Czy Polska nie może być katolicka?

Ks. prof. Jerzy Bajda

Pewni politycy dali na to pytanie krótką odpowiedź: „nie”, blokując niezmiernie wartościową inicjatywę ekonomiczną, dlatego że była katolicka. W Polsce widocznie obowiązują jakieś niepisane prawa, według których wszystko, co jest wyraźnie katolickie, jest zabronione.

W ten sposób na mały skrawek Polski w Toruniu, który dotknęła stopa kapłana, nałożono embargo, popełniając jawnie akt dyskryminacji, odcinając katolików od tych praw, które przysługują wszystkim innym ludziom. Był to osobliwy akt uczczenia 60-lecia ogłoszenia Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka – uczczenia – przez podeptanie tych praw, jakie tam zostały zadeklarowane, przez zlekceważenie roli i miejsca katolików w Polsce.


Polska – kraj wolności


A już myśleliśmy, że minął bezpowrotnie ten czas, kiedy w Polsce zabraniano być publicznie katolikiem, raz w imię Hitlera, raz w imię Stalina czy innego wyznawcy Marksa i Lenina, i że już nie potrzeba mieć cudownej „książeczki”, aby móc prowadzić normalne życie. Wydawało się, że minął czas, o którym mówi Księga Apokalipsy, że „nikt nie może kupić ani sprzedać, kto nie ma znamienia – imienia Bestii lub liczby jej imienia. (…) A liczba jego sześćset sześćdziesiąt sześć” (Ap 13, 17-18). Jest czymś szczególnie oburzającym, że taka dyskryminacja katolików ma miejsce w Polsce, która zawsze była krajem wolności, a dla obrony wolności od wieków najwięcej przysłużyli się katolicy, zbrojni wiarą i zapatrzeni w życie wieczne. Jak głębokie akcenty na temat umiłowania wolności zawierają się zwłaszcza w hymnie Konfederatów Barskich, z zapałem śpiewanym przez młodzież pielgrzymkową w stanie wojennym! Wtedy, kiedy suwerenność Polski została śmiertelnie ugodzona, duch Polski wołał modlitwą i pieśniami o powrót Polski prawdziwej, to jest katolickiej. Tej Polski od Piasta i od Chrobrego, tej od św. Kingi i Jadwigi, tej od św. Jana Kantego i Stanisława Kostki, tej od ojca Augustyna Kordeckiego, od św. Andrzeja Boboli i ks. Piotra Skargi, tej Polski broniącej heroicznie Europy od nawały barbarzyńców ze Wschodu, tej Polski Henryka Pobożnego, Karola Chodkiewicza, Jana III Sobieskiego. Ta Polska udokumentowała wielokrotnie swoje prawo do istnienia i do swej katolickiej tożsamości.


Epoka rewolucji antychrześcijańskich


W gruncie rzeczy do XVIII wieku to, czy jakieś państwo w Europie było katolickie, nie stanowiło wielkiego problemu. Dopiero od czasu powstania tajnych organizacji zmierzających do burzenia całego porządku światowego ujawniły się projekty, aby „uwolnić” państwo i politykę od wszelkiego wpływu Kościoła i „klerykalizmu” i oprzeć politykę na zasadach laickich, liberalnych. We Francji masoneria zorganizowała zamach nie tylko na monarchię, ale także na istotne elementy katolickiej kultury, a nawet wręcz zorganizowała masowe ludobójstwo katolików, aby przez swoje rewolucyjne posunięcia zadać cios Kościołowi katolickiemu i Francję uczynić „republiką”, to jest państwem, które z założenia nie ma nic wspólnego z religią. Można zastanawiać się, czy to był czysty przypadek, że w tym samym czasie dokonano zamachu na katolickie państwo polskie, oddając terytorium Polski pod władzę państw ościennych, wrogich katolicyzmowi (Rosja i Prusy). Austria, pomimo że była państwem katolickim, okazała się podłym wspólnikiem tego spisku, oczywiście pod wpływem masonerii. Z dalszej perspektywy wyglądało na to, że zlikwidowanie takich państw katolickich jak Francja i Polska oznaczało zasadniczą zmianę konfiguracji Europy, która po prostu utraciła swoją dotychczasową tożsamość. Wraz z rewolucją rozszerzano systematycznie „oświeceniowe” zasady, między innymi takie jak „rozdział” Kościoła od państwa, co oznaczało w konsekwencji przyznanie państwu pełnej swobody w zakresie kształtowania prawa osobowego, rodzinnego, publicznego, które dotychczas uważano za zależne od prawa naturalnego.

Zarówno nowy stan „faktów dokonanych”, jak i nacisk propagandy sprzyjały wsączaniu w umysły nie dość krytyczne poglądu, że państwo „nie musi” być katolickie, a nawet „nie powinno” być katolickie, lub że nie powinno mieć nic wspólnego z religią, jako że zajmuje się sprawami „świeckimi”. Było to podstępne i fałszywe zinterpretowanie odwiecznej chrześcijańskiej i właśnie katolickiej zasady o odrębności dwóch typów jurysdykcji (władzy) ze względu na ich źródło, podmiot i cel. Władza świecka (państwowa) i kościelna są różne, ale odnoszą się do tego samego podmiotu, którym jest człowiek jako istota stworzona, upadła i odkupiona. Ponieważ władza państwowa opiera się na prawie Bożym (prawie naturalnym), władza powinna uznawać istnienie Pana Boga i Stwórcy i kierować się Jego prawami, gdyż tylko wtedy realizuje dobro wspólne społeczeństwa. Władza państwowa nie może kierować religią, ale musi uznać prawo człowieka do religii i prawo Kościoła do głoszenia prawdy Ewangelii. Propaganda laicyzmu, liberalizmu, socjalizmu i innych niemądrych ideologii zmierzała w końcu do wyrugowania religii w ogóle z życia społecznego i politycznego, a więc „uwolnienie” tych dziedzin życia od brzemienia moralności. Duży wpływ na ten bieg spraw miał pozytywizm, który przekonywał człowieka, że to on sam wymyśla i ustanawia prawa. Heglizm sprzyjał rozwojowi ateizmu i swoistego ateistycznego mesjanizmu, który przyznawał człowiekowi absolutną władzę w kształtowaniu kierunku historii (marksizm), co doprowadziło do obłędnych projektów państwa totalitarnego oraz pomysłu światowej rewolucji, które w praktyce wypróbował wiek XX. Kosztów tych szalonych eksperymentów do dziś nie można policzyć.


Wolności nie da się stłumić


Polska przytłoczona brzemieniem niewoli raz po raz podrywała się do życia w wolności, płacąc obficie krwią i masowym wygnaniem. Naród w gruncie rzeczy nie ulegał tym zatrutym ideologiom, lecz chciał żyć w Polsce katolickiej. Naród prześladowany, gnębiony, pędzony po bezbrzeżnych obszarach Syberii odkrywał w sobie bogactwo ducha i źródła nadziei płynące z wiary w zmartwychwstanie. Pięknie to wyraża Adam Asnyk w swoim poemacie w 25-lecie Powstania Styczniowego:

Bo tyś nie przyszedł

jako klątwa nieba

Ani nie spadłeś

jak grom niespodzianie

Lecz jak duchowa

narodu potrzeba

W krwawej wypadków

wypłynąłeś pianie –

Aby ostatnim orężnym protestem

Zapisać w dziejach

nieśmiertelne: Jestem!

I pisze dalej, jak pomimo klęski, w duszy polskiej rosła i piękniała Polska, która nigdy nie powinna zginąć na zawsze:

A w piersiach naszych

z każdą chwilą rosła

Miłość bezbrzeżna,

wyłączna, jedyna,

Co na swych skrzydłach duszę

w błękit niosła

Jakby do matki stęsknionego syna

Z wiarą, że w górze

poza chmur zasłoną

Ujrzy ją znowu

– jasną i zbawioną.

Myśmy ją wszyscy

przed sobą widzieli –

Cudowną postać

w złotej gwiazd koronie

W niepokalanej czystości i bieli,

Ze zmaz obmytą

przez anielskie dłonie,

Z twarzą podobną

do Najświętszej Panny

I blask z swych włosów

siejącą poranny.

(Poezje, Kraków 1996)

Wolność owocem ofiary

Ksiądz kardynał August Hlond w swoich zapiskach z czasów okupacji, będąc jeszcze poza krajem, snuł pewną refleksję na temat ducha Narodu poddanego uciskowi ze strony ateistycznego satrapy. Tak napisał, zwracając się do ofiar katów polskości: „Wyście myśleli, że roznosicie po Rosji prochy narodu, a wyście tam roznieśli polską wielkość, polskie bohaterstwo w niedoli, dowody polskich wartości duchowych. To było upokorzenie bez poniżania się, ból bez załamania, niewola bez słuszności ducha, wyparcie bez wyparcia się ojczystej ziemi, rozproszenie bez utraty duchowej spójni z narodem. Nawet śmierć na dalekich koczowiskach była aktem polskiego bohaterstwa, a groby pomnikami polskiego uporu [w dążeniu] do bytu i wielkości.

Ofiary wasze nie były daremne i nie będą bezowocne ani wasze duchowe katusze, ani nie są zmarnowane te groby, którymi śmierć znaczyła pochód polskiego męczeństwa” (Myśli z lat okupacji, cz. II; w: Z notatnika kardynała Augusta Hlonda, Poznań 1995, s. 270).

Ci prześladowani za polskość i wiarę katolicką wiedzieli, do jakiej Polski tęsknią, za jaką Polskę modlą się i składają Bogu ofiarę swego życia. Inna Polska niż katolicka nie jawiła się w ich snach i marzeniach. Ci, którzy już w obliczu rozwijającego się konfliktu I wojny światowej chwytali za broń, aby wywalczyć wolność Ojczyzny, wiedzieli, o jakiej Polsce mówił św. Andrzej Bobola, bł. ks. Bronisław Markiewicz lub Służebnica Boża Wanda Malczewska. Była to Polska omodlona przez świętych, wycierpiana przez męczenników i dlatego miała być święta, Chrystusowa. A kiedy już zaświtała niepodległość, ku jakiej Polsce szli ci, na których czele stanął ks. Ignacy Skorupka? O jakiej to „Mojej młodej armii” mówiła Matka Boża w swoim objawieniu Wandzie Malczewskiej, zapowiadając, że ta „młoda armia” pokona śmiertelnego wroga u wrót stolicy i tej armii będzie przewodziła sama Matka Najświętsza, napełniając niewysłowioną trwogą hordy krasnoarmiejców? To była armia rycerzy Maryi, która chciała, aby Polska była i pozostała Jej królestwem. Dlatego Polska miała być katolicka.


Dywersja i problem wierności


Niestety, po roku 1920 nie wszyscy kierujący rządami kraju potrafili lub chcieli to zrozumieć. Do władz dostali się ludzie obcy duchem Kościołowi, a bolszewizm nadal uprawiał dywersję ideologiczną w społeczeństwie. Masoneria wprowadziła do rządu swoje wtyczki, które zaczęły robotę antykościelną, wrogą religii katolickiej. Kardynał Hlond, który bardzo czujnie obserwował ten okres historii i był wrażliwy na tego typu zjawiska polityczne, wspomina ze smutkiem w swoich refleksjach z okresu okupacji to odchodzenie Polski od jej ideału. Na przykład ubolewa, że masoni doprowadzili do „skaleczenia godła państwowego, do zdarcia z Orła Białego naprzód Krzyża, potem korony, a wreszcie do złamania mu lotów przez wbicie w nie gwiazd masońskich, które miały nas zbliżyć do gwiazdy Wielkiego Wschodu na Zachodzie i do gwiazdy bolszewizmu na Wschodzie” (Z notatnika…, s. 257-258).

Ksiądz kardynał stwierdza, że pod wpływem różnych dywersyjnych działań masonerii przedwojenny rząd polski opanowała „opętańcza obawa przed aktami kultu religijnego w życiu publicznym, wieczny strach przed wpływem Kościoła, wieczna trwoga przed Stolicą Apostolską; pogląd, że nie można pogodzić rzeczowo patriotyzmu i religijności, obywatelstwa polskiego i przynależności do Kościoła; równano bezwzględnie katolicyzm i prawdę z sektami i fałszem”. I na temat zobowiązań państwa wobec Bożej Opatrzności: „Droczyliśmy się z wykonaniem ślubu narodowego: nie budowaliśmy świątyni Opatrzności: Opatrzność przemówiła! Opatrzność zażądała! – Nie chciano, by kościół Opatrzności stawał wcześniej niż pomnik Marszałka!” (Z notatnika…, s. 250).

Opatrzność przemówiła językiem wydarzeń wojennych, przekonując Polaków, że z wielu grzechów muszą się jeszcze poprawić, aby odpowiedzieć na wezwanie Boże. I znowu pożoga, i znowu tułaczka, i znowu nieludzka tyrania napędzana szatańską ideologią, a w środku między dwoma potworami wojennymi Polska rozbita, ale nie pokonana, Polska tysiącznym gestem swego ducha wołająca: „Żyję i chcę żyć”. Nie mówcie mi, do jakiej Polski szli ci, którzy przemierzali kontynenty, by zdążyć do polskiej armii, ci, którzy wygnani, prześladowani, ukrywający się po lasach i bunkrach, ci, których entuzjazm dla wolności wybuchł jak pożar, ogarniając Warszawę, która nie chciała się poddać żadnemu z tych szatańskich systemów czy to spod znaku swastyki, czy czerwonej gwiazdy; ja to pamiętam! To było tak, jak to w swojej poetyckiej wizji opisuje Krzysztof K. Baczyński:

Byłeś jak wielkie, stare drzewo,

narodzie mój jak dąb zuchwały,

wezbrany ogniem soków źrałych

jak drzewo wiary, mocy, gniewu.

I jęli ciebie cieśle orać

I ryć cię rylcem u korzeni

żeby twój głos,

twój kształt odmienić,

żeby cię zmienić w sen upiora.

Jęli ci liście drzeć i ścinać,

byś nagi stał i głowę zginał.

Jeśli ci oczy z ognia łupić,

byś ich nie zmienił

wzrokiem w trupy.

Jęli ci ciało w popiół kruszyć,

by wydrzeć Boga z żywej duszy.

I otoś stanął sam, odarty,

Jak martwa chmura za kratami,

na pół cierpiący, a pół martwy,

poryty ogniem, batem, łzami.

W wielości swojej – rozegnany,

w miłości swojej

– jak pień twardy,

haki pazurów wbiłeś w rany

swej ziemi. I śnisz sen pogardy.

Lecz kręci się niebiosów zegar

i czas o tarczę mieczem bije,

i wstrząśniesz się

poblaskiem nieba,

posłuchasz serca: serce żyje.

I zmartwychwstaniesz

jak Bóg z grobu

z huraganowym tchem u skroni,

ramiona ziemi się przed tobą

otworzą. Ludu mój! Do broni!

Baczyński miał świadomość, że Polska woła o czyn zbrojny, choć wiele miejsc jego poezji świadczy, że ostatecznym celem tej walki jest odzyskanie zdolności miłowania. Sam zdecydowany był na ofiarę z życia:

myśmy dawno już drogę wybrali,

jeśli nawet powiedzie

– przez śmierć,

ponieważ jest to taki czas, że

trzeba nam teraz umierać,

by Polska umiała znów żyć.

Nowe wyzwania przed Polską

Ile tu jeszcze można by napisać, ale przed nami ważny okres historii, niosący nowe wyzwania. Kardynał Hlond w swoich zapiskach w roku 1945 snuje następujące refleksje:

Odwieczne wyroki idą ku nam.

Przesuwają się drogi Pańskie.

Kolej na Polskę – idzie nowa Polska, godzina powołania, próby, wigilia największej epoki polskich dziejów.

Polska ma dać światu pokój, miłość, braterstwo.

Trzeba dać sprawie Bożej wszystkie siły duszy polskiej.

Historia dni naszych jest sądem nad upodleniem i sponiewieraniem człowieczeństwa, które straciło swój związek ze Stwórcą, jest rozprawą z szatanem, który chce opanować pełnię władzy nad ziemią i ludzkością, jest atakiem zła; – czy jesteśmy gotowi? (Z notatnika…, s. 314).

Ksiądz kardynał przewidywał więc nowy okres walki, tym razem głównie duchowej, o zwycięstwo nad szatanem, który swoimi sposobami dąży do panowania nad ludzkością. Polska, która znalazła się od 1945 roku pod perfidną i brutalną okupacją komunistyczną, doświadczyła ataków różnych form zła, usiłujących zniszczyć Naród, jego wiarę i życie chrześcijańskie. Czerwona dyktatura usiłowała wmówić w Naród, że teraz już nie będzie ani Kościoła, ani religii, tylko materializm dialektyczny i zwycięski Związek Sowiecki z nieśmiertelnym wodzem ludzkości Józefem Stalinem. Ale Naród z uporem wierzył, modlił się i cierpiał szykany, prześladowania, więzienia i śmierć. Modlił się i wierzył, że prawdziwa Polska jeszcze wróci. Trudno to wszystko razem opisać i streścić: to jest wielka historia!


My chcemy Boga


Wrócę, jakby na skróty, d o głównego pytania: do jakiej Polski pielgrzymował Naród wśród ciemnej nocy komunistycznej okupacji? Wszystko się wyjaśniło i nie było już żadnej wątpliwości, kiedy pojawił się na ziemi polskiej Biały Prorok, „Pomazaniec z Krakowa” i w centrum Warszawy zawołał wielkim głosem: „Polski nie można zrozumieć bez Chrystusa!”, i wtedy cały wielotysięczny tłum spontanicznie zaśpiewał „My chcemy Boga”. Polacy powiedzieli, jakiej chcą Polski. Biały Prorok skrzydłem Anioła odwinął z duszy polskiej narzucony mu całun lęku i pozwolił wybuchnąć pod niebo przytłumionej miłości Ojczyzny i tak zrodziła się „Solidarność”. Ta prawdziwa „Solidarność” niestety trwała krótko, ponieważ została zniszczona brutalnym uderzeniem stanu wojennego, a potem perfidią polityków, którzy postanowili mydlić Narodowi oczy fałszywą atrapą solidarności. Ale rzesze słuchające ks. Jerzego Popiełuszki dobrze odróżniały głos prawdy od fałszywej propagandy, obiecującej demokrację w imię oswojonego socjalizmu z twarzą „Gazety Wyborczej”.

Nie było cudu i Polska wciąż pełnej niepodległości nie odzyskała, a jej sytuacja stała się o tyle trudniejsza, że dała sobie narzucić aksamitne pęta dwunastu gwiazd na złotym tle, to jest na tle złotego cielca Europy. Pomimo iż Papież wielokrotnie wzywał Europę, by wróciła do swoich korzeni chrześcijańskich, prezydent Francji butnie i cynicznie zapewnił, że masoneria francuska uczyni wszystko, by w żadnym podstawowym dokumencie Europy nie było wzmianki o chrześcijaństwie. Tak więc wciąż rządzą Polską ludzie obcy nam duchem, sterowani przez masonerię francuską lub izraelską i dlatego należy się obawiać, że będą niszczyć wszelkie przejawy suwerenności katolickiej.

Ale jest to sytuacja, na którą nie możemy się zgodzić, i Polska musi wyjść z tego nowego układu, który jest jakąś formą moralnej i duchowej okupacji, a nawet nie tylko duchowej. Okazuje się, że jest wiele dziedzin życia publicznego, w których Polska nie ma swojego zdania i nie jest po prostu sobą. Oczywiście najbardziej przykre jest to, kiedy atakowane są przejawy wolności religijnej, czyli przejawy swobodnej aktywności polskiej pochodzącej z inspiracji katolickiej. Ale sprawa jest poważna; ograniczenie suwerenności w jednej dziedzinie już stawia pod znakiem zapytania prawdę, czy „Polska jest Polską”, a więc czy jesteśmy sobą. Przewidywał tę sytuację swoim przenikliwym duchem kardynał August Hlond, kiedy w swoich refleksjach pod datą „Rok 1945” napisał: „Polskę czeka walka nie o ziemię, lecz w obronie praw Bożych i ducha Chrystusowego w całym świecie” (tamże, s. 315). A w szkicu pt. „Posłannictwo Polski” prorokował: „Bóg żąda, aby naród polski poddał się pod Jego władzę” (tamże, s. 341). Polska ma więc być Chrystusowa i Boża i od tej zasady nie może być ustępstwa. Ksiądz kardynał wielokrotnie powracał do tego twierdzenia. We „Wspomnieniach z Lourdes” napisał: „Polska powstanie, będzie wielka i powinna być Chrystusowa” (Z notatnika…, s. 128). W refleksjach z czasu okupacji napisał: „Nowa Polska musi być chrześcijańska jako Państwo” (Z notatnika…, s. 146). Nieco dalej czytamy: „Jednym z najpilniejszych zadań katolicyzmu jest odlaicyzowanie państwa i oddanie go Chrystusowi Królowi” (Z notatnika…, s. 162). Polska więc powinna być katolicka i powinna walczyć o sprawy Chrystusa i Jego Ewangelii. Świat bowiem jest nadal terenem zaciekłej wojny, której kres położy dopiero nowe, widzialne przyjście Chrystusa.

A ostatecznie dlaczego dziś Polska nie może być katolicka jako państwo? Na to pytanie odpowiada Norwid:

O! nie skończona jeszcze

Dziejów praca,

– Nie-prze-palony jeszcze glob,

Sumieniem!

(Socjalizm)

A nadto owo pytanie powinno stać się nieustannym krzykiem przed wszelkimi trybunałami sprawiedliwości, aby domagać się naprawienia potwornej krzywdy wyrządzonej wszystkim katolikom: tym żyjącym i tym, którzy życie swoje rzucili jak „kamienie na szaniec” pod fundament wolnej i niepodległej Polski. Ta krew poległych i bohaterów woła nadal wniebogłosy!

drukuj