Marsz dla życia obudził katolicką Europę

Cały świat usłyszał: Stop aborcji i eutanazji! Marsz dla życia zorganizowany w zeszłym tygodniu przez hiszpańskich katolików, podczas którego ulicami Madrytu przeszło około dwóch milionów osób, zrobił imponujące wrażenie zarówno na samych jego uczestnikach, jak i na tych, którzy mieli okazję śledzić to wydarzenie dzięki migawkom telewizyjnym. Ale marsz minął, uczestnicy wrócili do domów, a pozostaje pytanie: co dalej?

Sami Hiszpanie zwracają uwagę na kilka spraw, które dla nas, Polaków, mogą być ciekawe, a nawet pouczające. Zarówno bowiem w Hiszpanii, jak i w Polsce mamy do czynienia z różnymi formami walki z Kościołem katolickim oraz wartościami i zasadami, które od wieków głosi. Na szczęście u nas sytuacja jeszcze nie jest tak dramatyczna, jak w Hiszpanii, co nie znaczy, że taką wkrótce się nie stanie. Wiadomo bowiem, iż w Europie, a zwłaszcza w Unii Europejskiej prym wiodą znani z nienawiści do Kościoła działacze socjalistycznej międzynarodówki.

„Reformy” José Zapatero

Hiszpanie zdają sobie sprawę z tego, że ta manifestacja nie zmieni polityki obecnego premiera José Zapatero i że będzie on kontynuował swoje „reformy”. Wiedzą, iż dla premiera nie liczy się człowiek (w tym jego prawo do życia) ani ekonomia, ani prawda, lecz najważniejsza jest ideologia. Zapatero jest radykalnym ideologiem, co zresztą charakteryzuje większość socjalistów wyznających heglowską zasadę, że jeśli ideologia nie zgadza się z rzeczywistością, to tym gorzej dla rzeczywistości. Dlatego ostentacyjnie zlekceważył manifestujących obywateli Hiszpanii. Prowadzona przezeń reforma polega na umacnianiu „prawa” do aborcji i eutanazji, do „małżeństw” homoseksualnych, do ekspresowych rozwodów, na promowaniu ideologii gender, walce z Kościołem czy indoktrynacji w szkołach etc. Ale zbliżają się wybory…

Socjalistów nie można zmienić, ale można wymienić

I tu pojawia się pytanie o stan opozycji politycznej. Okazuje się, że w Hiszpanii podobnie jak w Polsce występuje zjawisko wygrywania wyborów przez lewicę, a przegrywania ich przez prawicę, która osłabiona wewnętrznymi podziałami w kwestii fundamentalnych zasad, jak choćby prawo do życia, jest dość chwiejna. Największą partią opozycyjną jest Partia Ludowa (PP), ale w niej wcale nie ma jednomyślności co do ochrony prawa do życia. Z kolei mniejsze partie prawicowe przechylają się w stronę nacjonalistyczną, myśląc o swych partykularnych regionalnych interesach czy nawet separatyzmie, jak partia katalońska czy baskijska. A ponieważ Zapatero posiada potężne oparcie w mediach, to nic dziwnego, że potrafi maksymalnie wykorzystać tę słabość opozycji, by trzymać władzę w swoim ręku.
Katolicy hiszpańscy żywią jednak nadzieję, że ostatni marsz dla życia zintegruje opozycję i pozwoli jej wygrać kolejne wybory. Politycy opozycyjni bowiem, którzy z uwagi na elektorat do tej pory nie bardzo chcieli się jasno wypowiadać w kwestii wartości fundamentalnych, mogli się przekonać, że wyrasta potężny elektorat katolicki, który jest świadomy i zdeterminowany (jeden z uczestników marszu wprost powiedział, że będzie walczył do końca, aż w Hiszpanii nie będzie się przeprowadzać ani jednej aborcji). By dojść do władzy, trzeba będzie zdobyć głosy milionów katolików, a ci stawiają sprawę jasno: stop aborcji i eutanazji. Jest nadzieja, że takim głosem przemówią również wszyscy politycy Partii Ludowej.

Trzeba pomaszerować jak Hiszpanie

Hiszpanie z radością podkreślają, że w tę manifestację zaangażowało się bardzo wiele organizacji świeckich, co świadczy o tym, iż katolicy nie tylko się budzą, ale również potrafią się organizować i nie składają na barki biskupów i księży spraw organizacyjnych, by nie prowokować bezpośrednich starć między rządem i Kościołem. Zresztą chodzi tu przecież o podstawowe prawa człowieka, które mają wymiar ponadreligijny, a nie o interesy Kościoła.
Marsz dla życia umocnił nie tylko samych Hiszpanów, ale stał się sygnałem do aktywizacji katolików w innych częściach Europy, jak również – o czym nie można zapominać – dla setek milionów mieszkańców Ameryki Środkowej i Południowej (mówiących po hiszpańsku), w których działają lub są planowane podobne mechanizmy niszczenia społeczeństwa w ramach socjalistycznej inżynierii społecznej. Mechanizmy te są dość proste: aktywna mniejszość lewicowa z jednej strony usypia przy wsparciu mediów czujność znacznej części społeczeństwa poprzez lansowanie konsumpcyjnego stylu życia, z drugiej zaś dzięki intrygom i korupcji antagonizuje i dzieli polityczną prawicową opozycję. W efekcie lewica dochodzi do władzy i rządzi po to, by podkopać fundamenty biologiczne i moralne całego społeczeństwa. Jest to o tyle łatwe, że mając władzę, dysponuje instytucjonalnymi środkami nacisku, z których korzysta w sposób bezwzględny, czyli bez żadnych hamulców moralnych, nie mówiąc już o religijnych. Dla lewicy ideologia jest zarazem religią i etyką, w świetle której usprawiedliwia swe nawet najbardziej antyludzkie poczynania. Dlatego należy podziwiać katolików hiszpańskich, że nie poddają się i potrafią bronić tego, co najcenniejsze: ludzkiego prawa do życia.
Oby tylko politycy potrafili stanąć na wysokości zadania, oby reszta społeczeństwa hiszpańskiego i europejskiego obudziła się z letargu i oby przewrotne spiski lewicy spotkały się z inteligentnym, odważnym i zorganizowanym sprzeciwem. Innej drogi nie ma, bo lewica nie ustąpi. Na szczęście puder mediów wietrzeje, a społeczeństwa wielu krajów coraz wnikliwiej śledzą rzeczywistość i rozpoznają metody lewicowej manipulacji. Dlatego gdy miarka się przebiera, trzeba wyjść z domu i pomaszerować jak Hiszpanie.


Prof. Piotr Jaroszyński
drukuj