Wrocław: Grozi nam pediatryczna zapaść

Dzieci mają gdzie się leczyć tylko dlatego, że pomocy udzielają im emerytowani pediatrzy. Nikt nie ma pomysłu na wypełnienie luki pokoleniowej w pediatrii

Długie kolejki do specjalistów, brak pediatrów w szpitalach i łóżek na oddziałach – to największe problemy, z jakimi boryka się pediatria we Wrocławiu. Marną pociechą jest to, że podobna sytuacja jak w stolicy Dolnego Śląska panuje w całym kraju.

Dzisiaj sytuację ratuje fakt, że około tysiąca lekarzy będących już na emeryturze wciąż pracuje. Ale oni się przecież kiedyś wykruszą, a wtedy nie wiem, co będzie. Szacuje się, że w ciągu 3-5 lat zabraknie w kraju około dwóch tysięcy pediatrów – alarmuje prof. dr hab. Alicja Chybicka, szefowa Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego oraz Kliniki Hematologii Dziecięcej we Wrocławiu.

Trzeba też wziąć pod uwagę fakt, że przez lata nie było miejsc na specjalizacji z pediatrii, ponieważ ze względu na niż demograficzny uznano, że po prostu nie potrzeba tylu pediatrów. W efekcie tylko we Wrocławiu zlikwidowano ostatnio dwa duże oddziały pediatryczne, dysponujące w sumie 120 miejscami. Tymczasem, jak wskazują najnowsze dane, słupek liczby urodzeń jest teraz dwa razy większy niż w 1997 roku. Profesor Chybicka uważa, że jeśli ten trend się utrzyma, to Wrocław czeka „pediatryczna katastrofa”.

– Nie jest aż tak źle. Duży oddział pediatryczny ma być uruchomiony we Wrocławiu przy ul. Koszarowej. Jest już gotowa dokumentacja techniczna, rozpoczęła się procedura przetargowa wyłaniania wykonawcy tej inwestycji – uspokaja Piotr Borys, wicemarszałek województwa dolnośląskiego odpowiedzialny za służbę zdrowia. Dodaje, że w tym roku na zakup sprzętu medycznego dla oddziałów noworodkowych i położniczych zarząd województwa przeznaczył prawie 11 mln złotych.

Z dużo mniejszym optymizmem ocenia sytuację dr n. med. Aleksandra Lewandowicz-Uszyńska, wojewódzki konsultant w dziedzinie pediatrii. Podkreśla ona wartość faktu, że przy Koszarowej znajdzie się Dolnośląskie Centrum Pediatryczne im. Janusza Korczaka (po połączeniu ze Szpitalem im. Gromkowskiego), ale „potrzeby medyczne dzieci w tak szybko rozwijającym się mieście jak Wrocław są dużo większe”. Trzeba przecież pamiętać, że oddziały szpitalne mają problemy lokalowe i coraz częściej dochodzi do takich paradoksalnych sytuacji, że dzieci z zakażeniami dróg oddechowych mieszkające we Wrocławiu w okresie jesienno-zimowym leczone są w szpitalach w Trzebnicy i Oleśnicy, ponieważ w stolicy Dolnego Śląska brakuje dla nich miejsca.

Ale pediatria ma kłopoty nie tylko z miejscem do leczenia dzieci. – Wraz z panią prof. Chybicką wiosną i latem 2008 roku zabiegałyśmy w Centrali NFZ, Sejmie i Senacie RP o to, aby świadczenia pediatryczne były lepiej finansowane, by pediatria nie była dla dyrektorów szpitali kulą u nogi. Obserwujemy w tej mierze pewną poprawę, ale do pełnej satysfakcji jest jeszcze daleko – dodaje dr Lewandowicz-Uszyńska. Inny problem to brak młodych lekarzy. Przez kilkanaście lat Wrocław i Dolny Śląsk były pomijane przy rozdzielaniu tzw. miejsc rezydenckich – na całe województwo przyznawano od 1 do 4 rezydentur. W tamtym roku ta liczba na szczęście wzrosła do 21. Jednak luka pokoleniowa, która w pediatrii zaistniała, nie wypełni się jednorazową akcją. – Nieznacznie poprawiło się także wynagrodzenie lekarzy pediatrów, czego nie można niestety nadal powiedzieć o kadrze pielęgniarskiej. I jeśli to się szybko nie zmieni, to będziemy mieli poważny problem z pozyskiwaniem dobrych, wykształconych pielęgniarek do pracy na oddziałach pediatrycznych – alarmuje dr Aleksandra Lewandowicz-Uszyńska.


Marek Zygmunt, Wrocław
drukuj