Coś jednak drgnęło
Z Czesławem Cywińskim, prezesem Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, rozmawia Jacek Dytkowski
W jakiej mierze obecne wojsko przejmuje przedwojenne tradycje?
– Przede wszystkim dbałość wojska o tradycję polega na tym, że szereg jednostek wojskowych nosi przedwojenne nazwy. To jeden kierunek działań i trzeba przyznać, że jest dobrze realizowany. Odbywają się specjalne uroczystości, gdzie jest to podkreślane. Druga sprawa to ustanowienie Dnia Flagi Państwowej, które było wspólną koncepcją Biura Bezpieczeństwa Narodowego oraz Wojska Polskiego. Powinno się pamiętać, żeby te flagi w chwilach uroczystości zawisały nie tylko w miejscach urzędowych, ale także na zwykłych domach. Dokładnie pamiętam, jako uczeń gimnazjalny, jak przed wojną w takie dni całe miasto płonęło w biało-czerwonych barwach.
Ale to chyba nie wyczerpuje obszaru przywracania tradycji II RP do współczesnej armii?
– Na przykład wydajemy Bibliotekę Żołnierzy Armii Krajowej – serię wydawniczą, którą armia zakupuje i rozpowszechnia we wszystkich swoich bibliotekach w jednostkach wojskowych. Innymi słowy, rozchodzi się on podobnie jak nasz Biuletyn Informacyjny. Są tam bardzo ciekawe artykuły i wojsko to czyta. Ponadto odbywają się liczne spotkania z kombatantami w jednostkach wojskowych, np. GROM przejął tradycje cichociemnych, którzy, już nieliczni, są tam honorowani, uczestniczą w nich. To wszystko powoli co prawda, ale jest przekazywane.
Pamięta Pan przedwojenne uroczystości z udziałem wojska?
– Pamiętam defiladę w Wilnie, w której brał udział Marszałek Józef Piłsudski, siedziałem wówczas pod trybuną. Był to początek lat trzydziestych. Defilada była świętem dla całego miasta. Dokładnie tak samo, jak powrót wojska z manewrów, które na ogół odbywały się we wrześniu. Zwalniano nas ze szkoły na tę okoliczność, ludność kwiatami witała wracających z ćwiczeń żołnierzy. To było dla nas bardzo wielkie przeżycie, gdy te jednostki z kawalerią na czele wkraczały do miasta. Wojsko było więc bardzo zżyte z ludnością, a szczególnie młodzież była w tym kierunku wychowywana.
Zwrócił Pan uwagę, że obecnie krok defiladowy polega na stawianiu nóg w jednej linii?
– Już ktoś mi to skomentował, że idą „jak baletnice”. Kiedyś, przed wojną był to normalny krok marszowy, żołnierski. Obecny może trochę się różni, ale są inne czasy, broń. Przecież inaczej maszerowało się z karabinami, a inaczej z automatami, których przed wojną jeszcze nie było.
Dziękuję za rozmowę.
