Za brak spójnego prawa płacą Polacy

Z senatorem Piotrem Łukaszem Andrzejewskim (PiS), konstytucjonalistą, rozmawia Paweł Tunia

Kolejnym obywatelom i rodzinom polskim grozi utrata nieruchomości i wyrzucenie z mieszkań, które zajmują na terenach przyznanych Polsce po II wojnie światowej. Według prawa niemieckiego sądy niemieckie nie orzekają odszkodowań za mienie utracone albo zniszczone w czasie II wojny światowej. Czy Polska nie mogłaby się bronić podobnie, przyjmując własną doktrynę, według której polskie sądy nie orzekałyby w sprawach żądań majątkowych niemieckich przesiedleńców?

– Niestety, według Ministerstwa Spraw Zagranicznych wszystko dzieje się według polskiej racji stanu i nie należy tego ruszać. Opisując problem, sięgnijmy do historii. Prawo własności jest niekwestionowane w żadnym z krajów i jest też prawem człowieka.

Państwo polskie weszło w posiadanie ziem zachodnich po II wojnie światowej w sposób wolny od zobowiązań na rzecz byłych właścicieli. Byli właściciele mogą dochodzić odszkodowań za utracone mienie, ale nie mogą dochodzić swoich tytułów własności. Z kolei odszkodowań mogą się domagać od sprawcy tego stanu rzeczy, jakim jest III Rzesza Niemiecka, a spadkobiercą prawnym III Rzeszy są dzisiejsze Niemcy – i to one odpowiadają odszkodowawczo za to, co uczyniły Niemcy hitlerowskie. Do Polski obecni obywatele Niemiec, byli przesiedleńcy, nie mają prawa mieć żadnych roszczeń. Jednak jeśli państwo polskie dzisiaj potwierdza w sądach te tytuły własności, a tak się niestety dzieje, no to samo oddaje coś, co nabyło do swojej dyspozycji. Jest jeszcze problem późnych przesiedleńców. Tym ludziom Polska potwierdziła po II wojnie tytuły ich własności pod warunkiem przynależności do Narodu i państwa polskiego. Oni zaś, wyjeżdżając z Polski, uchylili się od tego zobowiązania ze skutkami utraty prawa własności. Niestety, sądy tego nie stwierdzają, uważając, że jeśli państwo nie wykreśliło ich tytułów własności z odpowiednich dokumentów, to one istnieją, bo to jest prawo człowieka. Nie ma spójnej teorii prawnej wiążącej skutki prawa międzynarodowego i traktatów międzynarodowych powojennych dla praw rzeczowych indywidualnych.


Z tego wynika, że sądy zachowują się nie jak jedna z konstytucyjnych władz państwowych, tylko jak samodzielne „państwo w państwie”.


– Orzecznictwo polskich sądów jest antypaństwowe i antynarodowe, bo wychodzą one z założenia, że państwo polskie, wykonując władztwo, nie mogło zasiedzieć jako podmiot prawny tych terenów w imieniu władz państwowych. Państwo polskie, które weszło na te tereny, gdzie nie ma właścicieli, bo wyjechali, nie może się powoływać na to, że samorządy, które w imieniu państwa polskiego tam funkcjonują przez 20, 30 lat, zasiedziały te nieruchomości z racji przepisów prawa cywilnego. Samorządy nie są traktowane jako samoistni posiadacze i właściciele władający tym terenem. Jednym słowem, państwo polskie na tych terenach jest wykonawcą praw utajonych byłych właścicieli, obojętnie gdzie się znajdują. Trzeba podkreślić, że państwo polskie mocą orzecznictwa polskich sądów zostało pozbawione możliwości zasiadywania terenów, które zostały mu przyznane traktatem międzynarodowym. Taka doktryna jest antypolska i antynarodowa. Zadziwiające, jak dalece przeciwko interesom państwa i Narodu Polskiego działa orzecznictwo polskie.


Co Pana zdaniem można zrobić, aby odwieść sądy od tej de facto antypaństwowej praktyki?


– Sytuację można zmienić tylko ustawą. W poprzedniej kadencji była opracowana ustawa o potwierdzeniu praw rzeczowych przez państwo polskie na tych terenach. Ustawa została przyjęta wówczas przez Senat i trafiła do Sejmu. Nowy Senat podjął temat, ale Platforma Obywatelska go odrzuciła. Jest obecnie ustawa o porządkowaniu ksiąg wieczystych, ale przejrzenie tysięcy ksiąg wieczystych przez organy samorządowe jest wieloletnim procesem, nierealnym. Trzeba ustawowo usunąć powoływanie się na rękojmię, czyli potwierdzanie nieusuniętych praw dawnych właścicieli, skoro są nieaktualne, a Polska je potwierdza, na czym właśnie opierają się roszczenia. Druga rzecz to nakazać sądom, że tam, gdzie są wszelkie roszczenia do majątku, trzeba informować władze lokalne o tym fakcie i zobowiązać je do zajęcia stanowiska. Wyobraźmy sobie, że mamy jakąś sporną kamienicę, którą właściciele opuścili np. 30 lat temu. Teraz albo należy uznać fakt zasiedzenia jej przez mieszkańców, albo uznać, że z mocy samego prawa ma ona charakter własności państwa. Ustawa odrzucona przez PO regulowała te kwestie, ale my do niej wrócimy, może uda się ją przeforsować.


Dziękuję za rozmowę.

drukuj