Wyścig po gaz z Azji Środkowej

Prof. Iwo Cyprian Pogonowski

Energetyczne rezerwy Azji Środkowej rosną w oczach. Brytyjska firma konsultingowa GCA ogłosiła w Aszchabadzie, stolicy Turkmenistanu, że zasoby tego państwa w regionie Joloten-Osman, zgodnie z międzynarodowo ustalonymi kryteriami, wynoszą od 4 do 14 bilionów metrów sześciennych (MMK) gazu ziemnego. Wiele innych złóż gazowych tego kraju nie zostało do tej pory zbadanych. Szacuje się, że wielkość tych rezerw dorównuje zasobom Rosji (48 MMK) i Iranu (26 MMK). Turkmenistan ma kontrakty na dostawy roczne 50 MMK gazu ziemnego do Rosji, 40 MMK do Chin i 8 MMK do Iranu.

Turkmenistan jest ważnym partnerem Rosji w dostawach gazu ziemnego zakontraktowanych na lata 2007-2009 po stopniowo rosnących cenach, z 65 do 100 dolarów, później 130 i ostatnio do 150 dolarów za 1000 metrów sześciennych (w drugiej połowie 2008 roku). Rosja produkuje rocznie 550 MMK gazu ziemnego, z czego dwie trzecie sprzedaje na rynku wewnętrznym, i potrzebuje gazu z Turkmenistanu, żeby Gazprom mógł dostarczyć do Europy zakontraktowany surowiec.

Okazuje się, że kontrakty Rosji z Turkmenistanem nie obejmują zagłębia Joloten-Osman, wobec czego Turkmeni mogą oferować na wolnym rynku potencjalnie kolosalną produkcję gazu z tego regionu, niezależnie od Moskwy. Obecne plany rozbudowy rosyjskich rurociągów wzdłuż wschodnich brzegów Morza Kaspijskiego zostały ustalone przed oceną produkcji z Joloten-Osman. Ciekawe, jakie oferty dostanie Turkmenistan na zakup gazu z tego regionu? Obecna sytuacja może ożywić projekt budowy rurociągu Nabucco przez Unię Europejską i USA w celu ominięcia Rosji i dostaw gazu ziemnego do Europy z Turkmenistanu lub nawet Iranu.

Według brytyjskich ocen GCA, Turkmenistan faktycznie ma wystarczający potencjał, żeby uruchomić rurociąg Nabucco – konkurenta dla rosyjskiego rurociągu South Stream (Południowy Strumień), który ma dostarczać gaz ziemny na Bałkany i do Europy Południowej oraz jednocześnie „zniechęcać” ekspansję NATO na Ukrainę. Ostatnio Moskwa oferowała Ukrainie pożyczkę w wysokości czterech miliardów dolarów na dwie elektrownie nuklearne w zachodniej części tego państwa, mimo proamerykańskiej postawy prezydenta Wiktora Juszczenki. Z kolei przewodniczący Komisji Europejskiej Manuel Barroso zapowiedział prezydentowi Gruzji Micheilowi Saakaszwilemu, że UE zaczyna pertraktacje o bliższą współpracę z Rosją, która leży w interesie Unii Europejskiej z powodów ekonomicznych i inwestycji finansowych, jak też w sprawach zabezpieczenia dostaw energetycznych dla Europy.

Dotąd dyplomacja rosyjska skutecznie używała argumentu dostaw energetycznych w celach politycznych i strategicznych. Nie wiadomo, jaką rolę odegra nowa wielka produkcja gazu ziemnego w Turkmenistanie. Obecnie Rosja posiada nadwyżkę w płynnych kapitałach – w czasie zapaści ekonomicznej w kredytach USA i UE – więc może skutecznie konkurować z ofertami, jakie Turkmenistan otrzyma od korporacji zachodnich. Rosyjskie firmy energetyczne mają dostać 80 miliardów dolarów ze skarbu Rosji na spłatę zobowiązań zagranicznych.

Powiązania Turkmenistanu z Moskwą i zapotrzebowanie na gaz ziemny spowodowały pragmatyczną zmianę stosunku USA i UE do łamania przez władze tego kraju praw człowieka. Ocena zasobności złoża Joloten-Osman osłabiła zapał Stanów Zjednoczonych w krzewieniu demokracji w Azji Środkowej. Eksperci USA twierdzą, że „rezultaty opublikowane przez GCA dotyczące regionu Joloten-Osman są kluczowe dla sprawy bezpieczeństwa energetycznego Europy i USA oraz dla prób przeciwdziałania przeciwko rosnącej dominacji rynków europejskich przez Gazprom”.

Naturalnie sytuację komplikuje potencjał rynku energetycznego Chin, które już kupują rocznie 40 miliardów metrów sześciennych gazu ziemnego od Turkmenistanu i rozbudowują swoją sieć rurociągów, jak też zwiększają import energii z regionu kaspijskiego obok importu z Indonezji, Algierii, Omanu, Nigerii, Czadu, Ekwadoru, Peru, Wenezueli i Kanady. Chiny nie krzewią „kolorowych rewolucji” i nie protestują w obronie praw człowieka. Zachęca to byłe republiki sowieckie w Azji Centralnej do kontraktów z Chinami, które z kolei chętnie współpracują z Rosją.

Firmy niemieckie, włoskie i francuskie również coraz mniej ulegają wpływom USA i coraz chętniej współpracują z Rosją, podobnie jak to czynią firmy chińskie. Współpracę energetyczną UE z Rosją komplikują zatargi Rosji z Ukrainą. Fakt, że większość gazu ziemnego eksportowanego z Rosji do UE odbywa się za pomocą rurociągów na Ukrainie, utrudnia Rosji podnoszenie cen gazu płaconych przez Ukraińców, bez zakłócania dostaw do UE wraz z Polską. Mimo to Rosja odcięła dostawy gazu ziemnego na Ukrainę 1 stycznia 2009 roku.

Cena Gazpromu dla Ukrainy w 2008 roku za tysiąc metrów sześciennych gazu ziemnego wynosiła 179,50 dolarów, czyli znacznie poniżej 500 dolarów płaconych Rosji przez państwa zachodniej Europy. Gazprom żądał od Ukrainy ceny 418 dolarów na rok 2009, premier Putin na nowy rok obniżył cenę do 250 dolarów jako „gest humanitarny” Rosji wobec Ukrainy w obliczu kryzysu światowego. Ukraina twierdzi, że ta cena jest za wysoka, i ofiarowała najpierw 201 dolarów, a następnie 235 dolarów w nadziei szybkiego kompromisu. Po odrzuceniu oferty Putina przez Ukrainę Gazprom zażądał znowu 418 dolarów.

Gazprom zwiększa dostawy dla Niemiec i Włoch, ale twierdzi, że dług Ukrainy za dostawy gazu w 2008 roku wynosi 2,1 miliardów dolarów. Ukraina temu zaprzecza. UE twierdzi, iż tranzyt gazu przez Ukrainę trwa 36 godzin i tyle tylko czasu trzeba, żeby państwa Unii zdawały sobie sprawę z zakłóceń w zakontraktowanych dostawach. Rokowania Rosji i Ukrainy trwają.

drukuj