Ku niepodległości przez kulturę
Jan Paweł II w przemówieniu skierowanym do polskich biskupów w 1993 r. podkreślał, że „Polacy stają dzisiaj wobec wielkiego wyzwania, jakie stanowi Boży dar wolności i właściwe jego użycie tak w wymiarze jednostkowym, jak i społecznym”. Idąc za wezwaniem Papieża, powinniśmy bronić naszej suwerenności i niepodległości poprzez pielęgnowanie polskiej wielowiekowej kultury, jej chrześcijańskich podstaw w życiu społecznym, a zwłaszcza tej kolebki kultury, którą jest rodzina.
Pius XII wytrwale głosił prawdę, że właściwy porządek społeczny i polityczny wynika z zachowania prawa Bożego, i w tym duchu upominał tych, od których to zależało, ostrzegając, że „wojna może zniszczyć wszystko”. Przemawiając w cztery miesiące po konferencji jałtańskiej do kardynałów, powiedział: „Narody, szczególnie małe i średniej wielkości, żądają, aby pozwolono im samym kształtować własną przyszłość. Można je nakłonić, by dobrowolnie i w interesie powszechnego postępu przyjęły na siebie zobowiązania, które modyfikują ich suwerenne prawa. Skoro jednak poniosły ofiary – szczególnie wielkie – w walce przeciw systemowi brutalnej przemocy, to mają dziś prawo sprzeciwiać się narzucaniu im nowego systemu politycznego czy społecznego, zdecydowanie nieakceptowanego przez ogromną większość ludności(…)Ukryty głos sumienia mówi dziś narodom, że ich przywódcy utracą wiarygodność, jeśli pozwolą, by nadal dominowała ślepa przemoc i nie doprowadzą do zwycięstwa prawa” (Apel z 24 sierpnia 1939 r.).
Słowa Piusa XII odnosiły się m.in. – a może przede wszystkim – do Polski. Naród, który „walczył przeciwko systemowi brutalnej przemocy” i który poniósł „wielkie ofiary”, to właśnie Naród polski. Ten właśnie Naród nie zgodził się na uśmiercenie polskiej państwowości pomimo zdecydowanych dążeń wrogów, by po Polsce nie zostało już śladu na mapie świata. Jeśli nie dała się ona do końca pogrzebać, to dlatego, że nie umarł w niej Kościół Chrystusowy i czuwała nad nami Pani z Jasnej Góry, co musiał zauważyć nawet hitlerowski oprawca Hans Frank. Po zakończeniu II wojny światowej i po konferencji jałtańskiej Polska znalazła się w sytuacji, w której narzucono jej układ, którego nie chciała i którego nie mogła zaakceptować, ponieważ sprzeciwiał się wszelkim prawom Bożym i ludzkim.
Totalitaryzm nadal żywy
Papież Jan Paweł II w liście apostolskim z okazji 50. rocznicy wybuchu II wojny światowej zwrócił uwagę na wspólne cechy hitleryzmu i bolszewizmu, do których zaliczył pogaństwo w duchu dogmatu marksistowskiego, ideologię totalitarną i taką organizację polityki, która zamierza stać się religią.
Europa uzyska prawdziwy pokój pod warunkiem powrotu do Ewangelii. Tymczasem ewangelizacja Europy napotyka opór. Papież pisze: „Niestety musimy stwierdzić, że w wielu dziedzinach swego życia współczesny człowiek myśli, postępuje i pracuje tak, jakby Bóg nie istniał. Pojawia się zatem to samo zagrożenie, co kiedyś: człowiek zdany wyłącznie na moc człowieka(…)pragniemy raz jeszcze dzisiaj powiedzieć ludzkości, że człowiek jest naprawdę człowiekiem tylko wtedy, gdy uznaje się za stworzenie Boże; że uświadamia sobie swą godność jedynie wówczas, gdy dostrzega w sobie i w innych znamię Boga, który go stworzył na swój obraz; że jest wielki tylko w takiej mierze, w jakiej swoim życiem odpowiada na miłość Boga i oddaje się na służbę braciom”.
Europa nie przyjęła orędzia Jana Pawła II wielokrotnie kierowanego do niej z wezwaniem powrotu do Chrystusa i Jego Ewangelii. Świadomie i cyniczne odrzuciła płynące z wielu stron postulaty, aby w projekcie konstytucji uznano zależność ludzkich praw od prawa Bożego, co jest fundamentem sprawiedliwości obowiązującej w sferze publicznej. Europa nie przyjęła prawa Dekalogu i żadnego prawa dającego się pojąć jako wyraz prymatu prawa naturalnego nad prawem pozytywnym. Przeciwnie – w ustawach, rezolucjach, poleceniach wydawanych przez najwyższe instytucje europejskie pojawiają się żądania narzucające akceptację obyczajów i praktyk całkowicie sprzecznych z porządkiem moralnym, a nawet z elementarnym poczuciem człowieczeństwa. Europa nie broni prawdy dotyczącej małżeństwa i rodziny, nie broni godności osoby ludzkiej i jej fundamentalnych praw, broni natomiast „prawa” do przekraczania najważniejszych zasad moralnych stojących na straży świętości życia ludzkiego, sakralnego charakteru małżeństwa i rodziny. Nie liczy się prawda, ale siła i samowola jednostek zapatrzonych w ideologię liberalizmu i swoje „prawa” zrodzone w chorej wyobraźni i chronione prawem chorej „tolerancji” i „politycznej poprawności”.
W Unii Europejskiej zupełnie nie działa zasada solidarności, którą szumnie nagłośniono w tekście traktatu lizbońskiego. Polska, która poniosła największe ofiary wskutek wojny i ekonomicznej eksploatacji zarówno ze strony reżimu hitlerowskiego, jak i sowieckiego, wciąż nie może uzyskać zwolnienia od olbrzymich długów zaciągniętych nie przez społeczeństwo polskie, lecz przez marionetkowy rząd komunistyczny. Polska nie ma pełnej swobody rybołówstwa, wykorzystania swoich zasobów naturalnych, uruchomienia potencjału rolnictwa, hodowli, górnictwa i hutnictwa. Pod pretekstem zasady prywatyzacji (dyktowanej przez liberałów) straciła prawie cały swój przemysł i nie rozporządza zasobami energii ani bankami. Europa nadal żeruje na sytuacji, która spowodowała – z winy jej samej! – upadek ekonomiczny oraz idący za nim upadek demograficzny i społeczny.
Rewolucja antyludzka
W czasie, gdy Polacy z przeogromnym wysiłkiem pracowali nad odbudową kraju z ruin i walczyli o przetrwanie, odbudowana dzięki amerykańskiej pomocy Europa pozwoliła sobie na najgłupszą w świecie i nikomu niepotrzebną rewolucję „kulturalną”, której trzon stanowiła „rewolucja seksualna”. Jej istotą miało być „wyzwolenie” człowieka od wszystkiego, co może być pojęte jako moralność i co tym samym świadczy o związku człowieka z Bogiem. Była to najgłupsza w historii rewolucja, ponieważ chodziło tu o pogrążenie człowieka w nowej mitologii, która wmawiała mu, że teraz to on sam stanie się dla siebie bogiem. Miało to więc być „wywyższenie” człowieka przez jego najgłębsze poniżenie, co jasno dowodzi, że przewrót ten pochodził z inspiracji szatańskiej. Już św. Paweł jasno zapowiadał czas, kiedy pojawieniu się „niegodziwca” „towarzyszyć będzie działanie szatana, z całą mocą, wśród znaków i fałszywych cudów, z wszelkim zwodzeniem ku nieprawości tych, którzy giną, ponieważ nie przyjęli miłości prawdy, aby dostąpić zbawienia. Dlatego Bóg dopuszcza działanie na nich oszustwa, tak iż uwierzą kłamstwu, aby byli osądzeni wszyscy, którzy nie uwierzyli prawdzie, ale upodobali sobie nieprawość” (2 Tes 2, 9-12). W tym proroctwie w ścisłym związku występują dwa elementy: odrzucenie prawdy i świadome opowiedzenie się za nieprawością, czyli za niemoralnością. Wynika z tego to, co św. Paweł powiedział nieco wcześniej w tym liście, a mianowicie, że kiedy „objawi się człowiek grzechu”, będzie chciał być uważany za Boga (2 Tes 2, 4).
Ta właśnie idea pojawia się u jednego z najbardziej wojowniczych aktywistów rewolucji neomarksizmu Antonia Gramsciego, który podkreślając radykalną opozycję między socjalizmem a chrześcijaństwem, stwierdził, że socjalizm jest taką ideologią, która w całości pragnie zająć miejsce religii, czyli chrześcijaństwa. Nie ulega wątpliwości, że jest to ideologia totalitarna i że jakiekolwiek państwo, które przyjmie tę ideologię za podstawę swej organizacji, musi być totalitarne. Dlaczego musi – wyjaśnia sam ks. kard. Ratzinger, wskazując, że państwo, które jest ideologiczne, czuje się odpowiedzialne za regulowanie całej przestrzeni życia ludzkiego, a więc podporządkowuje sobie także całą sferę życia moralnego i duchowego. Jedyną siłą, która jest zdolna przeciwstawić się takim roszczeniom państwa, jest sumienie, ale kiedy ono próbuje się przeciwstawić, to wchodzi w konflikt z władzą totalitarną. I tak rodzą się męczennicy. Tragiczne jest to, że kiedy taki totalitaryzm wmawia, że usunął religię z życia publicznego, to tylko oznacza, że zepchnął religię do podziemia, do katakumb – co obserwujemy w wielu krajach rządzonych przez socjalizm – i wtedy wszyscy wierzący zmuszani są uznać siebie za przestępców, podczas gdy faktycznymi przestępcami są ci, którzy walczą z religią przy pomocy narzędzi administracyjnych i policyjnych.
Niektórzy myślą, że takie państwa totalitarne to najwyżej Chiny czy Korea Północna, ewentualnie Kuba, ale nie Europa, bo przecież Europa to kontynent demokratyczny. Tu socjalizm jest oświecony, kulturalny, liberalny… Ale już wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu orzekający, że krzyż jest obrazą demokracji czy niedawne stwierdzenie byłego prezydenta Francji, że masoneria zadbała o to, aby w konstytucji dla Europy nie było wzmianki o chrześcijaństwie, sprawia, że nasuwa się pytanie: „Jaka ideologia stoi za tymi faktami?”. Otóż jest to niestety ideologia antychrześcijańska, ponieważ opiera się na założeniach liberalnego socjalizmu. W takim razie Unia Europejska z konieczności staje się państwem totalitarnym. Ale czy w sytuacji, gdy człowiek jako osoba jest zniewolony, kiedy sumienie nie ma prawa głosu, kiedy nie liczy się prawda tylko ustalenia grupki przewodzącej „rewolucji kulturalnej”, jest jeszcze miejsce na niepodległość? Czy w takim razie wszelkie uroczystości na cześć odzyskanej niegdyś niepodległości, wszelkie deklamacje na temat wolności, wszelkie frazesy o solidarności Unii Europejskiej mają jeszcze jakiś sens?
Z teoretycznych założeń ideologii Gramsciego wynika, że ten „długi marsz przez kulturę” musi wejść w każdy zakamarek życia ludzkiego, w każdą relację społeczną, w każdą przestrzeń dialogu międzyludzkiego, dosłownie wszędzie, aby nie zostawić nawet atomu wolności dla religii chrześcijańskiej. Świadczy to o tym, że mamy tu do czynienia z totalitaryzmem absolutnym i udoskonalonym „naukowo”. Najbardziej zaatakowane są te obszary życia ludzkiego, w których kształtują się najgłębsze relacje międzyosobowe tworzące rodzinę w jej węższym i szerszym znaczeniu. Zmierza więc ku temu, przed czym przestrzegał Romano Guardini, zapowiadając „koniec czasów nowożytnych” i nadejście epoki absolutnej izolacji jednostki zagubionej w masie sterowanej anonimową bezosobową siłą.
Trzeba powiedzieć, że rewolucja „oświeconego marksizmu” podąża dokładnie w tym kierunku. W sposób szczególny do rozbicia istotnych więzów ludzkości zmierza program niszczenia etyki seksualnej, etyki małżeńskiej i rodzicielskiej, etyki miłości i czci dla życia poczętego i życia zmierzającego ku końcowi. Z tego punktu widzenia społeczeństwo przestanie po prostu być ludzkie. Ten ideologiczny program jest zgubny dla idei niepodległości. Jeżeli Polska stanie się społeczeństwem zamienionym w masę izolowanych jednostek wyzutych z poczucia wolności i godności, jeżeli zamiast rodziny będziemy mieli stado osobników napędzanych ślepym zwierzęcym instynktem, to już nie będzie żadnej niepodległości, bo nie będzie po prostu Narodu. Będą jedynie „ludzie” wyzwoleni z poczucia człowieczeństwa, którzy uczą się „kultury” używania prezerwatyw i pigułek przeciw płodności, ewentualnie stosowania zastrzyków prowadzących do eutanazji.
Zaatakowanie moralności i całego duchowego spoiwa społeczeństwa jest pomysłem karkołomnym i prowadzi nie tylko do destrukcji tegoż spoiwa, ale także do zniszczenia tych, którzy tę rewolucję wzniecili. Tylko w teorii można uważać, że neomarksistowska rewolucja jest – w przeciwieństwie do rewolucji bolszewickiej – „bezkrwawa” i „kulturalna”. Dziś liczba zamordowanych dzieci nienarodzonych na świecie sięga 800 milionów, co sprawia, że tę zbrodnię należy nazwać „megaludobójstwem”. Ale to ludobójstwo zaczyna się już na tym etapie, na którym propaguje się publicznie zasady amoralne w dziedzinie życia seksualnego, proponując antykoncepcję i sterylizację, oraz oferuje „poprawne zdrowotnie” metody walki z życiem poczętym. Zbrodnia krąży w świadomości społecznej i w sumieniach uwikłanych w kłamstwo jeszcze zanim ujawni się w gabinetach aborcjonistów. Rewolucja seksualna połączona z całościowo pojętą rewolucją kulturalną jest źródłem straszliwych krzywd wyrządzonych mężczyznom, kobietom i dzieciom, którzy nigdy nie doświadczą tej łaski, jaką jest życie rodziny w miłości i świętości.
„Twierdzą nam będzie każdy próg”
Niezależnie od tego, czy ta rewolucja zniszczy świat, czy wcześniej może samą siebie, nie możemy czekać na jej finał z założonymi rękoma. Obowiązkiem Polaków jest tę rewolucję odrzucić i rozwijać ducha wewnętrznej suwerenności, o którym mówił Jan Paweł II w Paryżu w roku 1980 w siedzibie UNESCO, a co przypomniał później w przemówieniu do biskupów polskich 15 stycznia 1993 roku. Papież powiedział m. in.: „Polacy stają dzisiaj wobec wielkiego wyzwania, jakie stanowi Boży dar wolności i właściwe jego użycie tak w wymiarze jednostkowym jak i społecznym”.(…)W dzisiejszych czasach fundamentalnego znaczenia nabiera posługa Kościoła wobec ludzkiej kultury. Kultura stanowi niezbędne środowisko życia i rozwoju człowieka oraz całych społeczeństw i narodów. Widzimy to wyraźnie na przykładzie naszej historii ojczystej, kiedy to naród zniewolony i przez długie dziesiątki lat pozbawiony struktur własnej państwowości, przetrwał dzięki swej kulturze”. Obecnie kulturę trzeba ratować i ma to robić Kościół.
Aktualna sytuacja wymaga zdecydowanych kroków w celu obrony polskiej kultury, jej chrześcijańskich podstaw w życiu społecznym, a zwłaszcza tej kolebki kultury, którą jest rodzina. Tutaj rodzi się człowiek i tutaj rozwija się i dojrzewa w swoim człowieczeństwie poddawanym działaniu Ducha Świętego – w atmosferze miłości pochodzącej ze źródła sakramentu małżeństwa i Eucharystii. Dziś trzeba, by rodziny się organizowały, jak to przypomniał Benedykt XVI w swoim apelu wygłoszonym do uczestników Światowego Spotkania Rodzin w Meksyku. Trzeba, aby rodziny stworzyły szczególną przestrzeń niezależności i duchowej suwerenności, o której mówił Jan Paweł II także w Liście do Rodzin (nr 17). Nikt nie ma prawa wkraczać w przestrzeń, którą Bóg sam ofiarował rodzinie jako przestrzeń realizacji powołania małżeńskiego i rodzicielskiego, w której człowiek rozmawia jedynie z samym Bogiem – Ojcem i Stwórcą świata. Człowiek jest wtedy prawdziwie suwerenny i niepodległy, kiedy na gruncie prawdy uczestniczy we wszechmocy Miłości, która stwarza świat i „porusza słońce i gwiazdy” – jak twierdził Dante. Kiedy rewolucja z piekła rodem szaleje na naszej ziemi, trzeba, aby każdej rodzinie przyświecało hasło: „twierdzą nam będzie każdy próg!”.
