Resort biedzi się, co odpowiedzieć

Polacy spontanicznie i masowo wysyłają do Ministerstwa Edukacji Narodowej listy i e-maile dotyczące miejsca krzyża w polskiej szkole – dowiedział się „Nasz Dziennik”. Jest już ich ponad trzy tysiące, a jak informuje biuro prasowe resortu, codziennie z całego kraju przychodzą kolejne. Są to głosy osób prywatnych. Nadawcy z reguły przypominają resortowi o tym, że uczniowie i ich rodzice to chrześcijanie, którzy mają prawo do obecności najdroższego im symbolu w miejscach publicznych.

Do MEN setki i tysiące listów w sprawie gwarancji dla obecności krzyży w polskich szkołach zaczęły napływać od 12 stycznia. – Każdy ma prawo do wyrażania swojej opinii – tym bardziej rodzice, i to w tak istotnej sprawie jak obecność krzyży w szkołach – wskazuje rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. dr Józef Kloch.

Listy mają różną formę – od jednozdaniowych apeli: „Opowiadam się za zachowaniem krzyży w polskich szkołach”, do długich wywodów. Bożena Skomorowska z Biura Prasowego MEN powiedziała nam, że często występująca w listach formuła brzmi: „Dziękuję za to, że nasze dzieci mogą uczęszczać do szkół, w których na ścianach klas lekcyjnych i w innych miejscach publicznych obok godła państwowego wiszą krzyże. Ufam, że taki stan zostanie zachowany, pozostając z należnym szacunkiem dla osób należących do innych religii lub wyznających światopogląd materialistyczny lub agnostyczny. Jak wiadomo, krzyż jest nie tylko znakiem śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, ale także największego poświęcenia, do jakiego zdolny jest człowiek dla ratowania innego człowieka. Ufam, że macie, Państwo, świadomość, że większość polskich rodziców i większość młodzieży życzy sobie, aby we wszystkich szkołach naszego kraju krzyż zajmował należne mu miejsce”.

W biurze resortu dowiedzieliśmy się również, że listów w obronie krzyży jest najwięcej. Jednak wpłynęła także marginalna ilość listów od osób domagających się usunięcia krzyży z polskich szkół, w imię „neutralności światopoglądowej”.

W przekonaniu dr Barbary Kiereś, adiunkta w Katedrze Pedagogiki Rodziny Instytutu Pedagogiki Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, wypowiedzi rodziców w tak ważnej kwestii są naturalnym działaniem. Należy się cieszyć z tak dużej reakcji, bo jest to oznaka, że rodzice nie zwątpili w to, iż przede wszystkim oni są odpowiedzialni za wychowanie swoich dzieci. – Protestujący rozumieją, że w procesie wychowania niezmiernie ważna jest spójność działań wszystkich, którzy wychowują. W przeciwnym bowiem razie uderza się w fundament wychowania, jakim jest określoność i jednoznaczność prawdy i dobra – zauważa dr Kiereś.

Próby usuwania krzyży ze szkół są w Polsce pokłosiem akcji chcących „zaistnieć” lewackich bojówkarzy, zainspirowanych wyrokiem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który nakazał zdjęcie krzyża w jednej z włoskich szkół. Pedagog nie ma wątpliwości: to próba zepchnięcia wiary na margines życia i ukazania jej jako rzeczywistości, która z życiem społecznym nie ma nic wspólnego. Na to zgody rodziców być nie może, bo byłoby to uczenie młodego pokolenia „schizofrenii myślenia i działania”.

– Usuwanie krzyży z życia społecznego prowadzi do zawieszenia moralności w próżni, czyli do relatywizmu. Natomiast owo postulowane rozdzielenie sfery prywatnej od publicznej wywodzi się z cywilizacji bizantyńskiej i nie ma nic wspólnego nie tylko z chrześcijaństwem, ale także z tradycją cywilizacji łacińskiej, znajdującej się u korzeni naszej polskiej kultury – konkluduje dr Barbara Kiereś.


Jak odpowie minister Hall


W jaki sposób resort reaguje na ten dobitny głos polskich rodzin w obronie obecności wiary w życiu publicznym? Jak się dowiedzieliśmy, na niektóre e-maile „w zależności od charakteru przesłanej korespondencji” są przygotowywane odpowiedzi. Równocześnie jednak MEN bardzo dyplomatycznie unika jednoznacznego komentowania całej sprawy, przypominając, że „zgodnie z § 12 rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej z dnia 14 kwietnia 1992 r. w sprawie warunków i sposobu organizowania nauki religii w publicznych przedszkolach i szkołach, umieszczanie krzyża w pomieszczeniach szkolnych jest fakultatywne”. Resort podkreśla zarazem, że każda podejmowana decyzja powinna być wyrazem „wspólnej woli środowiska szkolnego”, nie powodując „napięć ani konfliktów”.

Taka rejterada MEN od wyraźnego zajęcia stanowiska nie dziwi dr Barbary Kiereś. W jej opinii, tego typu działanie obnaża fakt, że obiektywne dobro ucznia i wychowanka nie jest przedmiotem specjalnej troski tej instytucji. – Niestety, widać wyraźnie, że ta ważna instytucja jest na usługach dominującej ideologii socliberalizmu i na usługach państwa, które również ulega obecnie tej ideologii – komentuje dr Kiereś. Zauważa też, iż resort edukacji nie korzysta z bardzo ważnego dorobku cywilizacji łacińskiej, jakim jest personalizm. Zakłada on, że religijność jest wpisana w naturę człowieka. – Troską państwa w ogóle, a zwłaszcza instytucji zajmującej się uczeniem i wychowaniem, powinno być zapewnienie warunków, które by tę religijność rozwijały i tym samym uczyły żyć w harmonii z samym sobą i z innymi ludźmi, bo przecież żyjemy społecznie. Dlatego stanowisko MEN po prostu przypomina Piłatowe umycie rąk – podkreśla dr Barbara Kiereś.

Mimo że akcja rodziców nie była sugerowana przez Kościół, ks. dr Józef Kloch, rzecznik Konferencji Episkopatu Polski, wyraża dla niej zdecydowane poparcie. Zwraca uwagę na fakt, iż polscy księża biskupi wielokrotnie wzywali do obrony obecności krzyża w miejscach publicznych, dlatego reakcja ludzi wiernych nauczaniu Kościoła może tylko cieszyć. – Każdy ma prawo do wyrażania swojej opinii, i to w tak istotnej sprawie, jak obecność krzyży w szkołach. Tym bardziej rodzice. Tak też należy się odnieść do wysyłanych obecnie do Ministerstwa Edukacji Narodowej e-maili. Ufam, że w Polsce będą szanowane prawa większości. Mam też nadzieję, że krzyż – tak jak kiedyś przez ofiarę Chrystusa połączył ziemię z niebem – będzie i dziś łączyć Polaków, a nie dzielić – powiedział „Naszemu Dziennikowi” ks. dr Józef Kloch. Równocześnie przypomniał, że sprawa rozpoczęła się od wyroku strasburskiego Trybunału, który sami Włosi uznali za „próbę agresywnej laicyzacji i ingerencji oraz naruszenie konstytucji państwa włoskiego”. Orzeczeniu zabraniającemu wieszania krzyży w szkołach zdecydowanie sprzeciwił się także Senat RP.

Również według ks. dr. Piotra Kieniewicza MIC, adiunkta przy Katedrze Teologii Życia Wydziału Teologicznego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, spontaniczna akcja Polaków to wyraźny sygnał, że w naszym kraju jest wielu ludzi, którzy identyfikują się z krzyżem, a wiara nie jest dla nich jedynie pustą deklaracją. – Jeśli porównamy liczbę ludzi, którym zależy na obecności krzyża w miejscach publicznych, z tymi, którym na tym nie zależy, to proporcje są zdecydowanie po stronie osób wierzących. A tak się składa, że żyjemy w kraju demokratycznym, w którym decyzje są podejmowane głosem większości – podkreśla ks. dr Kieniewicz.


Maria S. Jasita
drukuj