Dajmy się obudzić

– Ojcze, czy tam, skąd jesteś, pamięta się o nas? Czy tam się o nas mówi? – zapytali kiedyś afrykańscy parafianie polskiego misjonarza. Misjonarz ów powtórzył to pytanie potem podczas jednego z czuwań w kościele pełnym młodzieży i rodzin Ruchu Światło-Życie. Siedziałam wówczas w bocznej nawie, poddając się zmęczeniu. Miałam 14 lat. Pytanie poruszyło mnie, obudziło nie tylko ciało, ale i ducha… Obecnie mam 23 lata, wróciłam z drugiego wyjazdu misyjnego do Peru. Raz odkryte bogactwo Kościoła i jego wewnętrzna jedność, taka ponad podziałami i odległością geograficzną, nie pozwala spocząć. Nie możemy nie pamiętać o naszych braciach. A wspominając ich, nie możemy czynić tego inaczej, jak tylko z miłością. Ten jeden Tydzień Misyjny w ciągu roku, który rozpoczyna się w niedzielę, jest po to, by nas wszystkich „obudzić”.

Na rozległych piaskach pustyni Sechura na północy Peru, na przedmieściach Piury, stolicy departamentu o tej samej nazwie, setki tysięcy rodzin przybyły w poszukiwaniu lepszego życia, często z odległych części kraju, z dżungli amazońskiej lub z And. Ja znalazłam się tam w poszukiwaniu tych właśnie ludzi, a wysłał mnie Międzynarodowy Wolontariat Don Bosco działający przy Salezjańskim Ośrodku Misyjnym w Warszawie. Spotkaliśmy się. Z wieloma młodymi duszyczkami widziałam się codziennie, pomagając w trudnych zadaniach domowych, asystując w zabawach, które często okazywały się manifestacją buntu, osamotnienia czy potrzeby miłości. Spotykałam się z młodzieżą szukającą perspektyw na przyszłość, zadającą trudne pytania i ulegającą zwodniczym schematom bierności i zdrady własnego sumienia. Spotykałam się z tymi, którzy o niecałe 15 minut drogi taksówką znajdują się w innym świecie, gdzie przestają być sobą, a zmieniają się w bezimiennych żebraków czy anonimowych sprzedawców cukierków.
Tych kilkanaście minut dzielących dwa tak odległe światy misjonarze przybywający w tym celu z drugiej półkuli starają się zacierać. Stają się znakiem Kościoła, który wychodzi z propozycją nowej jakości życia. Misja pomaga kobietom cierpiącym z powodu patologii rodzinnych, próbuje dotrzeć do mężczyzn i chłopców ratujących się przestępczością przed całkowitym zniknięciem z panoramy społecznej. Bosconia, bo tak nazywa się placówka salezjańska w Piurze, jest Kościołem wskazującym drogi łączności z Bogiem, jest szkołą, która przygotowuje do dorosłego, odpowiedzialnego życia: najpierw dzieci, które przybywając do oratorium, otrzymują pomoc w nauce, okazję do zabawy i zdrowego współzawodnictwa oraz ciepły posiłek, a następnie młodzież, która w szkole technicznej może przygotować się do wykonywania konkretnego zawodu: stolarza, metalurga, mechanika, elektryka, informatyka, księgowego, sekretarki, krawcowej i innych. Wszystko to jest możliwe dzięki pomocy ofiarodawców wspierających dzieło adopcji na odległość. Dajmy się „obudzić” do miłości w tym szczególnym tygodniu. Misje – to miłość. To ona nie zna granic. A tyle można zrobić!


Agnieszka Jaroszewicz,

wolontariuszka Międzynarodowego Wolontariatu Don Bosco działającego przy Salezjańskim Ośrodku Misyjnym w Warszawie

drukuj