Rewizjonizm w internecie

Niemcy na nowo rewidują historię, nie chcąc słyszeć, że byli narodem sprawców wojny. Niestety, kosztem prawdy

„Wysiedlenie do Niemiec, przyjęcie uciekinierów i wysiedleńców w Niemczech Zachodnich i NRD, polskość ludu mazurskiego jest tylko językowa” – tego typu określenia serwuje portal internetowy www.jugendzeit-ostpreussen.de publikujący wspomnienia byłych mieszkańców Prus Wschodnich, czyli obecnych Warmii i Mazur, w tym żołnierzy Luftwaffe. Zdaniem historyków, to próba rewizji historii II wojny światowej bez uchwycenia kontekstu politycznego oraz akcentowanie „tragedii wysiedleń”, jaka miała dotknąć Niemców zamieszkujących te tereny.

Autorem projektu „Dzieciństwo i młodość w Prusach Wschodnich” opublikowanego na jednej ze stron internetowych jest dziennikarz niemieckiej stacji radiowo-telewizyjnej Cezary Bazydło, który przedstawia się jako urodzony w Biskupcu, „mieście, które do 1945 roku nazywało się „Bischofs-burg”. Bazydło ukończył literaturę niemiecką i językoznawstwo na Uniwersytecie w Konstancji. Jak zapewnił nas autor, projekt jest wyłącznie jego własnym pomysłem. Nie jest finansowany przez żadne organizacje pozarządowe, polskie lub niemieckie. Autor nie wyklucza jednak, że chciałby wydać książkę sfinansowaną przez polskie lub niemieckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych.

Jak deklaruje Bazydło, celem zbierania wspomnień od byłych mieszkańców dzisiejszych Warmii i Mazur „jest (…) przybliżenie części niemieckiej historii Prus Wschodnich zamieszkującym tam obecnie Polakom oraz wspólna refleksja historyczna – także na temat bolesnych i niechlubnych wydarzeń”. – Nie można w żaden sposób mówić o jakiejkolwiek wspólnej refleksji – w aspekcie tragedii II wojny światowej, którą zaserwowali przecież nikt inny jak Niemcy. Oczywiście nie można tu tych wszystkich, którzy z nostalgią wspominają swoją młodość, traktować jak katów, ale chciałbym, by młodego pokolenia Polaków nie kształtowały tego typu relacje, ale zamiast tego wysokich lotów literatura obozowa, na której wychowały się wcześniejsze pokolenia – komentuje Joachim Brudziński (PiS) z sejmowej Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych.

Kim są wspominający? Są nimi m.in. byli żołnierze pomocniczych oddziałów lotniczych formowanych z Hitlerjugend oraz Luftwaffe. W ich relacjach przewija się tematyka codziennego życia przed napaścią na Polskę, a więc dom, szkoła, pierwsze kontakty z ideologią nazistowską itp.

W opinii historyków Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, takie przedstawianie wspomnień wpisuje się w szerszy program rewizji historii, uformowania obrazu o normalnych Niemcach, których dopiero wojna zdeformowała, a oni mieli przecież dobre intencje.

– Wspomnienia same w sobie mogą być prawdziwe i ciekawe. Ich idea idzie jednak w kierunku takim, by pokazać życie normalnych Niemców w sytuacji narodowego socjalizmu, jak oni to przeżywali. Że przeżywali to po ludzku i nie mieli intencji zbrodniczych. I że zostawili całą własność prywatną na tych terenach. Tu nie da się wprost wywieść tego zarzutu, że jest to kreowanie innej historii. Jednak w ten sposób akcentując aspekt życia prywatnego, da się każdy system pokazać jako ludzki – komentuje dr Mieczysław Ryba z Katedry Historii Nowożytnej KUL.

– W każdym systemie każdy człowiek, od ludzi wysokiego szczebla, ma jakieś uczucia. Moim zdaniem, ostatecznie intencją było to, by w konsekwencji pokazać tragedię w kontekście tzw. wysiedleń. Wzbudza się wtedy pewną postawę, która ma być nacechowana poczuciem totalnej niesprawiedliwości, bo przecież ci ludzie żyli uczciwie, mieli normalne uczucia – wyjaśnia dr Mieczysław Ryba.

Kontrowersje historyków wzbudza też określenie terenów byłych Prus Wschodnich jako części państwa niemieckiego. A informacja o tym – zauważa Bazydło – nie jest czymś oczywistym ze względu na to, iż jeszcze nie tak dawno, bo przed rokiem 1990, w Polsce rzadko mówiło się o Prusach Wschodnich, używając o wiele częściej zlepka „Warmia i Mazury”. „Miały to być, według oficjalnej propagandy, ziemie zamieszkiwane pierwotnie w większości przez ludność polskiego pochodzenia” – twierdzi autor. Kontrowersyjne jest też stwierdzenie, jakoby strona polska podczas negocjacji w Wersalu w 1918 roku, dotyczących przyłączenia Prus Wschodnich do Polski, znacznie przeceniała świadomość narodową ludności mazurskiej, bo – według Bazydły – „polskość ludu mazurskiego jest tylko językowa”. Miałyby to poświadczyć wyniki późniejszego plebiscytu z 1920 r., jaki został przeprowadzony na terenach Prus na rzecz włączenia tego obszaru do Polski, a który Polska niestety przegrała.

W opinii historyków, pominięto tu jednak znaczący szczegół. Otóż na niekorzystny dla Polski wynik złożyło się szereg przyczyn. Po pierwsze, strona niemiecka dysponowała olbrzymią przewagą materialną, organizacyjną i propagandową. Wpływ na przebieg kampanii plebiscytowej miała terrorystyczna działalność niemieckich bojówek. Ponadto plebiscyt odbył się w bardzo trudnym dla Polski momencie, w czasie ofensywy wojsk bolszewickich, co dawało niemieckiej propagandzie pretekst do określania Polski mianem „państwa sezonowego”.

Poza tym twierdzenie, jakoby polskość ludności mazurskiej była tylko językowa, jest nadużyciem, gdyż Mazurzy to potomkowie polskich osadników z Mazowsza, którzy w kilku falach osadnictwa zasiedlili południową i częściowo wschodnią część Prus Książęcych.

– W XIX wieku polskojęzyczna ludność Mazur, podobnie jak Śląska, poddana została germanizacji przez rząd pruski. „Język mazurski” zaczęły rozpowszechniać władze pruskie w połowie XIX wieku, aby zaznaczyć rzekomą odrębność mieszkańców południowych Prus od ludności polskiej. Tymczasem to, co pojawia się na stronie, to zbyt krótki rys historyczny Prus bez uwzględnienia faktu, iż zamieszkujący te tereny Niemcy nie byli tam od zawsze. Wcześniej obszary te zasiedlali Prusowie, gdyż do końca XVII w. było to lenno pruskie. Tymczasem mówi się o tym jako o ziemiach niemieckich. Stawia się tu nieprawdziwą tezę, że jest to odwiecznie niemiecka ziemia. Chociaż nie mówi się o tym wprost, to jednocześnie sugeruje się, że nikt poza Niemcami nie był tu nigdy wcześniej gospodarzem – wyjaśnia dr Ryba.

W jednym z wywiadów opublikowanych w olsztyńskim magazynie internetowym Newsbar, Bazydło podkreśla, że nie niepokoi go to, iż w Niemczech panuje od kilku lat tendencja do upamiętniania własnych ofiar… o ile nie dotyczy to zbrodniarzy hitlerowskich, a zwykłych ludzi. – I niestety – podkreśla Bazydło – jest bezspornym faktem, że Polacy tuż po wojnie pod względem moralnym nie stanęli na wysokości zadania, nie byli wielkodusznymi zwycięzcami, wetując sobie w ten sposób własne upokorzenia z okresu okupacji. Krytykuje też polskie podręczniki historii, nazywając je abstrakcyjnymi, gdyż każdy Niemiec jawi się w nich rzekomo jako „faszysta, zbrodniarz, bestia”.

W relacjach na portalu Bazydły powtarzają się takie pojęcia, jak „wysiedlenie do Niemiec” czy „przyjęcie uciekinierów i wysiedleńców w Niemczech Zachodnich i NRD”.

Tego typu wypowiedzi wzbudzają zastrzeżenia historyków, którzy podkreślają, że o byłych mieszkańcach Prus nie należy mówić w kontekście wysiedleń czy wypędzeń. Po II wojnie światowej granice RP zostały przesunięte na zachód, wskutek czego większość mieszkańców Prus opuściła te tereny dobrowolnie.

– Wydaje mi się, że ten młody człowiek, urodzony 30 lat temu na polskich już Mazurach, który studiował w Niemczech i dostał tam pracę, wszedł na dość śliską drogę selektywnego ilustrowania dziejów Prus Wschodnich komentarzami niemieckimi. Najwyraźniej nie zna on źródeł i wspomnień polskich, a „odbrązowianie” historii Polski w oparciu wyłącznie o źródła niemieckie może go zaprowadzić na manowce (przy założeniu, że ma dobrą wolę). Jeśli mu jej brak (choć tego nie wiem), może stać się cennym dla Niemiec propagandzistą. Niemcy z Prus Wschodnich nie byli wysiedlani. Oni stamtąd po prostu odeszli, uciekając przed Armią Czerwoną – komentuje prof. Wojciech Roszkowski, historyk z Uniwersytetu Warszawskiego.

Zdaniem senator Doroty Arciszewskiej-Mielewczyk, przewodniczącej Powiernictwa Polskiego, takie prezentowanie wydarzeń jest skrajnie nieprawdziwe, co wpisuje się w hasła niesione przez rewizjonizm niemiecki popularyzowany przez Erikę Steinbach.


Anna Ambroziak
drukuj