„Nieważne” związki

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci”… Ile par wypowiada tę przysięgę, sięgając do pełni jej znaczenia, nierzadko pojmując ją niemalże jak zaklęcie, które ma sprawić, że będą szczęśliwe? Ile par pozostanie wiernych tej przysiędze do końca życia? Rosnąca skala rozwodów zdaje się przekonywać, że coraz mniej. W Polsce od 1995 roku liczba rozwodów cywilnych wzrosła o blisko 20 procent.

Coraz więcej wniosków o uznanie małżeństwa za nieważnie zawarte trafia do sądów kościelnych. W Metropolitalnym Sądzie Warszawskim rozpatrywanych jest obecnie około 2000 takich spraw. W większości z nich sąd orzeka nieważność zawartych sakramentów.


W Kościele nie ma rozwodów

Nierzadko zdarza się, że stwierdzenie nieważności małżeństwa myli się z cywilnym rozwodem. Różnica jest zasadnicza. W Kościele nie ma rozwodów. Raz zawarty sakrament małżeński trwa do śmierci jednego z małżonków. Dopiero w przeprowadzonym procesie kanonicznym w pewnych sytuacjach można uznać, że dane małżeństwo nigdy nie zaistniało, że sam akt jego zawarcia od początku jest nieważny, a osoby nigdy nie były związane prawomocnym węzłem małżeńskim. Wśród najczęstszych przyczyn, z którymi obecnie przychodzą pary, przypuszczając, iż ich związek został nieważnie zawarty, jest niezdolność psychiczna do wypełnienia zobowiązań małżeńskich. Chodzi tu o sytuacje, w których dana osoba, nawet jeśli jest zdolna do samodzielnego rozeznania praw i obowiązków małżeńskich, to jednak z powodu zaburzeń natury psychicznej – nie jest w stanie podjąć, a tym samym wypełnić istotnych zobowiązań małżeńskich. Zaburzenie psychiczne nie zawsze jest równoznaczne z chorobą psychiczną. Badając sytuację konkretnych osób, bierze się pod uwagę zaburzenia osobowości w różnych sferach życia, uniemożliwiające nawiązanie relacji międzyosobowej w małżeństwie, spowodowane często niedojrzałością emocjonalną. Ksiądz prałat Stefan Kośnik, oficjał Metropolitalnego Sądu Warszawskiego, wymienia, że są nimi często zbyt silne przywiązanie i zależność od matki, egoizm, brak jakiejkolwiek empatii, niezauważanie potrzeb i wartości współmałżonka, skupienie uwagi wyłącznie na sobie czy też uzależnienia od używek. W tych i podobnych sytuacjach bada się, czy dana osoba w chwili zawarcia sakramentu była w stanie podjąć się zobowiązań małżeńskich, czy do końca była świadoma, czy jest w stanie je wypełnić. Te procesy odbywają się w czasie, nikt nie podejmuje pochopnych wniosków. Sprawy są dogłębnie badane i dopiero decyzja sądu kościelnego stwierdza, czy dane małżeństwo zostało nieważnie zawarte i osoby mogą zawrzeć prawomocny sakrament małżeństwa z nowymi osobami. Jeśli u danej osoby sąd orzeka np. niezdolność do małżeństwa z jakichś przyczyn, wówczas taka osoba, jeśli chce wejść w związek małżeński, powinna przedstawić specjalne zaświadczenie od biskupa miejsca, który wyraża zgodę na zawarcie małżeństwa, a osoba, którą zamierza poślubić, powinna być poinformowana o okolicznościach i powodach niezdolności do małżeństwa kandydata na współmałżonka. Nie może zawrzeć nowego, sakramentalnego małżeństwa bez zgody ordynariusza, po uprzednim zasięgnięciu opinii biegłego psychologa lub psychiatry.

Opierając się na prawie naturalnym, Kościół zawsze będzie bronił nierozerwalności małżeństwa. I pierwszymi krokami, jakie podejmuje się w sprawach, gdy ktoś wnosi o stwierdzenie nieważności zawarcia małżeństwa, po rozeznaniu sytuacji, jest – jeśli to możliwe – poszukiwanie dróg rozwiązania kryzysu w danym związku, możliwości porozumienia, rozwiązania problemów, które zagrażają trwałości małżeństwa. Kościół nie narzuca jarzma nie do udźwignięcia. Niejednokrotnie bywa, że małżonkowie nie mogą wypełnić zobowiązań powziętych w chwili zawierania małżeństwa. Wśród przyczyn jest zdrada małżeńska czy sytuacje zagrażające bezpieczeństwu zdrowia lub życia. – W takich okolicznościach Kościół nie nakazuje, by małżonkowie byli razem – potwierdza ks. Stefan Kośnik. Rozwiązaniem takich sytuacji jest separacja – zwolnienie z obowiązku zamieszkania, dzielenia łoża, stołu. Takie kwestie również rozstrzygają sądy kościelne. Oczywiste jest jednak, że w przypadku separacji małżonkowie nie mają prawa zawarcia nowego małżeństwa.


W poszukiwaniu prawdy

Kościół broni ze wszystkich sił nierozerwalności małżeństwa, podobnie jak broni prawdy o rodzinie i miłości małżeńskiej. Ostatnie dokumenty, takie jak papieska encyklika „Deus caritas est” czy dokument Episkopatu Polski „Służyć prawdzie o małżeństwie o rodzinie”, przekonują i informują, czym jest miłość małżeńska, jaka powinna być, o jaką miłość trzeba zabiegać. Sądy kościelne poprzez wyroki dotyczące ważnych kwestii życia małżeńskiego pomagają uregulować sprawy sumienia, życie sakramentalne osób, wnoszą upragniony porządek. Poświadczają tym samym ową prawdę o małżeństwie i rodzinie. Pokazują, czy ktoś był zdolny do zawarcia sakramentu małżeństwa, czy też nie. Dla danej pary uczestniczącej w takim procesie rozwikłanie ich sytuacji jest nieraz równoznaczne z możliwością normalnego, godnego funkcjonowania. Jest to nadzieja, szansa dla krzywdzonego współmałżonka, a także dla dzieci. Szczególnie przy ciężkich zaburzeniach osobowości, gdzie nie ma płaszczyzny porozumienia, wyrok sądu orzekający o nieważności sakramentu czy o separacji otwiera drogę do normalnego życia, szanse rozwoju. Łatwo czasem o pochopne oceny, zarzuty, iż ktoś szuka łatwego życia, że przecież został zawarty sakrament, którego nie można przerwać, kiedy się ma na to ochotę. Może i dobrze, że rodzą się tego typu pytania, zwłaszcza jeśli szukamy pomocy dla uciemiężonej osoby, która często sama nie ma na tyle sił, by wydobyć się ze swojej sytuacji. Niejednokrotnie nie zdajemy sobie sprawy, ile bólu i cierpienia, deprecjonowania w oczach najbliższych, sąsiadów, a nawet dzieci, znosi ktoś taki, będąc zmuszonym do funkcjonowania na co dzień z niedojrzałym człowiekiem, niezdolnym do empatii, współczucia, porozumienia w rzeczach najprostszych. Nie można ulegać schematom, że w małżeństwie trzeba znosić cierpienie, bynajmniej nie takie, które hamuje wszelkie możliwości rozwoju zarówno własnego, jak i dzieci. Nie można przyzwalać na taką patologię, dramat, którego ktoś doświadcza na co dzień. I raczej starać się pomóc wyjść z tej trudnej sytuacji. Osoby z zaburzeniami osobowości, zadając ból, niszcząc własną rodzinę, na zewnątrz mogą świetnie funkcjonować w społeczeństwie, cieszyć się ogólnym poważaniem społecznym, dobrą opinią. Dbają bardzo o swój wizerunek i wierzą w nienaganność swego postępowania.

W takim przypadku na pewno trzeba stanąć w prawdzie i zadać podstawowe pytanie, czy ten człowiek mógł kiedykolwiek być zdolny do świadomej decyzji o małżeństwie, czy wiedział, z czym się ono wiąże, czy też raczej pojmował je wyłącznie jako zaspokojenie swoich potrzeb, które w jego niedojrzałej ocenie wydawały się jako szczytne cele do realizacji. Przeżywamy rok kościelny, którego hasło duszpasterskie brzmi: „Bądźmy świadkami Miłości”. Czy osoby trwające w upokarzającym związku, który wskazuje, że nigdy małżeństwem nie był, i daje podstawy, że został nieważnie zawarty, mogą dawać świadectwo o miłości małżeńskiej? Raczej o jej karykaturze. Tacy „małżonkowie” nie dają dobrego świadectwa na zewnątrz, są zdecydowanie antyprzykładem. W sądach kościelnych takie i inne sprawy rozpatrywane są bardzo dokładnie, pod wieloma aspektami. Pomyłki co do ich oceny raczej się nie zdarzają. Sprawy są dogłębnie badane, nieraz przez dłuższy czas. Jednak są sytuacje, gdy już pierwszy ogląd opisanej sytuacji każe przypuszczać, że jej finałem będzie orzeczenie nieważności zawarcia małżeństwa.


Małgorzata Jędrzejczyk
drukuj