Wspólna Polityka Rolna nie będzie już „wspólna”?

Bogate kraje unijne proponują zlikwidowanie unijnych dopłat bezpośrednich, które od 2014 roku miałyby być wypłacane z budżetów krajowych. Polski na to nie stać i dlatego sprzeciwia się tej „reformie”. Okazuje się, że możemy w tej sprawie liczyć na poparcie pozostałych nowych 11 państw członkowskich i niektórych krajów starej Unii Europejskiej.

W polskiej ambasadzie w Brukseli zorganizowano pierwsze spotkanie ministrów rolnictwa z kilkunastu krajów, m.in. z Czech, Słowacji, Węgier, Cypru i Finlandii w związku z dopłatami bezpośrednimi. Kolejne ma odbyć się w styczniu w Warszawie, podobno w jeszcze większym gronie. Wymienionym krajom zależy na utrzymaniu unijnych dopłat bezpośrednich do gospodarstw rolnych po 2013 roku. – Powinny być one wypłacane z budżetu unijnego – podkreśla minister rolnictwa Marek Sawicki.

Taką samą opinię wyrażają w zasadzie bez wyjątku wszyscy nowi członkowie UE, czyli 12 państw przyjętych do Unii w latach 2004 i 2007. Mają one także wsparcie ze strony niektórych „starych” państw unijnych, w tym krajów skandynawskich, Hiszpanii i Włoch. Tymczasem niedawno wyciekły do mediów nieoficjalne propozycje Komisji Europejskiej, aby od 2014 roku dopłaty nie były już wypłacane z budżetu unijnego, ale by ten obowiązek na swoje barki wzięły budżety krajowe. Co prawda Polska i tak częściowo finansuje subwencje z funduszy krajowych, jednak po przyjęciu nowych regulacji już w 2014 roku musielibyśmy zarezerwować w budżecie państwa dodatkowo kilkanaście miliardów złotych na rolnictwo. To oczywiście jest niemożliwe do realizacji, nie tylko dlatego, że zapewne wtedy będziemy mieli jeszcze sporą dziurę budżetową, także z powodów politycznych. Już teraz rząd i parlament są przecież naciskane przez różne lobby i ekspertów, aby zmniejszyć dotacje na KRUS, które rocznie wynoszą około 15-16 mld złotych. Gdyby państwo miało przeznaczać na dopłaty co najmniej podobną kwotę, a być może jeszcze większą, musiałoby te pieniądze zabrać komuś innemu. Tylko komu? Szkołom, policji, wojsku… Pole manewru jest niewielkie, a nawet wcale go nie ma. – Dla Polski utrzymanie dopłat z kasy unijnej to racja stanu. Nie będzie nas jeszcze bardzo długo stać po prostu na ich finansowanie z własnych środków – mówi Andrzej Kowalczewski, doradca rolny. – Wtedy na pewno nie byłoby szans na to, aby dopłaty dla naszych rolników osiągnęły poziom tych, które dostają farmerzy z zachodniej części Europy – dodaje.

Podobne interesy mają inni nowi członkowie UE, ale też niektóre kraje ze starej Piętnastki. Najgorętszym zwolennikiem likwidacji unijnych dopłat jest Wielka Brytania, ale temu rozwiązaniu jest coraz bardziej przychylna Francja, choć jeszcze w ubiegłym roku Paryż wyrażał wyraźny sprzeciw. Jednak Francuzów czy Niemców stać jest na przejęcie na siebie obowiązku wypłaty dopłat bezpośrednich, bo są to państwa o wiele bogatsze od Polski. Poza tym liczą one, że i tak na tym zarobią, gdyż pieniądze, które Unia daje teraz na dopłaty, mają zostać przeznaczone na rozwój obszarów wiejskich, czyli np. inwestycje w infrastrukturę wiejską, informatyzację wsi, jak również na walkę z globalnym ociepleniem. I bogatsze kraje w większym stopniu skorzystają z tych funduszy niż państwa biedniejsze. Z kolei np. Włosi i Hiszpanie mogą też być „przeciw”, bo ich rolnicy dostają spore dopłaty, a wypłacanie ich z garnuszka państwa byłoby poważnym obciążeniem dla krajowych budżetów.


Krzysztof Losz
drukuj