Wcześniej czy później ich odnajdziemy

Z dr. Marcinem Stefaniakiem, dyrektorem Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Szczecinie, rozmawia Jacek Dytkowski



Skąd pomysł na program poszukiwania żołnierzy Bojowego Oddziału Armii?

– Podjęta przez nas akcja poszukiwawcza to wynik pracy badawczej historyków Instytutu Pamięci Narodowej. Duże znaczenie ma w tej sprawie opublikowanie przez dr. Radosława Ptaszyńskiego książki na temat działalności Wojskowego Sądu Rejonowego w Szczecinie pt. „Sędziowie Wojskowego Sądu Rejonowego w Szczecinie i ich wyroki. Studia i materiały”. Ustaliliśmy w tej pracy, kto tak naprawdę został skazany na karę śmierci z przyczyn politycznych i jak ją wykonano. Na tej podstawie rozpoczęliśmy poszukiwania szczątków ofiar. Okazało się, że w przypadku tej grupy BOA udało się nam zlokalizować mogiłę – miejsce, gdzie żołnierze zostali zakopani po wykonaniu wyroku. Ich szczątki spoczywają na cmentarzu Centralnym w Szczecinie. W ten sposób zaczęły się nasze poszukiwania.

Skąd pochodzą informacje na temat losu tych żołnierzy?

– Są przede wszystkim trzy podstawowe źródła. Pierwszym jest dokumentacja wytworzona przez wydział śledczy, czyli najbardziej zbrodniczą jednostkę Urzędu Bezpieczeństwa. Drugie to dokumentacja wojskowych sądów rejonowych, która także jest w naszym posiadaniu. I wreszcie trzecie źródło – w postaci relacji uczestników tych zdarzeń, ofiar kaźni stalinowskich. Wszystkie te materiały pozwalają nam ustalić pewne fakty, które umożliwiają później przeprowadzenie ekshumacji, by następnie godnie pochować te osoby. Należy tutaj podkreślić, iż w 1948 r., czyli wtedy, kiedy ci ludzie zostali zamordowani, zwykle ciała potajemnie zakopywano, nie zezwalając na pogrzeb.

Problem znalezienia miejsc pochówku dotyczy zasadniczo większości żołnierzy powojennego podziemia antykomunistycznego…

– Ekshumacja żołnierzy BOA, której dokonaliśmy na cmentarzu w Szczecinie, służyła m.in. ustaleniu, w jaki sposób oni zginęli. Zgodnie bowiem z ówczesnym prawem, jeżeli ktoś był skazany przez sąd wojskowy na karę śmierci, jej wykonanie powinno się odbyć przez rozstrzelanie przed plutonem egzekucyjnym. Jednak nasze badania – również te ekshumacje – stwierdzają coś zupełnie innego. Mianowicie, że wówczas, w 1948 r., nie zaprzątano sobie głowy procedurami, tylko mordowano skazańców strzałem w potylicę. Oznacza to, że nie było żadnego plutonu egzekucyjnego. Jeśli natomiast chodzi o trudność w znalezieniu szczątków, podam jeden przykład. Nierzadko zakopywano pomordowanych w bezimiennych mogiłach. Fakt, że żołnierze BOA znaleźli się w ewidencji cmentarnej, jest wyjątkiem. Co więcej, zakopano ich w jednym miejscu. Wykopano jeden duży dół, gdzie wstawiono trzy trumny, przy czym nie oznaczono tych grobów. Na przykład rodzina Zenona Łozickiego przez całe 60 lat paliła znicze w innym miejscu, niż był on pochowany. Jednak po naszych badaniach udało się zidentyfikować jego szczątki. W tym przypadku wystarczyło porównanie dokumentacji cmentarza z będącymi w naszym posiadaniu aktami sądowymi i ubeckimi, żeby ustalić ich tożsamość, którą tam szczegółowo opisano.

Ilu żołnierzy BOA udało się zidentyfikować?

– W ich przypadku mamy mniej więcej klarowną sytuację. Egzekucji dokonano w dwóch turach. Pierwszy wyrok śmierci, na Stanisławie Mincewiczu, wykonano w 1946 roku. Wiemy, gdzie spoczywa, aczkolwiek ten grób jest już przekopany, tzn. jest nad nim pochowana inna osoba. Nikt więc nie wydobędzie jego szczątków. W grudniu 1948 r. zamordowano pięć osób. Ustaliśmy lokalizację grobów czerech ofiar. Nadal poszukujemy szczątków Edwarda Kosieradzkiego. Cały czas będziemy prowadzić badania. Mam nadzieję, że wcześniej czy później uda nam się je odnaleźć.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj