Do czego służy parlament?

Ks. prof. Jerzy Bajda

Parlament Europejski publikuje od czasu do czasu rezolucje, które obrażają człowieczeństwo, Kościół i oczywiście Pana Boga. Najnowsza tego rodzaju inicjatywa atakuje Kościół za to, że nie podpisuje się pod rezolucjami Parlamentu Europejskiego, zalecającymi aborcję i antykoncepcję m.in. w postaci środków wczesnoporonnych, czyli nie popiera programów tzw. zdrowia reprodukcyjnego, zmierzających do zniszczenia rodziny.

Parlament Europejski, prawdopodobnie z braku ciekawszego zajęcia, zarzuca Kościołowi, że broni świętości małżeństwa jako powołanego do współdziałania ze Stwórcą w dziele stworzenia człowieka; że broni godności i świętości osoby ludzkiej i życia ludzkiego od momentu poczęcia do naturalnej śmierci; że broni suwerenności chrześcijańskiego (to znaczy ludzkiego) sumienia, które podlega tylko Bogu i Jego Prawu, dzięki czemu osoba ludzka nie jest cząstką totalnego kolektywu produkcyjno-konsumpcyjnego i nie jest niewolnikiem jakiejś ideologii służącej realizacji mitów i utopii politycznych. Sprawę tę naświetlił w istotnych punktach ks. bp Stanisław Stefanek, jednak nie zaszkodzi dodać do tego parę słów.


Istota i posłannictwo Kościoła


Kościół musi odrzucać i piętnować bezprawne uzurpacje jakiegokolwiek parlamentu, ponieważ po pierwsze, Kościół jest obowiązany do wierności Bogu w zakresie otrzymanego posłannictwa, po drugie, żaden parlament, nawet ten europejski, nie jest upoważniony do narzucania komukolwiek dyrektyw niemoralnych, sprzecznych z godnością ludzką i prawdziwym dobrem człowieka, a po trzecie (jeśli to jest konieczne), Kościół ma prawo publicznie piętnować niemoralne poczynania różnych instytucji jako sprzeczne z dobrem wspólnym ludzkości. Kościół nie czyni tego z pozycji autorytetu, lecz z pozycji służebnej, w duchu odpowiedzialności za godność osoby ludzkiej we wszystkich wymiarach jej istnienia.

Zatrzymajmy się chwilę nad tym stwierdzeniem, że atak na posłannictwo i naukę Kościoła jest atakiem na jego istotę. Wynika to z wielu przesłanek zarówno antropologicznych, jak i teologicznych. Warto bowiem pamiętać, że podmiotowość Kościoła uczestniczy w transjednostkowej podmiotowości osoby, której tożsamość (ontyczna) obejmuje w sobie nierozdzielnie posłannictwo (powołanie) będące źródłem tożsamości moralnej całego podmiotu. To w szczególny sposób urealnia się na poziomie Osoby, w której urzeczywistnia się cała prawda Kościoła jako Ciała Chrystusa (chodzi o Osobę Słowa Wcielonego) i spełnia się transcendentna prawda bycia osobą. Poza relacją do Chrystusa nikt nie jest w pełnym znaczeniu osobą: ta relacja jest wpisana w sam byt osoby i stanowi podstawę „tajemnicy osoby” (lub także „tajemnicy człowieka”), o której mówi Sobór Watykański II, że w pełni „rozświetla się dopiero w Chrystusie” (por. KDK 22).


Rodzina w sercu Kościoła


Tak więc już z tego punktu widzenia, czyli tożsamości charyzmatycznej podmiotu i posłannictwa, Kościół nie może zrezygnować ze swej misji obrony tego, co Bóg stworzył i co Syn Boży uświęcił przez dar Odkupienia. Zatem już widać, że prawdą jest, iż zaatakowanie Kościoła w przedmiocie pełnionej przez niego misji jest atakiem na samą istotę Kościoła. Ta jedność podmiotu i posłannictwa ma swoją mistyczną głębię, polegającą na przenikaniu się tożsamości Kościoła (w aspekcie soteriologicznym) z przeznaczeniem ludzkości objętej planem zbawczym Boga. Z tego powodu odpowiedzialność za dobro ludzkości i za prawdę moralną, stanowiącą podstawę tego dobra, spoczywa niejako „w sercu Kościoła”. Do tego aspektu omawianego zagadnienia nawiązuje Jan Paweł II w encyklice „Evangelium vitae”, kiedy pisze: „Każdy człowiek, właśnie ze względu na tajemnicę Słowa Bożego, które stało się ciałem (por. J 1, 14), zostaje powierzony macierzyńskiej trosce Kościoła. Dlatego też każde zagrożenie godności i życia człowieka głęboko wstrząsa samym sercem Kościoła, dotyka samej istoty jego wiary w odkupieńcze wcielenie Syna Bożego i przynagla Kościół, by pełnił swą misję głoszenia Ewangelii życia całemu światu i wszelkiemu stworzeniu (por. Mk 16, 15)”.

Już to wiele wyjaśnia, ale dochodzi jeszcze jeden element, mianowicie fakt, że sakrament małżeństwa będący fundamentem rodziny i społeczeństwa stanowi wewnętrzny element struktury Kościoła znajdujący swoje eschatologiczne i mistyczne ugruntowanie, a zarazem uwieńczenie w oblubieńczym związku Chrystusa z Kościołem. Oznacza to, że wszystko, co się dzieje w ramach zamierzonej przez Boga jedności małżeńskiej i zarazem rodzicielskiej, dokonuje się w mistycznej przestrzeni Tajemnicy Paschalnej, w której Chrystus staje się darem dla Kościoła, aby ludzkość przychodząca na świat mogła przez uczestnictwo w tym darze – w mocy Ducha Świętego – znaleźć swoje miejsce przed Bogiem i odkryć swoją definitywną tożsamość. W ten sposób w „sercu Kościoła” otwiera się cała głębia Miłości Trójcy Przenajświętszej podnoszącej osobę ludzką do godności Dziecka Bożego, którego przeznaczenie przekracza widzialny świat. Taka jest tożsamość Kościoła i taka jest jego misja, której nie mogą zmienić żadne rezolucje jakichkolwiek parlamentów.


Niszczą Kościół, ponieważ broni człowieka


Cała sprawa ma oczywiście także bardzo konkretny, przyziemny aspekt. Wroga Kościołowi działalność instytucji europejskich nie wynika z jakiejś pomyłki, z niewiedzy czy przeoczenia. Jest to działalność świadoma, celowa, zmierzająca do usunięcia Kościoła z całej sfery życia publicznego. Jest to próba uczynienia Kościoła czymś zbędnym pod pretekstem, że wszystkie sprawy dotyczące życia ludzkiego, sensu małżeństwa, funkcji rodziny itd. są wystarczająco regulowane przez różne instrukcje, deklaracje, rezolucje wywodzące się z tychże instytucji europejskich. Te wszystkie sprawy oczywiście usiłuje się regulować przy pomocy bogatego ustawodawstwa europejskiego, lecz ta regulacja ma jeden poważny defekt: pomija zupełnie – i to nie przez przypadek – aspekt moralny ludzkiej istoty i moralny charakter powołania człowieka. Pomija, aby uczynić go zbędnym, niepotrzebnym, nieważnym. Tym samym to, co istotne dla człowieczeństwa, zostaje wzięte w ideologiczny nawias. Jest to podstawowa zdrada wobec człowieczeństwa, wobec której nie wolno pozostać obojętnym. Tymczasem to, co wyróżnia człowieka od wszelkich widzialnych rzeczy tego świata, to właśnie moralność, sumienie rozpoznające niezbywalne prawa i obowiązki osoby ludzkiej w świetle prawa Bożego. Człowiek jest podmiotem kształtującym swój los w oparciu o poznanie prawdy o dobru, które jest zdolny wybrać w pełnej świadomości swej odpowiedzialności. Odebrać człowiekowi tę zdolność, ten przywilej i ten „trud wielkości”, to sprowadzić go na poziom zwierzęcia.

Wydaje się, że Unia Europejska jest wzruszająco wierna swoim patronom, takim jak Marks, Lenin czy Hitler: oni też widzieli człowieczeństwo na poziomie samej przyrody. Oto co napisał nie kto inny, lecz ks. kard. Joseph Ratzinger: „W 'Rozmowach z Hitlerem’ Hermann Rauschning, w latach 1933-1934 prezydent Wolnego Miasta Gdańska, przytacza następujące wynurzenie dyktatora: 'Wyswobadzam człowieka od presji ducha, który stał się celem samym w sobie; od brudnego i upokarzającego samoudręczenia powodowanego przez chimerę zwaną sumieniem i moralnością, i od roszczeń do wolności i samodzielności osobistej, do której i tak dorastają tylko nieliczni’. Sumienie było dla tego Fuerera chimerą, od której trzeba było wyzwolić człowieka; wolność, jaką obiecywał, miała być wolnością od sumienia. Odpowiada temu wypowiedź Goeringa wobec tego samego autora: 'Ja nie mam sumienia! Moje sumienie nazywa się Adolf Hitler’. Unicestwienie sumienia jest warunkiem wstępnym poddania się totalitaryzmowi i panowania totalitaryzmu. Tam, gdzie rządy sprawuje sumienie, istnieją bariery dla ludzkich rozkazów i ludzkiej samowoli, istnieje pewne sacrum, które musi pozostać nietykalne i którym, dzięki jego suwerenności, nie mogą dysponować ani obcy ani swoi. Tylko niezależne sumienie stanowi absolutnie przeciwny biegun dla tyranii; tylko uznanie jego nienaruszalności strzeże człowieka przed człowiekiem i przed samym sobą; tylko jego panowanie gwarantuje wolność”1. Okazuje się, że nadal obserwuje się w Europie panowanie tego samego ducha, który kierował myśleniem i postępowaniem Adolfa Hitlera.


Konieczna strategia


Skoro Europa idzie w tym kierunku, jaki wyznaczył sobie Adolf Hitler, i skoro cała polityka Unii zmierza do obalenia kultury i moralności chrześcijańskiej, to Kościół i Polska muszą wobec tego faktu zająć właściwe stanowisko dyktowane prawdą Ewangelii i świadomością godności powołania osoby i powołania Narodu, który kształtował dotąd swoją historię w światłach wiary. Wobec tej sytuacji stanowisko Kościoła powinno się wyrażać w działaniach rozwijających się w dwóch kierunkach. Pierwszy powinien polegać na napiętnowaniu zła, które w polityce Unii Europejskiej urasta do rangi przestępstwa przeciw ludzkości. Tylko Kościół jest w stanie nazwać to zło po imieniu i tylko Kościół rozporządza autorytetem moralnym zdolnym osądzić przed ludzkością zbrodnie dokonywane i planowane wobec samego człowieczeństwa. Jest tak, ponieważ żadna instytucja poza Kościołem nie rozporządza nauką, która adekwatnie rozumie godność człowieka i prawidłowo ocenia zagrożenia dla życia ludzkiego i jego godności. Tylko bowiem Kościół ma do dyspozycji Słowo Boże przekazane mu w celu jego głoszenia. Kościół widzi człowieka i jego życie w świetle Najwyższej i Ostatecznej Prawdy i Kościół jest obowiązany mówić prawdę wszystkim bez względu na to, czy ktoś chce lub nie chce jej słuchać (por. 2 Tm 4, 1-5). Tylko Kościół ma światło nadprzyrodzone zdolne ocenić prawdę ludzkich działań, planów, ideologii, metod, z punktu widzenia ostatecznego sensu ludzkiej egzystencji. Tylko Kościół jest zdolny i upoważniony do tego, by widzieć i oceniać działania ludzkie w kategoriach grzechu i świętości: pominięcie tych ostatecznych kategorii naraża na mdłe i nieskuteczne moralizatorstwo.

W ramach Unii Europejskiej już ujrzały światło dzienne pewne dokumenty inspirowane przez autorytety pastoralne zainteresowane, a raczej zaniepokojone zjawiskiem kryzysu rodziny i małżeństwa, ale brakło w tych dokumentach spojrzenia teologiczno-moralnego i ewangelicznego: wszystko sprowadzono do płaszczyzny pragmatycznej, empirycznej i socjologicznej. Jest to wielki błąd i zmarnowana szansa. Głos Kościoła nie może się sytuować na tej samej płaszczyźnie, co wypowiedzi ekspertów ds. jakiejś przyziemnej nauki. Trzeba więc jasno i mocno pokazać, na czym polega obecny kształt „grzechu świata”, czyli na czym polega spisek kulturowy i moralno-polityczny mający na celu wyrzucenie Boga z kręgu życia ludzkiego, z kręgu małżeństwa i rodziny, z kręgu kultury i wychowania, z kręgu życia i płodności, ze wszystkich istotnych wymiarów ludzkiej egzystencji. Ten grzech świata posiada takie parametry (jeśli tak można powiedzieć), że nic nie może usprawiedliwić prób kompromisu i jakiejkolwiek kooperacji w celu kamuflowania prawdy i tolerowania przestępstwa. Należy na nowo rozważyć znaczenie i możliwość stosowania takich kanonicznych sankcji, jak ekskomunika, interdykt czy suspensa. Głos Kościoła musi być czytelny, mocny, oświecający. Nie można dopuścić, by pod autorytet Kościoła podszywały się jakieś jednostki czy instytucje lub redakcje pseudokatolickie lub wręcz antykatolickie. Politycy walczący z nauką moralną Kościoła powinni być wyraźnie i w sposób zdecydowany napiętnowani, aby nikt nie został wprowadzony w błąd przez ich dwuznaczne manipulacje.

Drugi kierunek działań (który może należałoby rozumieć jako pierwszy ze względu na swoją rangę) to ożywienie i umacnianie wewnętrznej świadomości Kościoła w aspekcie jego tożsamości i misji. Chodzi o to, aby Kościół jako wspólnota wierzących w pełni rozumiał i akceptował naukę Bożą odnoszącą się do powołania człowieka (mężczyzny i kobiety), rodziny, społeczeństwa. Wciąż czeka na pełne przyswojenie potężna dawka nauczania Jana Pawła II zawarta w encyklikach, adhortacjach, katechezach, homiliach, listach, traktatach i orędziach, konfrontujących aktualną sytuację ludzkości z przekazem Ewangelii. Specjalnym rysem tego dziedzictwa Jana Pawła II jest ukazanie pełnej syntezy powołania małżeństwa i rodziny. Prawda o tej rzeczywistości głęboko ludzkiej została wydobyta z pokładów biblijnych, dogmatycznych, sakramentalnych i kanoniczno-liturgicznych i związana organicznie i logicznie z etycznym personalizmem, aby uzyskać kształt bogatej konstrukcji antropologicznej, uwzględniającej nie tylko osobowy wymiar powołania do świętości, ale także odpowiedzialność za ludzki kształt społeczeństwa i historii w kontekście złożonej problematyki cywilizacyjnej. To wszystko domaga się gruntownych studiów i kontynuacji tych kierunków refleksji, które zapoczątkował wielki Papież rodziny.

Tu i ówdzie słychać nawet wołanie o większą koncentrację wysiłku pastoralnego w kierunku obrony i promocji rodziny, choćby przy pomocy nawiązania do wzoru Wielkiej Nowenny z czasów Prymasa Tysiąclecia. Pozytywnym objawem jest mnożenie się instytutów i wydziałów poświęconych studiom nad rodziną, działają w dalszym ciągu ruchy troszczące się o pogłębienie życia duchowego rodziny. Jednak to wszystko musi dziać się w świadomości głębokiej eklezjalnej odpowiedzialności za tożsamość Kościoła zagrożoną w dzisiejszych czasach właśnie od strony samych fundamentów. W społeczeństwie jest niezmiernie nikła świadomość etycznego i sakralnego wymiaru płci, tzn. faktu, że człowiek jest mężczyzną i kobietą i że jako taki jest powołany do objawienia Boga jako źródła Miłości i Życia w sercu ludzkiej wspólnoty. Innymi słowy, jest słaba świadomość faktu, że przymierze mężczyzny i kobiety ma charakter podstawowo eklezjalny i sakralny, ponieważ zmierza do uformowania się w postaci sakramentu, który pokazuje właściwy pułap ludzkiego istnienia mającego swe źródło w tajemnicy Stworzenia i Wcielenia. Pod tym względem świadomość ludzka jest niezmiernie płytka i obciążona wpływami ideologii indywidualistycznej, pragmatycznej i hedonistycznej. Ogromne spustoszenie sieją media propagujące seks rozrywkowy i pustkę moralną sprzyjającą dominacji wyzwolonych popędów. Wydaje się, że nie można stworzyć programu odrodzenia rodziny bez równoczesnego odbudowania świadomości chrześcijańskiej na wszystkich jej poziomach.


„Powstań, Polsko, skrusz kajdany”


Wreszcie w kontekście tego całego problemu nasuwa się jeszcze jeden ważny wniosek, który powinien przyjąć formę postulatu skierowanego do polskich władz politycznych. Nie kieruję tego postulatu oddzielnie do prezydenta czy do parlamentu. Kieruję go do tych, którzy są odpowiedzialni za Polskę w płaszczyźnie publicznej. Oto wniosek: Jeżeli po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej okazuje się, że organa nadrzędne Unii uprawiają działalność przestępczą, a nawet zbrodniczą, kwalifikującą się w świetle obiektywnych kryteriów jako zbrodnia przeciw ludzkości, a równocześnie działalność ta uderza bezpośrednio w Kościół, który dla polskiego Narodu stanowi najważniejszą ostoję jego kulturowej tożsamości, jego spójności i żywotności, jego moralnego dynamizmu, jego energii duchowej, która pozwalała przetrwać najtrudniejsze kryzysy historyczne niewoli i okupacji, skoro więc Unia stanowi istotne zagrożenie dla tego wszystkiego, co dla Polski jest najważniejsze i najdroższe, to należy w taki sposób zrewidować i skorygować nasze więzy z Unią, aby to wszystko, co Polsce zagraża, skutecznie wyeliminować na płaszczyźnie konstytucyjnej i na płaszczyźnie konkretnych umów międzynarodowych, na płaszczyźnie politycznej i kulturowej, tak aby nikt więcej nie siał zamętu w świadomości Polaków jakimiś nieodpowiedzialnymi rezolucjami. W tym kontekście jest jasne, że nie wolno podpisywać tzw. traktatu lizbońskiego, a jeśliby pan prezydent to uczynił, musiałbym go nazwać zdrajcą. Gdyby rewizja naszych relacji z Unią nie mogła odbyć się w sposób gwarantujący nietykalność naszej suwerenności i polskiej racji stanu, należy wycofać się z Unii Europejskiej. Polska w czasie całej swojej historii nigdy nie wchodziła w sojusze z państwami przestępczymi, poza sytuacją, kiedy nam narzucono „sojusz ze Związkiem Sowieckim”. Polska powinna być wierna swojej tradycji wolności od sojuszy z przestępcami. Takie są wnioski, jeśli widzi się problem w kategoriach moralnych. A to są te kategorie, których najbardziej nie lubi szatan i Unia Europejska, a które jednak stanowią istotny składnik polskiego dziedzictwa kulturowego. A jaki jest powód, aby Polska wchodziła w ten obóz niewoli i pogardy? Jest to więc poważny temat dla debat w polskim parlamencie. Tu się okaże, czy jest to rzeczywiście polski parlament; czy nasi posłowie potrafią zobaczyć prawdziwy interes Polski, czy też zapatrzeni są wyłącznie w ciasny interes partyjny (podobnie jak plemiona Tutsi i Hutu widzą tylko kodeks etyki plemiennej) i traktują parlament jako forum zemsty na politykach PiS i na Radiu Maryja.

1 Elementarz Benedykta XVI (Josepha Ratzingera), Wydawnictwo Literackie, Kraków 2008, s. 224-225.

drukuj