Strzeżonego Pan Bóg strzeże


CB-Radio w samochodzie a sprawa rachunku sumienia

„Niedawno podczas towarzyskiej rozmowy jeden z moich przyjaciół postawił mi pytanie: – Mam w samochodzie CB-Radio. Któregoś razu, przygotowując rachunek sumienia, zacząłem się zastanawiać, czy jednak nie powinienem o tym powiedzieć na spowiedzi? Wzajemne ostrzeganie siebie przed stojącymi patrolami policji i udawanie wtedy grzecznego kierowcy – to chyba nie jest do końca w porządku. To jest gra i ocieranie się o kłamstwo. Mam się z tego spowiadać?”

Nowe technologie niosą ze sobą nowe wyzwania moralne i, jak wszystko, domagają się roztropnego używania. Jest wiele przedmiotów, które mogą stać się zarówno dobrodziejstwem, jak i przekleństwem. Nożem można sobie ukroić pajdę chleba, ale można też nim zabić. Internet jest doskonałym środkiem komunikacji, ale niewłaściwie wykorzystywany może być źródłem deprawacji i wielkiego osamotnienia przez uwięzienie człowieka w nieistniejącym świecie. Samochód przenosi w przestrzeni, usprawnia życie, ale kiedy za kółkiem kierownicy usiądzie człowiek bez wyobraźni, kwestią czasu jest nieszczęście – skrzywdzi siebie lub kogoś.


Misie i krokodyle


CB-Radia pojawiły się stosunkowo niedawno – a właściwie lepiej użyć słowa: powróciły – do naszego codziennego życia. Przed laty, jeszcze przed „epoką” telefonów komórkowych, miały swoje złote czasy, później złożono je do lamusa jako dość ograniczone narzędzie komunikacji. Powróciły w nowej roli, głównie za sprawą kierowców, dla których pytanie: „Mobilki, jak ścieżka do Krakowa (Warszawy, Garwolina, Koziej Wólki etc.)?” jest jedną z pierwszych czynności po włączeniu silnika samochodu. „Czysta ścieżka” to brak patroli policyjnych i zgoda na podniesienie – w mniemaniu pewnej części użytkowników drogi – poziomu wolności (i niestety – adrenaliny, której ilość we krwi zwiększa się proporcjonalnie do skali wychylenia wskazówki prędkościomierza). Na szczęście, nie jest to jedyne zastosowanie radia. Uzyskiwanie informacji o przejezdności dróg, wypadkach, prośba o poprowadzenie do konkretnego miejsca w nieznanym terenie itd. – to tylko przykłady dobrego używania.

Ocena moralna wykorzystywania CB-Radia przez kierowców jest złożona i zależy od kilku czynników. Psychologom i socjologom zostawmy analizę szczególnej solidarności, jaka powstaje na drodze dzięki komunikacji przez CB-Radio, swoistego savoir-vivre’u, który obowiązuje w eterze, także potrzeby więzi, o którą chyba coraz trudniej w „realu”. Jest to zjawisko ciekawe i wiele mówi o kondycji naszego społeczeństwa. W czym zatem jest problem? Jego sedno nie leży w fakcie posiadania radia w samochodzie, ale w mądrości korzystania z niego. Jeśli komunikat o braku patrolu drogówki jest dla kogoś czytelną informacją, że nie musi zwalniać ze 120 km/h do 50 km/h w terenie zabudowanym i z premedytacją to wykorzystuje, jest to poważne nadwątlenie porządku. Określenia typu: lekkomyślność, głupota okazują się za słabe, by określić tego typu postawę. Jest to też ewidentne naruszenie nie jednego, a nawet kilku przykazań i podlega surowej ocenie moralnej! Podobnie sprawa się ma z „krokodylkami” (Inspekcja Ruchu Drogowego). Czy jeśli mam pewność, że inspekcji nie ma na drodze, to upoważnia mnie to do jazdy niesprawnym, przeładowanym do granic możliwości samochodem ciężarowym, do tego na „łysych” oponach? Nie. Chodzi o życie własne i tych, których życie jest ode mnie zależne. Nikomu nie wolno w żaden sposób go narażać.


Odpowiedzialność za słowa


Inny problem to kwestia wulgarnego języka, jakim posługują się niektóre „mobilki”. Anonimowość nie zwalnia z odpowiedzialności za treść opinii wypowiadanych w eterze, ordynarne, brudne słowa i niewybredne komentarze budzą niesmak. Na szczęście widać wyraźny postęp: coraz częściej kierowcy „przeklętego” delikwenta szybko „gaszą” albo każą się wynieść na inny, niepubliczny kanał. I dobrze, że tak się dzieje.

Sprawa kolejna, związana również pośrednio z używaniem CB-Radia, to stosunek kierowców do drogówki. Policja jest od tego, aby kierowcom przypominać o potrzebie porządku na drodze, w razie potrzeby upominać i karać. Od tego jest, i „misiowi z suszarką” należy się szacunek, jak każdemu innemu człowiekowi. Nie jest to łatwa i wdzięczna praca. Niedopuszczalna jest pogarda czy niewybredne uwagi kierowane w stronę pilnujących porządku policjantów, jaką czasem da się usłyszeć w eterze. Nikomu nie wolno kogokolwiek deptać, poniewierać kogoś tylko dlatego, że czuje się bezpieczny, bo nie musi ujawniać swojej tożsamości. Anonimowość może być przykrywką wobec drugiego człowieka – przed Panem Bogiem nie da się schować.

W starszych, ogólnie dostępnych rachunkach sumienia nie ma pytania o konsekwencje właściwego używania CB-Radia. Nie ma też wielu pytań dotykających innych kwestii moralnych, które towarzyszą pojawianiu się kolejnych udogodnień życia, nowych wynalazków. Nie jest to jednak równoznaczne z rozgrzeszaniem siebie ze swojej głupoty i lekkomyślności. Szeroko zaakceptowana norma społeczna nie jest jeszcze dowodem rozstrzygającym, czy coś jest grzechem, czy nie. Trzeba pozwolić przemówić sumieniu i zdrowemu rozsądkowi i wczytać się dobrze w tekst poszczególnych przykazań. Wystarczy. Dla kierowcy odpowiedzialnego, traktującego na serio swoje chrześcijaństwo, jazda z odpowiednią prędkością, szacunek do innego użytkownika jezdni, respektowanie przepisów drogowych nie powinny zależeć od tego, czy ktoś to widzi, rejestruje, czy nie. Pan Bóg widzi – i to wystarczy. Jasne, że informacja o stojącym gdzieś patrolu drogówki elektryzuje i sprawia, że noga na gazie staje się lżejsza – byłoby hipokryzją twierdzenie, że tak nie jest. Płacenie mandatu to żadna frajda. Dla kogoś jednak, kto stale używa mózgu, siedząc za kółkiem, nie jest to informacja nagle rewolucjonizująca jego styl jazdy. „Strzeżonego Pan Bóg strzeże” – głosi stare ludowe porzekadło. I trzymajmy się tej wersji. Po to dał On nam rozum, aby go używać. To lepsze niż CB-Radio i setka innych wynalazków.


Marcin Jasiński
drukuj