Opłatek rolników polskich

Przemówienie ks. prof. Czesława Bartnika wygłoszone podczas ogólnopolskiego spotkania opłatkowego rolników zorganizowanego przez Stronnictwo „Piast” w Lublinie 9 stycznia br.



Szanowny Panie przewodniczący Stronnictwa „Piast”;

Czcigodni Księża duszpasterze polscy;

Droga Rodzino „Piastowska”, wiejska i miejska!

Pozwalam sobie powiedzieć: „Rodzino” również moja. Dlaczego?

Dlatego że mój śp. Ojciec był ludowcem, przed wojną należał do PSL „Piast”. Dlatego że problem wsi i rolnika jest dla kapłana polskiego problemem kościelnym i własnym.

I wreszcie w „Historii Polski” Jana Długosza natknąłem się już dawno na ujmujące mnie zdanie o ustaniu dynastii piastowskiej i nastaniu dynastii jagiellońskiej: „…i ustał ród polski, wywodzący się od Piasta bartnika, a nastał ród obcy litewski”.

Ale mam też rzecz raczej „przykrą”. Oto pan przewodniczący Zdzisław Podkański, który mnie zaprosił na ten opłatek rodzinny, „nakazał” mi, żebym powiedział „parę słów”. Dziwię się bardzo, że tak inteligentny człowiek i doświadczony polityk, dążący do odrodzenia ruchu ludowego w duchu katolickim, sądził, że stary profesor, pochodzący ze wsi, przy tak niezwykłej okazji ograniczy się „tylko do kilku słów”.

Z mistyki opłatka

Jest coś niedającego się wyrazić w spotkaniu opłatkowym, na które przybywają najbliżsi sobie ludzie i dzielą się opłatkiem, który tyle wyraża. Jest to nasz chleb. Jest to symbol Chrystusa pośród nas, wskazujący, że „Ojciec Jezusa jest Rolnikiem” (J 15, 1 – Wulgata). Jest to symbol Eucharystii, jest to znak, który streszcza duchowo nasze życie i pracę.

A wreszcie jest to znak najczystszej miłości między nami a Bogiem i między człowiekiem a człowiekiem. Tak wiele to mówi: Bóg jest dawcą chleba i tak modlimy się do Niego: „chleba naszego powszedniego (cotidianum) daj nam dzisiaj”. Ale wy jesteście Jego współpracownikami i pośrednikami w tym dawaniu chleba innym – społeczeństwu, Polsce, Europie, i sami jesteście darami Bożymi i znakami dobroci Bożej. Każdy rolnik jest ciągle dawcą od Boga Rolnika.

Owszem, były kiedyś bardzo długie epoki, kiedy człowiek tylko brał ze stołu Bożego, uprawiając: zbieractwo, rybołówstwo, myślistwo. Ale około 12 tys. lat przed Chr. zaczął sam uprawiać zboża i nastąpiła tzw. rewolucja neolityczna, dzięki której kończyło się wieczne wędrowanie plemion i ludów, nastąpiły ogromny rozwój rzemiosł, nowa organizacja życia wspólnotowego i społecznego, a przede wszystkim budowa miast i wielkich cywilizacji. Rolnik był twórcą historii ludzkiej.

Ale jednocześnie stało się coś niespodziewanie innego. Oto nastąpiła zażarta walka o ziemię i uprawiający ją stawali się coraz częściej ludźmi zależnymi, bezbronnymi, najeżdżanymi przez rabusiów i wyzyskiwanymi przez tzw. wyższe sfery. Dziwnie, że za każdym wielkim dziełem ludzkim na świecie idzie też jakiś cień, niszczenie i niewdzięczność. Aż po wiekach rolnicy, sprowadzani często do poziomu niewolników, musieli wzniecać wielkie powstania. Nie mieli wszakże odpowiednich środków, żeby stawić skutecznie czoła swoim ciemiężycielom, powstania prawie zawsze przegrywali i ginęli setkami, tysiącami, a może nawet milionami, jak kiedyś w Chinach. Jest coś diabelskiego w tych atakach na rolników świata. Mordowały ich wielkimi tysiącami również państwa rzekomo chrześcijańskie, jak w XIV

i XV wieku Francja, Anglia, Niemcy. U nas wielkim fenomenem był Wincenty Witos, ale ostatecznie też przegrał. Z mojej wczesnej młodości pamiętam coś z wielkości i patriotyzmu chłopa polskiego. Oto w 1937 r. narosły wielkie trudności wsi: społeczne, polityczne i gospodarcze. Ceny produktów rolnych, podobnie jak

i dziś, były bardzo niskie. W całym kraju powstał bunt: 44 osoby zostały zabite przez policję, w tym na mojej Zamojszczyźnie chyba 11. A mimo to już za dwa lata chłop polski podjął się bardzo ofiarnie obrony Ojczyzny: przed Niemcami, Sowietami i polskimi zdrajcami, stał się trzonem zbrojnego oporu i prawie każda wieś była wolną wewnętrznie Polską.

I jak kiedyś nie poddał się komunie i kolektywizacji, choć chyba większość inteligencji uległa komunizmowi, tak i dziś nie chce się poddać unijnej idei likwidacji gospodarstw rodzinnych i tworzenia neofeudalnych ogromnych farm, na których byłby znowu tylko robotnikiem najemnym, parobkiem. Ten opłatek zatem wyraża Waszego ducha wolnego i patriotycznego.

Szlachectwo rolnika

Wieś, jaką poznałem i na której żyłem, to nie tylko jakiś „lud” czy „ludowość”, lecz to Polska, Polska w miniaturze. Miasta kiedyś zamieszkiwali u nas przeważnie Niemcy, Żydzi, Ormianie, Wołosi, Czesi. Prawdziwa Polska była na wsi, nawet arystokracja i magnateria to byli ziemianie. I wieś była macierzą języka polskiego, kultury, tradycji, rzemiosł, sztuk, religijności katolickiej i ducha polskiego. Chłopi na ziemiach polskich, jeśli posiadali choć trochę własnej ziemi, stanowili jakby rodzaj szlachty gniazdowej: mieli poczucie honoru, godności, niezależności, własnej wartości. Dziś brakuje takiej postawy nawet wysokim politykom i władzom polskim, które po degeneracji komunistycznej i pod wpływem amoralnego liberalizmu – powiedzmy sobie jasno – stawiają na zakłamanie, chytrość i bezideowość. Wielu dzisiejszych Polaków zostało wykorzenionych z wielkiej tradycji polskiej. Obecnie najgorsze jest chyba zachwianie moralności, wysokich wartości, idealizmu chrześcijańskiego i po prostu zdrowej rozumności.

Wieś, jaką poznałem kiedyś i jaką wspominam przy tej okazji nostalgicznie i zarazem symbolicznie, miała – przede wszystkim dzięki Kościołowi katolickiemu – jakiś zmysł tożsamości, wspólnoty, współpracy, odpowiedzialności za Ojczyznę, za Kościół, za przykazania Boże, za młodzież, i chłopi – jakich pamiętam – byli trzeźwymi politykami. Wspominam, jak w latach 30. i 40. ubiegłego wieku niemal pół mojej wsi Źrebce gromadziło się zwykle u jednego z gospodarzy w długie wieczory jesienne i zimowe i stanowiło jakby senat wiejski: informowało się, dzieliło poglądami, dyskutowało, omawiało sprawy gospodarcze i politykowało. Dym z papierosów snuł się jak mgła, ale czuło się jakąś samowładność, moc ludzką, dumę szlachty zagrodowej i wieś miała duszę, polską duszę, a co się dzieje dzisiaj? Kto nas tak zbałamucił i podzielił? Przede wszystkim brak nam wszystkim prawdziwych, mocnych, czystych i utalentowanych przywódców, zresztą tak się dzieje we wszystkich chyba dziedzinach życia w obecnej Polsce. Jakiś dopust Boży.

Talenty

W wielu aspektach życie rolnika było i jest ciężkie, ale kiedyś dzięki dużej populacji obfitowało w mnóstwo różnych talentów. Były to, i są, nie tylko talenty rolnicze, ale i wszelkie inne. Rozwinięta wieś była jakby małym miastem. Byli tam przedstawiciele wszelkich zawodów: kowale, budowniczy, murarze, tkacze, stolarze, zduni, młynarze, garncarze, kołodzieje, krawcy, szewcy, masarze, studniarze, samorodni lekarze… i tak bez końca. Jako 8-letniego chłopca wyleczył mnie z ciężkiego zapalenia płuc prosty chłop, który nie odbył ani jednej lekcji medycyny, ale służył dwa lata przy wojskowym lekarzu. Musieli mnie zawieźć do niego, bo na doktora w mieście nie było pieniędzy.

Na wsi polskiej było mnóstwo talentów pozazawodowych: poeci, muzycy, śpiewacy, twórcy pieśni i piosenek, mówiący wierszem, aktorzy na tamtą scenę, rzeźbiarze, malarze, dekoratorzy, narratorzy legend i baśni, społecznicy, filozofowie, uprawiający wszelkiego rodzaju rzemiosło artystyczne, dyplomaci… Oto prosty przykład talentu dyplomatycznego. Pewna dziewczyna z sąsiedniego Sułowa wychodzi za mąż. Ma jednak wielki problem: którą z dwu najbliższych przyjaciółek zaprosić na starszą druhnę. Pominięta bowiem obrazi się do końca życia. Aż z pomocą przyszedł inteligentny chłopiec z drużyny narzeczonego: „Powiedz, którą z tych dwu chciałabyś jednak bardziej”. „Tę” – odpowiedziała. „Dobrze” – odparł i poszedł najpierw do tej mniej chcianej: „Weselna chce cię serdecznie zaprosić na starszą druhnę”. A ona zaczęła od skromnego, zwyczajowego wzbraniania się: „Nie jestem godna, nie mam takich strojów”. Chłopiec na to: „Szkoda, że odmówiłaś, będzie trzeba zaprosić drugą”. Sprawa rozwiązana. Przyjaciółka pominięta mówiła z kolei do swoich: „Mnie prosiła, ale ja nie chciałam”.

Trzeba też przeciwstawiać się wulgarnemu i brutalnemu przedstawianiu wsi polskiej przez różnych pseudoliteratów. Ludzie wsi mają też wielką, liryczną wrażliwość na piękno, m.in. na muzykę. Wspomnę moje prymicje. Prowadzi mnie cały orszak do sąsiedniego Tworyczowa do kościoła. Ale na granicę wsi dotarła orkiestra. Zagrała. Niektóre kobiety zaczęły płakać. I pewien chłop obok mnie, twardy jak skała – tak przynajmniej myślałem – zawołał: „Co to pogrzeb, czy co, do cholery!”. Patrzę, a i jemu łzy płyną jak groch. Za mało się mówi i pisze o pięknie i artyzmie człowieka wsi polskiej.

Wieś kuźnią charakterów

Wieś polska miała, i ma do dziś, swoją szczególną pedagogię: pracowitości, rzetelności, mądrości życiowej, zmysłu solidarności, zwłaszcza w czasie nieszczęść, patriotyzmu i wyczucia przykazań Bożych. Przestępczość jest wielokrotnie niższa niż w miastach. Idiotyczne natomiast bywają wypowiedzi mieszczan: „Chłop leniwy sobie leży, a zboże mu rośnie”. Wiem coś o tym. W młodości pracowałem na wsi. Jeszcze jako diakon młóciłem cepami pszenicę. Machałem w pocie czoła cepem ponad teologiczną głową i biłem nim zboże. I co chwila sprawdzałem kłosy, a w nich ziarna siedziały jakby na złość.

Osobno trzeba podkreślić ogólną atmosferę życzliwości i niezwykłej gościnności. Przychodzisz: rzucają pracę, zapraszają, częstują, interesują się tobą, zawsze powiedzą coś życzliwego, jeśli ktoś jest mniej znany, pytają o jego strony, o genealogię. W każdym razie nie tak, jak paryżanin, który nie przyjmie rodzonej matki, jeśli nie umówiła wizyty miesiąc wcześniej. Wieś nasza kultywuje najlepszego ducha słowiańskiego. Wiemy, że dzisiaj wieś się gwałtownie zmienia materialnie i duchowo, ale istota mądrego i patriotycznego Polaka jest ta sama.

Zagrożenia

Mimo pomyślności, raczej drobnych, myślę, że w gruncie rzeczy stoimy – niespodziewanie – w obliczu największego na świecie zagrożenia dla egzystencji i cywilizacji człowieka. Trwa totalny atak na życie słabych, odrzucanie Boga, moralności; wartości dobra, prawdy, celowo niszczone są: rodzina, małżeństwo, dziecięctwo i wspólnota, zamiast człowieka poczętego z miłości propaguje się człowieka z probówki, zamiast kultury – forsuje się dzikość, zamiast prawa jest dżungla, zamiast rozumu są żądze, namiętności i bezsens. Zło, przestępstwa i zbrodnie bywały w historii ludzkości zawsze, ale dziś obłędna ideologia liberalna chce je uczynić nowym programem.

Pismo niemieckie „Der Spiegel” z 9.12.2009 r. podało, że trzeba powstrzymać przyrost ludności i w najbliższym czasie z ponad 6 mld zredukować ją do 5 mld, a za kilkadziesiąt lub sto lat do 2 mld lub nawet do 1 miliarda. Zbyt duża liczba ludzi zagraża bowiem naturze i całej przyrodzie, zwłaszcza zwierzętom. Przecież to jest obłęd spowodowany głównie odrzuceniem Boga i religijnej nauki o człowieku. I coś z tych rzeczy zaczyna docierać i na wieś przez media, szkołę, ideologię, zdegenerowane partie polityczne, no i przez niektóre jednostki ogłupione ideologią liberalistyczną.

Dlatego wiele wsi już umiera z przyczyn ekonomicznych, ideologicznych i demograficznych. W mojej wsi zostało już chyba tylko troje młodych po osiągnięciu 18 lat, reszta wyjechała za granicę, przemysł rolny znalazł się albo w obcych rękach, albo został zniszczony. Chłop jest znowu wyzyskiwany. Na wyższe studia u nas dostaje się tylko kilka procent młodzieży. Niszczone są różne instytucje wiejskie, jak szkoły, biblioteki, apteki, przychodnie zdrowia, obniża się nasza produkcja rolna. Rolnictwo już nie nobilituje człowieka, jak w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, lecz jakby poniża, niektórzy szaleńcy uważają, że w przyszłości człowiek wyżyje z samej chemii. I nikt nas skutecznie nie broni, a my sami nie możemy się zorganizować.

Funkcje i zadania polskiego polityka dziś

Mimo wszystko wieś polska realizowała szczytne zadania, które powinniśmy i my wszyscy wypełniać nadal, a nawet je rozwijać:

– trzeba bronić istnienia samej Polski, w tym miasta oraz wsi w ogóle i jej etosu;

– trzeba bronić ziemi, z której nas ulepił Bóg;

– trzeba bronić wiary i Kościoła, jak to czyniliście w przeszłości;

– trzeba zdecydowanie bronić zasad moralności ludzkiej;

– trzeba nadal rozwijać miłość Ojczyzny, państwa polskiego i Narodu;

– trzeba bronić polskiej kultury, sztuki i języka;

– trzeba bronić polskiej pamięci, świadomości, tradycji, obyczajów i myśli polskiej;

– trzeba bronić godności, honoru i pierwszeństwa osoby ludzkiej przed wszelkimi rzeczami i przed światem zwierzęcym;

– trzeba szerzyć rozsądną wiarę w człowieka i w sens życia.

Błogosławieństwo w nadziei

Trzeba nam umieć wydobywać prawdę, dobro, piękno z każdej sytuacji, bo tak Bóg egzaminuje nas z miłości ku Niemu i sprawdza naszą wartość jako ludzi. Sam fakt, że zaistnieliśmy i zostaliśmy przeznaczeni do życia już nieskończonego, opromienia nam wszystko i rozprasza wszelkie ciemności i lęki. Dziękujcie zatem Rolnikowi Bożemu, że uczynił Was swoimi darami dla Was samych, dla Waszych bliskich, dla społeczeństwa, dla Polski, dla Europy. I w darze miłości nie ustawajcie!

W tym duchu my, kapłani, błogosławimy ten opłatek jako znak naszej miłości Boga, jako znak miłości wzajemnej w Chrystusie i znak wielkiej nadziei na pokonanie wszelkich trudności i na wszelkie dobro według zamysłu Bożego. W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

drukuj