelektualnie i moralnie zaakceptować zasady, że „chrześcijaństwo spełnia fundamentalną rolę w kształtowaniu historycznej i kulturalnej tożsamości Europy”, to nie potrafi sobie również poradzić z dylematami, które kryją się za dwuznaczną formułą przyjętą jako przesłanka dla odrzucenia przejawów przemocy i nietolerancji zarówno wobec wierzących, jak i niewierzących. Przesłanka bowiem, o której mowa, zakłada milcząco (jako fakt niekwestionowany), że owe akty przemocy i dyskryminacji „opierają się na religii i na wierze”. Jest to problem bardzo złożony. Skoro bowiem mowa jest o faktach przemocy i dyskryminacji, to w stosunku do faktów (będących przedmiotem osądu) obowiązuje zasada „factum non praesumitur sed probari debet”, co znaczy, że nie można z góry twierdzić, iż coś, co zostało dokonane, wynikało rzeczywiście z „religii i wiary” – należy to najpierw udowodnić. Jeżeli jakaś instytucja nie zadaje sobie trudu, by udowodnić, że coś jakoby wynika z religii i wiary, wtedy przyjmuje daną formułę jako prawdę filozoficzną niepodlegającą dyskusji. Kierując się tą logiką, jest skłonna wyciągnąć wniosek, który narzuca się na zasadzie implikacji, a mianowicie, że skoro akty przemocy i nietolerancji „opierają się na religii i wierze”, wtedy należy zlikwidować religię i wiarę, skoro są one źródłem zła. Wtedy automatycznie nastanie „wolność, równość i braterstwo”.

Przy czym mało kto zwraca uwagę na to, że fakty przemocy i nietolerancji mogą się opierać jedynie na fałszywej religii i na pseudowierze, oraz na to, że ów rzekomo słuszny wniosek, iż należy zlikwidować religię, ponieważ jest ona jakoby źródłem przemocy, pojawia się w wyniku takiego układu stosunków (w którym występuje szczyt przemocy i dyskryminacji oraz nietolerancji), który charakterystyczny jest dla systemów totalitarnych. Paradoks polega na tym, że ten nowy układ stosunków eliminujących religię z życia społeczeństwa sam posiada wszystkie cechy religii, z tym że ostatecznym punktem odniesienia tej „religii” nie jest Bóg Stwórca, lecz Jego przeciwnik – diabeł. Taki wniosek narzuca się na podstawie analizy systemów, w których główne wiązania jurydyczne, etyczne, kulturowe itd., zwracają się bezpośrednio przeciw etycznemu porządkowi Stworzenia i Odkupienia, który ukazuje prawdę ludzkiego bytu. Dotyczy to nie tylko systemu komunistycznego, hitlerowskiego czy innych budowanych na bazie marksizmu, lecz także systemów absolutnego liberalizmu i radykalnego relatywizmu, dla których największym wrogiem jest prawda.


Wyjątkowość chrześcijaństwa

Ten aspekt prawdy prowadzi nas do sedna problemu: jest tylko jedna prawdziwa religia, która skutecznie wyklucza użycie przemocy czy w ogóle siły w imię Boga czy religii: jest to chrześcijaństwo, a ściślej mówiąc: religia Chrystusowa, czyli religia objawiona w Jezusie Chrystusie i w Nim osiągająca swoją pełnię. Właśnie w imię Chrystusa Papież Benedykt XVI miał prawo powtórzyć w czasie historycznego wykładu w Ratyzbonie zdanie uczonego cesarza bizantyjskiego Manuela II Paleologa, który w dyskusji z pewnym znawcą islamu powiedział, że „działanie niezgodne z rozumem (Logosem) jest sprzeczne z naturą Boga”. Cesarz zarzucał wyznawcom Mahometa, że posługują się przemocą w „nawracaniu” na islam. Zdanie Manuela Paleologa, przytoczone przez Benedykta XVI w słynnym wykładzie w Ratyzbonie, pogniewało niektórych wyznawców islamu, co pośrednio wskazuje, że ich sumienie zostało jakoś zaniepokojone. (zob. „L’Osservatore Romano”, nr 11, 2006, s. 25-29).

Wypowiedź przytoczona przez Papieża wyraża prawdę i wskazuje na to, że prawdziwa religia zawiera w sobie prawdziwą etykę, która nie dopuszcza, aby jakiekolwiek zło działo się właśnie w „imię religii”. W chrześcijaństwie zawsze istniała świadomość etyki, która wiązała sumienia wierzących – czy to prostaczków, czy to uczonych i królów. Ta rola sumienia uzbrojonego w prawdę pochodzącą od Boga i wyznaczającą nietykalną przestrzeń suwerenności osoby ludzkiej, jest – według Romana Guardiniego – jedyną barierą, która broni społeczeństwo ludzkie przed uroszczeniami „ubóstwionego” państwa. Państwo nie może się utożsamiać z religią (na przykład w ten sposób, w jaki ideologia hitlerowska przyjęła postać quasi-religii) ani stać się całkowicie wolne od zobowiązań płynących z religii; państwo musi być poddane Bogu jako jedynej rzeczywistości religijnej o randze Absolutu, i to poddanie ma się wyrażać w etycznej strukturze państwa odpowiedzialnego za prawdziwe dobro wspólne osób ludzkich poddanych bezpośrednio Bogu.

Działalność polityczna nie musi – a raczej nie powinna – wyrażać się przez użycie siły prowadzącej do przemocy. Taka działalność może polegać właśnie na wyrzeczeniu się użycia siły, jak to było w polityce Mahatmy Gandhiego, przy czym jest konieczne, aby taką działalnością rządziła mocna świadomość religijna (Michaele Nicoletti, Romano Guardini i polityka w perspektywie europejskiej, „Społeczeństwo” 2009, nr 4-5, s. 613). Cytowany autor przytacza godne zastanowienia zdanie Guardiniego: „Sądzę, że polityczny sens państwa leży w tym, że państwo poddane samemu Bogu reprezentuje i aktywizuje majestat Boży w dziedzinie rzeczy przyrodzonych i rzeczywistości życia. Nie chodzi o sprawy moralne ani religijne; w tych kompetencje ma nie państwo, lecz Kościół. Państwo powinno reprezentować majestat Boga w rzeczach naturalnego życia”. Państwo – reprezentując majestat Boga w porządku naturalnym (umacniając porządek sprawiedliwości przy pomocy stanowionych przez siebie praw), może ulec pokusie przywłaszczenia sobie tego majestatu i zamienić się w bożka państwowego, który czyni się absolutnym panem wszystkiego.

Jedyną zaporą niepozwalającą państwu na stoczenie się na ten poziom jest opór ludzkich sumień, wyrażający gotowość świadectwa, aż do męczeństwa. Jest widoczne, że Guardini ma pełną świadomość faktu, iż odkrycie suwerenności osoby i objawienie prawdziwej kultury wolności politycznej jest owocem historycznego fenomenu chrześcijańskiego męczeństwa. Właśnie chrześcijanin, oddając życie za wierność Ewangelii, pokazał, że prawdziwa wolność człowieka nie zamyka się w granicach prawa państwowego, lecz sięga wieczności, nad którą Cezar nie ma żadnej władzy. Sumienie posłuszne Bogu jest wolne od roszczeń wszelkich bożków i tyranów. W obliczu nowych możliwości i form zniewolenia, jakie pojawiają się w nowej sytuacji, Guardini mówi otwarcie: „Kiedy pierwsi chrześcijanie mieli do czynienia z wszechmocą państwa rzymskiego, a w nim ze wszystkimi mocami kultury i zmysłów, sumienie było miejscem, z którego mogli przeciwstawić „temu światu” swoje „nie”. To miejsce powinniśmy odzyskać”.


Dzisiejszy czas prześladowań

Radio Watykańskie często mówi o różnych formach przemocy wobec chrześcijan, za które są odpowiedzialni wyznawcy islamu. 23 stycznia podano wiadomość o spaleniu kilku świątyń chrześcijańskich w Indonezji, ponieważ wyznawcom islamu nie podobało się, że wiele osób gromadzi się tam na modlitwę. „Nasz Dziennik” z 20 stycznia przypomniał, że w przygotowaniach do synodu biskupów poświęconego sprawom Bliskiego Wschodu, sporo uwagi poświęcono sytuacji zagrożenia, w jakim nieustannie żyją chrześcijanie nękani i terroryzowani przez muzułmanów, przy czym w cytowanej relacji mówi się o „islamskim ekstremizmie” jako źródle zagrożenia. Obawiam się, że to wyrażenie służy zamaskowaniu sytuacji, która jest w istocie groźniejsza. W publicystyce czasem używa się wyrażeń mających na celu przedstawienie sytuacji w łagodniejszym świetle. Ostatnio w Haaretz Service opublikowano wywiad z głównym przywódcą duchowym islamu w Syrii. Mufti Sheikh Ahmed Hassoun powiedział między innymi, że islam jest życzliwy dla judaizmu. Co więcej, stwierdził, że islam absolutnie odrzuca przemoc, co wyraził w formie przypowieści, mówiąc, że „gdyby Mahomet nakazał mi zabijać ludzi, powiedziałbym mu, że on nie jest Prorokiem”. Powiedział też, że wojny religijne wynikły z infiltracji myśli religijnej przez idee polityczne. Ogólnie jednak jego wypowiedzi są płytkie i – jak się to mówi – „populistyczne”, obliczone na dobry odbiór przez konkretne środowisko.

WorldNetDaily natomiast przypomina historię, która wydarzyła się 18 kwietnia 2007 r. w Turcji, w miejscowości o nazwie Malatya. Grupa młodych fanatyków wdarła się do księgarni, w której sprzedawano Pismo Święte. Trzej pracujący tam księgarze zostali okrutnie skatowani, a następnie zamordowani. Mordercy mieli na ubraniach napis: „Zrobiliśmy to dla naszego kraju. Oni [chrześcijanie] atakowali naszą religię”. Artykuł relacjonuje, że grupa przyjaciół zamordowanych stworzyła film dokumentalny ukazujący dramatyczną prawdę o męczeństwie chrześcijan w Turcji w naszych czasach. Agencja Zenit 25 stycznia przekazała informację o „torturowaniu, zgwałceniu, a następnie zamordowaniu 12-letniej dziewczynki z rodziny katolickiej w Lahore w Pakistanie. Zbrodni dokonał adwokat Chaudry Muhammad Neem, u którego dziewczynka pracowała, aby pomóc materialnie swojej rodzinie. Policja początkowo nie chciała zajmować się tą sprawą, dopiero po protestach chrześcijan podjęła pewne działania. Także w krajach tzw. demokratycznych Ewangelia jest ograniczana i uciszana przy pomocy metod wypracowanych przez ideologię liberalizmu, tolerancji i poprawności politycznej. Dla ilustracji podam kilka przykładów. Oto w Calgary (Kanada) pewna parafia utraciła status ośrodka charytatywnego (Charity Status), z tego powodu (jak bezwstydnie stwierdzono), że zbyt otwarcie wypowiadała swoje oceny na temat aborcji, homoseksualizmu, rozwodów. W pewnej szkole (Culberston Elementary School), w której istniał zwyczaj, że matka mogła głośno czytać książkę, którą dziecko wytypowało jako swoją ulubioną lekturę, pani Donna Busch miała zamiar przeczytać z Pisma Świętego Psalm 118. Nauczyciel, który spostrzegł, że „grozi” dzieciom wysłuchanie tekstu biblijnego, polecił owej pani, by wstrzymała się z czytaniem, aż dyrektor orzeknie, że nic nie stoi temu na przeszkodzie. Dyrektor jednak orzekł, że pani Busch nie może w klasie czytać Biblii, ponieważ „byłoby to sprzeczne z prawem i że taka lektura w szkole naruszyłaby zasadę „rozdziału Kościoła i państwa””. Jako ewentualną lekturę do wyboru dyrektor zaproponował książkę o czarach, czarownicach i Halloween. A więc Psalm jest zakazany, natomiast „czary są OK”.

Robert Parker, zajmujący się jako wolontariusz głoszeniem Ewangelii, zatrzymał się pewnego razu przed szkołą (Edison High School), aby powiedzieć młodzieży coś o Bogu. Stojąc na chodniku, niechcąco zaczepił palcami nóg o starannie wypielęgnowany trawnik. Kierownik szkoły wezwał policję, oskarżając Parkera „o niewłaściwe zachowanie”, choć w istocie chodziło o to, by uniemożliwić mu działalność ewangelizacyjną. Organizacja Alliance Defense Fund wzięła w obronę oskarżonego i do rozprawy sądowej nie doszło, dzięki prawidłowemu zinterpretowaniu tzw. Pierwszej Poprawki do Konstytucji amerykańskiej. Przed Trybunałem Apelacyjnym w Londynie toczy się sprawa pracowniczki linii lotniczych British Airways Nadii Eweidy zwolnionej z pracy parę lat temu dlatego, że nie zdjęła znaku krzyża noszonego na szyi. Problem polega na tym, że władze linii lotniczych zezwoliły różnym grupom religijnym na noszenie swoich oznak czy dodatków odzieżowych związanych z ich zwyczajem, natomiast chrześcijanom zabroniono noszenia krzyżyka na szyi. Mahometanie mogą więc nosić swoje hidżaby, żydzi – jarmułki, szyici – religijne bransoletki, a chrześcijanie są pozbawieni prawa noszenia swoich oznak wiary (WorldNetDaily, 20 stycznia 2010 r.).


Ks. prof. Jerzy Bajda
drukuj