Na statkach można zarabiać
Szczecińska Stocznia Remontowa Gryfia wypracowała w mijającym roku wysoki zysk, a jej pracownicy wykonali o 30 proc. więcej remontów niż w ubiegłym roku. Sytuacja stoczni remontowych, chociaż z natury korzystniejsza od sytuacji stoczni budujących jednostki morskie, potwierdza opinię, że na statkach można dobrze zarabiać, dlatego dziwi postawa rządu, który nie wykazuje większej woli, aby ratować zakłady w Gdyni i Szczecinie.
Jak informuje nas Agnieszka Duszyńska, rzecznik prasowy Szczecińskiej Stoczni Remontowej Gryfia, stocznia stara się uzgadniać terminy płatności ze swoimi klientami w taki sposób, aby mogli remontować swoje statki. – Dajemy sobie radę. W tym roku było duże zainteresowanie usługami świadczonymi przez stocznie, był popyt na remonty statków, dobra koniunktura. To był dobry rok w porównaniu z 2007 r., było o blisko 30 procent więcej zrealizowanych zadań – mówi Duszyńska. – Przyszły rok będzie wymagał od nas na pewno dużo elastyczności z uwagi na kryzys. Staramy się sprostać oczekiwaniom kontrahentów – dodaje.
Chociaż sytuacja ekonomiczna stoczni remontowych jest zawsze korzystniejsza od sytuacji stoczni produkcyjnych, to jednak w kontekście dobrego wyniku stoczni Gryfia należy negatywnie ocenić zaniechania rządu PO – PSL w kwestii ratowania stoczni w Szczecinie i Gdyni. – Między stoczniami remontowymi a produkcyjnymi jest różnica. Dla pierwszych wzrost cen materiałów, wahania kursów walut nie mają aż tak dużego znaczenia. W przypadku produkcji realizacja kontraktu może trwać lata, a remontów miesiące. Skala kontraktów jest relatywnie niższa, a okres od rozpoczęcia remontu do realizacji jest krótszy, dlatego obiektywne czynniki ryzyka nie narażają tak stoczni remontowych – wyjaśnia Dariusz Adamski, przewodniczący NSZZ „Solidarność” w Stoczni Gdynia. – Jednak na statkach można oczywiście robić dobre interesy – dodaje.
Politykę rządu negatywnie ocenia opozycja, a sytuacja stoczni remontowych potwierdza, że zaniechanie koalicji w sprawie stoczni jest błędem. – Działania rządu to sabotaż, to świadome odstępstwo od żywotnej racji stanu. Stocznie są wylęgarnią myśli technologicznej, a o stocznie walczą Niemcy, Francja i Holandia jak o swoje żywotne interesy. Prezydent Francji mówi, że nie uczyni ze swojego kraju skansenu i nie zlikwiduje stoczni, a kanclerz Niemiec Angela Merkel zasila wielomilionowymi dotacjami armatorów i godzi się na udzielanie bezpośrednich poręczeń kredytowych – mówi poseł PiS Joachim Brudziński.
Największym kapitałem stoczniowym są ludzie i ich wieloletnie doświadczenie, a także współpraca między nimi a instytucjami naukowo-badawczymi. – Powstaje także pytanie, dla kogo wyższe szkoły morskie i techniczne będą kształcić specjalistów, jeśli w stoczniach nie będzie zapotrzebowania na wyspecjalizowanych pracowników – wskazuje poseł.
