„Sprawiedliwi wśród Żydów świata” jedyną szansą na pokój w Ziemi Świętej
Z prof. Krystyną Skarżyńską-Bocheńską z Wydziału Orientalistycznego Uniwersytetu Warszawskiego (Zakład Arabistyki i Islamistyki), rozmawia Mariusz Bober
Kto jest winny wybuchowi obecnego konfliktu w Strefie Gazy – Hamas czy Izrael? Obie strony przerzucają się nawzajem odpowiedzialnością za jego wywołanie.
– Rozpoczęcia trwającego obecnie konfliktu winny jest Hamas, który nie zgodził się na przedłużenie półrocznego rozejmu z Izraelem. Ponadto zaczął ostrzeliwać przygraniczne miejscowości pociskami domowej roboty. To był pierwszy błąd. Jednak trzeba sobie zdawać sprawę z sytuacji, jaka panowała w Strefie Gazy. Na powierzchni 365 km kw. mieszka 1,5 mln Palestyńczyków całkowicie odizolowanych od świata. Izrael zabraniał im nawet utrzymywania relacji z neutralnym państwem egipskim. Ci ludzie żyją w straszliwych warunkach. Zapewne z tego powodu Hamasowi się wydawało, że jeśli zerwą rozejm z Izraelem, ich sytuacja się polepszy. Ale wystrzeliwane na tereny izraelskie pociski domowej roboty nie wyrządzały tam praktycznie żadnych szkód. Izraelskie służby mogły je właściwie sprzątać i wyrzucać do śmieci, ewentualnie zgłaszać skargi do ONZ, aby nałożyć kary na Hamas. Jednak władze państwa żydowskiego nie zrobiły tego, tylko wykorzystały te ataki jako pretekst do przeprowadzenia inwazji na Strefę Gazy z niesłychaną siłą z powietrza i lądu. Wojsko izraelskie zaczęło burzyć nawet budynki mieszkalne pod pretekstem szukania bojowników Hamasu. Taką politykę Izrael stosuje od lat, właściwie już od 1948 roku.
A więc w rzeczywistości władze izraelskie szukają pretekstu do okupowania ziem palestyńskich?
– Działania władz państwa żydowskiego wyrastają z absolutnego poczucia bezpieczeństwa. Izrael uważa się za wręcz jedyną ofiarę holokaustu, pomijając milczeniem ofiary innych narodowości, w tym Cyganów i Polaków, a nawet traktując jak legendę informacje, że nasi rodacy również ginęli w Auschwitz, i obecnie ucząc tak dzieci żydowskie. W ten sposób to uzbrojone po zęby państwo łamie w sposób bezwzględny wszelkie konwencje międzynarodowe, odrzucając interwencje organizacji praw człowieka i dokonując ludobójstwa na Palestyńczykach pod pretekstem poszukiwań bojowników Hamasu. A przecież ich działalność jest śmieszna. Według doniesień mediów, od początku konfliktu zginęło zaledwie kilkunastu żołnierzy izraelskich, ale już ponad 1000 – według oficjalnych danych – Palestyńczyków, a 4,5 tysiąca zostało rannych. Nie podaje się jednak, jaka część z nich zmarła z powodu braku leków i zaopatrzenia. Tymczasem jako osoba, której dzieciństwo przypada na lata II wojny światowej, pamiętam, że żołnierze AK podczas Powstania Warszawskiego, przecież bardzo słabo uzbrojeni, zabili bardzo wielu Niemców. Wówczas również Niemcy burzyli dom po domu i bombardowali szpitale, a ludność cywilną wysyłali do obozów koncentracyjnych.
Jak można rozwiązać konflikt w Gazie?
– Obecnie nie widzę nadziei dla Strefy Gazy w działaniach międzynarodowych. Jeśli w momencie wizyty w Izraelu szefa ONZ zostało ostrzelane przedstawicielstwo tej organizacji w Gazie, to jest jeszcze jeden dowód na to, że państwo żydowskie czuje się obecnie całkowicie bezkarne.
W takim razie perspektywy zaprowadzenia trwałego pokoju na Bliskim Wschodzie są, według Pani, również bardzo małe? Palestyńczycy podkreślają, że pokój zapanuje, gdy powstanie niezależne państwo palestyńskie.
– Zgadzam się z tym. Ale Izrael zawsze znajduje sposób, by zablokować jego utworzenie. Rezolucja ONZ z 1947 r. mówiła jasno o tym, że mają powstać dwa państwa – izraelskie i palestyńskie. Jednak minęło już ponad 60 lat, a państwa palestyńskiego nadal nie ma, tylko ta nieszczęsna jego namiastka w postaci Autonomii Palestyńskiej. Cieszę się, że moja matka, która z narażeniem życia swojego, a także mojego i mojej siostry ukrywała podczas II wojny światowej dwóch Żydów, nie doczekała tych czasów. Nie doczekała i nie zobaczyła, jak Żydzi dziś się zachowują. Moim zdaniem, nadzieję na pokój na Bliskim Wschodzie mogą dać „Sprawiedliwi wśród Żydów świata”. To tylko cień nadziei, bo musiałoby się znaleźć ich wielu, ale trzeba przyznać, że są tacy. Jednym z nich jest prof. Norman Finkelstein.
Dlaczego właśnie on?
– Ponieważ mówi prawdę. Bardzo dobrze pokazał w swoich książkach, jak środowiska żydowskie stworzyły koncepcję tzw. nowego antysemityzmu i narzuciły ją światu. Poprzez tę teorię blokują jakąkolwiek krytykę polityki Izraela. Norman Finkelstein pokazuje, że to państwo nie uznaje żadnego prawa międzynarodowego. Ta polityka nie zmienia się od lat. Obecny premier robi to samo, co jego poprzednicy. Gdyby takich ludzi jak prof. Finkelstein znalazło się więcej wśród sprawiedliwych, mądrych i bogatych Żydów Europy i USA, mogliby wywrzeć decydujący wpływ na proces pokojowy między Izraelem a Palestyną. Może w końcu do środowisk żydowskich poza Izraelem coś dotrze, może wreszcie zrozumieją, że ta metoda nie da pozytywnych rezultatów ani dla spokoju państwa Izrael, ani dla otaczającego ich świata arabskiego. Pamiętam też innego sprawiedliwego Żyda, który przez długi czas mieszkał w Izraelu, ale wyemigrował stamtąd do Europy. Gdy go spotkałam, opowiedział mi, że nie mógł dłużej żyć w tym państwie, gdy zobaczył, jak żołnierze izraelscy wrzucili do ogniska palestyńskie dzieci – bezdomne sieroty po zabitych rodzicach – grzejące się podczas zimnej nocy przy ogniskach roznieconych z podpalonych opon samochodowych.
Czyli bez interwencji z zewnątrz Izraelczycy nie porozumieją się z Palestyńczykami?
– Sami Izraelczycy i Palestyńczycy nie są w stanie się porozumieć. Obecnie nienawiść osiągnęła już zbyt wielkie rozmiary. Arabowie mają swój kodeks honorowy. Zarówno oni, jak i Żydzi wyznają zasadę: „oko za oko, ząb za ząb”. Ale gdybyśmy zliczyli bilans ofiar po obu stronach, to trzeba byłoby uznać, że Żydzi stosują już inną zasadę: za jedno żydowskie oko kilka tysięcy palestyńskich oczu. To przekracza nawet to pojęcie zemsty, które wyznają. Zresztą stare arabskie zasady dotyczyły zemsty na wojownikach, nie na ludności cywilnej. Te reguły wytworzyły koczownicze plemiona arabskie jeszcze w VI w. po n.Chr. Tymczasem dziś Izrael zachowuje się gorzej niż oni, ponieważ obecnie ofiarami działań armii izraelskiej są przede wszystkim dzieci i kobiety. Dlatego Palestyńczycy myślą tylko o jednym – zemście. Rozpacz młodych Palestyńczyków przybiera postać bezsilnej, ślepej zemsty (zamachy samobójcze).
Więc uważa Pani, że Zachód jest za słaby, by wywrzeć presję na państwo żydowskie?
– Oczywiście, jest bezsilny wobec Izraela. Wyobraźmy sobie, że np. Egipt pod pretekstem jakichś strzałów z Izraela bombarduje ziemie tego kraju, burzy domy itd. Czy myśli pan, że skończyłoby się na takich delikatnych upomnieniach, jakie państwa zachodnie ośmieliły się wystosować wobec Tel Awiwu? Przecież sekretarz stanu USA Condoleezza Rice ostatnio wstrzymała się od głosowania w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, gdy przyjmowano rezolucję żądającą natychmiastowego wstrzymania walk przez obie strony konfliktu w Gazie. Wstrzymała się od głosu po interwencji prezydenta George’a W. Busha, do którego z kolei zadzwonił premier Izraela Ehud Olmert, domagając się od niego, by USA wycofały poparcie dla tego dokumentu. Otóż gdyby na miejscu Izraela był Egipt, natychmiast użyto by siły, by przeciwdziałać atakom. Izrael jest jedynym takim państwem na świecie, całkowicie bezkarnym. Podam inny przykład. Palestyński pisarz Ghassan Al-Kanafani, który pisał o tragedii swojego narodu, zginął we własnym samochodzie, pod który podłożono bombę. Wcześniej ścigali go agenci izraelskiego wywiadu Mosadu. Zaś znany poeta palestyński Mahmoud Darwish ukrywał się przez wiele lat w różnych krajach, m.in. we Francji, zmieniając co 10 dni mieszkania, ponieważ był namierzany przez Mosad. Żydzi uznali bowiem, że wywiera zły wpływ na opinię międzynarodową, bo w swojej poezji opiewał w przepiękny sposób dążenie do wolnej Palestyny i gloryfikował cierpienia dla niej. W ten sposób burzył stereotyp Palestyńczyka, jaki Izrael stara się ugruntować w świadomości Zachodu, że przedstawiciele tej społeczności muszą być ciemni, tępi i umieć tylko rzucać kamieniami, „przeszkadzając Izraelowi żyć w pokoju”.
Jaki będzie wpływ konfliktu w Strefie Gazy na społeczeństwo palestyńskie? Właśnie upłynęła kadencja prezydenta Mahmuda Abbasa wywodzącego się z ruchu Al-Fatah, ale w obecnej sytuacji nowe wybory są niemożliwe do przeprowadzenia. W dodatku wśród Palestyńczyków rośnie popularność rywalizującego z Al-Fatahem Hamasu, co pogłębia podziały wśród samych Palestyńczyków.
– To prawda, ale wielu z nich nie popiera Hamasu, uważając, że robi głupstwa. Jednak większość wybiera tę formację, ponieważ znajdują się w rozpaczliwej sytuacji. Jeśli ci ludzie nie mają pracy, jedzenia, by nakarmić dzieci, nie mogą wyjechać ze Strefy Gazy, są zamknięci jak w więzieniu, to czują nienawiść. Dlatego szukają ucieczki w walce i głosują na tych, którzy głoszą walkę.
W ten sposób powstaje błędne koło, ponieważ Hamas nie uznaje prawa do istnienia państwa żydowskiego, a w takim razie nie ma o czym rozmawiać z Izraelem?
– Dlatego nie jest możliwe zaprowadzenie na Bliskim Wschodzie pokoju bez wprowadzenia tam wojsk międzynarodowych, podkreślam – wojsk, nie np. błękitnych hełmów ONZ, niemających realnej siły, które Izrael po prostu może wystrzelać. Bowiem siły międzynarodowe musiałyby powstrzymywać obie strony przed wzajemnymi atakami. Dopiero wówczas można byłoby przeprowadzić normalne wybory w Palestynie. Wcale nie jest pewne, czy wygrałby je Hamas. Przykład Algierii, moim zdaniem, pokazuje, że lepiej pozwolić rządzić fundamentalistom, bo zarówno oni, jak i ich wyborcy zrozumieją po pewnym czasie, że ekstremizm do niczego nie prowadzi. Myślę, iż tak właśnie byłoby w Palestynie. Zresztą jest również możliwe, że po tym tragicznym doświadczeniu inwazji Izraela na Gazę Hamas uzna prawo do istnienia państwa żydowskiego, ale w zamian za przyznanie niepodległości i utworzenie niezależnego państwa palestyńskiego. Ważne będzie także zabezpieczenie dostępu do źródeł wody, bo trzeba wiedzieć, że w Jordanie jest jej tak naprawdę bardzo mało i musiałoby jej starczyć także dla Palestyńczyków. Oczywiście trzeba byłoby uzgodnić również akceptowalny przez obie strony podział terytoriów.
Dziękuję za rozmowę.
