Odkryć piękno i tajemnice przyrody ojczystej

Już od lutego br. w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu rozpoczyna się kolejny cykl kształcenia na dwusemestralnych studiach podyplomowych z zakresu polityki ochrony środowiska – kompensacji przyrodniczej. Studia przeznaczone są dla tych wszystkich, którzy kochają polską przyrodę i chcieliby zarówno zdobyć wiadomości teoretyczne na temat polityki ochrony środowiska, jak i w praktyce – podczas warsztatów terenowych – nauczyć się rozpoznawania gatunków roślin i zwierząt, poznać mniej znane, a wyjątkowo urokliwe zakątki naszego kraju. Absolwenci tych studiów nabywają także umiejętności potrzebne do przygotowania projektów z kompensacji przyrodniczej.

Pani Teresa Piasecka – uczestniczka studiów podyplomowych z zakresu polityki ochrony środowiska – kompensacji przyrodniczej – spisała wrażenia z jednej z wypraw terenowych do „krainy ozów i drumlinów”, która – o czym nie wszyscy wiedzą – znajduje się w okolicach Doliny Dolnej Wisły.


Szlakiem ozów i drumlinów


„Podczas pierwszego semestru zajęć na podyplomowych studiach z zakresu polityki ochrony środowiska – kompensacji przyrodniczej w ramach zajęć terenowych wyruszyliśmy w ostępy z naszymi wykładowcami: prof. dr. hab. Kazimierzem Tobolskim i dr. Jarosławem Pająkowskim.

Autobus zatrzymał się w szczerym polu, wokół było pusto i cicho.

– Dlaczego tu wysiedliśmy, przecież tu nic nie ma? – zniecierpliwieni zapytaliśmy doktora.

– Kiedy dotrzemy do krainy ozów i drumlinów, to zrozumiecie – odpowiedział. – A teraz ruszamy tą drogą.

Po półgodzinnej wędrówce suchą polną ścieżką, podczas której towarzyszył nam swym delikatnym śpiewem ukryty gdzieś trznadel, weszliśmy w gęsty mroczny bór sosnowo-dębowy. Chłodne, wilgotne powietrze orzeźwiło nas, zaczęliśmy rozpoznawać co ciekawsze okazy leśnej flory, przyglądaliśmy się potężnym 200-letnim dębom.

Nagle bór rozstąpił się i naszym oczom ukazało się Linje, jeden z ostatnich bastionów tundry arktycznej, która występowała u nas po ostatnim zlodowaceniu 12 000 lat temu. W centrum sterczały, wśród zeschniętego łanu zeszłorocznego trzcinnika, czarne, martwe kikuty sosny, znak, że miejsce to ciągle odradza się. Kępy porastała pokładająca się brzoza karłowata i malina moroszka, na których hulający wiatr rozsnuł białe welony wełnianki. Ostrożnie stąpając po miękkim dywanie utkanym z żółto-zielonych i czerwonych torfowców, odszukaliśmy drogę do krainy ozów, opuściliśmy królestwo Boreasza i ruszyliśmy dalej.

Po pewnym czasie dotarliśmy do skąpanej w słońcu Doliny Dolnej Wisły. W dali na prawym jej zboczu czerwieniły się średniowieczne mury obronne i kościoły Chełmna, a po lewej stronie stary zamek w Świeciu, w którym zamieszkały nocki duże i mopki. Postanowiliśmy odwiedzić ich zimowisko, więc spuściliśmy się do ciemnych, chłodnych lochów. Następnie usiłowaliśmy wypatrzyć, czy aby nie poluje sokół, który zamieszkuje wieżę kościelną, oraz czy nie nadlatuje orzeł bielik, który ma tu swoją trasę przelotową na żerowisko nad Wisłą. Niestety, chyba było za wcześnie. W końcu siedzący gdzieś na drzewie dudek swym monotonnym puf, puf przypomniał o celu naszej wędrówki, dlatego powróciliśmy na naszą drogę.

Odwiedziliśmy jeszcze Zbocza Płutowskie, do których wiosna przybywa od tysięcy lat prastarym podolskim szlakiem z gorącej Besarabii. Przywitały nas lekko zaniepokojone owce wrzosówki, strażniczki tego miejsca. Mozolnie wdrapując się na 60-metrowe rozgrzane zbocze, powoli odkrywaliśmy czar gorących południowych stepów. Na łagodnych wzniesieniach wśród różowej i purpurowej, pachnącej wanilią skorzonery i kępek lśniących, złocistożółtych kwiatów miłka pląsały błękitno-zielone rusałki-przeplatki. Widać też było, że niebawem rozdzwonią się dzwoneczki syberyjskie. Wyżej, pod urwiskiem falowała w podmuchach wiatru swymi długimi, biało orzęsionymi wiciami, niczym podwodne ukwiały, ostnica Jana. Kiedy weszliśmy na szczyt, ukazało się nam całe piękno szerokiej, bezkresnej jak morze doliny Wisły, gdzie pola mieniące się w promieniach słońca różnymi odcieniami zieleni były porozdzielane kępami rosochatej wierzby. Żal było opuszczać to miejsce, lecz przed nami była jeszcze daleka droga.

Podążyliśmy na północ. W czasie wędrówki na chwilę zatrzymaliśmy się, by odpocząć w kwitnącym sadzie, który rósł przy chacie menonitów, po czym ruszyliśmy dalej. Wtem na naszej drodze stanął 150-metrowy pagór, po chwili namysłu zaczęliśmy się wspinać. Klucząc między głogami i tarniną, przedzierając się przez malinowe chruśniaki, przystając na chwilę, by złapać tchu, w końcu stanęliśmy na szczycie.

– Jesteście w krainie ozów i drumlinów – obwieścił nam doktor Pająkowski. – Ten pagór i inne widoczne na horyzoncie to ozy i drumliny uformowane przez lodowiec 16 000 lat temu.

– W zamierzchłych czasach – dodał – na pagórach budowano zamki. Wybierano takie drumliny lub ozy pod budowę, aby każdy zamek mógł odebrać wiadomość od jednego i przesłać do następnego w razie jakiegoś zagrożenia. Właśnie stoicie na fundamentach takiego zamku.

– Jakie przesłanie wysłalibyście po tej wędrówce? – spytał nasz przewodnik”.


Bez dodatkowych kosztów


To tylko jeden z przykładów realizacji zajęć dydaktycznych podczas warsztatów terenowych. Kilka razy w semestrze uczestnicy studiów pod okiem wybitnych specjalistów zdobywają wiedzę w terenie. Warto podkreślić, że studenci nie ponoszą dodatkowych kosztów związanych z uczestnictwem w zajęciach terenowych, tj. dojazdu, wyżywienia i noclegów, gdyż są sfinansowane ze środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Warszawie, otrzymują również bezpłatne materiały dydaktyczne. Toruńska uczelnia jest jedną z nielicznych w kraju, która kształci specjalistów z polityki ochrony środowiska – kompensacji przyrodniczej.

Wszyscy zainteresowani podjęciem studiów podyplomowych na tym kierunku mogą telefonować do sekretariatu WSKSiM (056) 610 71 20 lub odwiedzić stronę internetową: www.wsksim.edu.pl/przyroda.


Dorota Zbierzchowska
drukuj