Jestem z wami

Ewangelia

Jedenastu uczniów udało się do Galilei na górę, tam, gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus zbliżył się do nich i przemówił tymi słowami:

„Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idęcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”.

Mt 28, 16-20


Jestem z wami


Przedział pociągu osobowego. Kilku pasażerów. Okazuje się, że jeden z nich nie ma biletu. Tłumaczy się swoim ubóstwem, dlatego też pozostali robią składkę i przy kontroli biletów płacą za niego. Drugi wsiadł – jak się okazało – do niewłaściwego pociągu. Cała grupka, zaaferowana sytuacją, próbuje w rozkładzie jazdy wyszukać mu najdogodniejsze połączenia. Na kolejnej stacji znowu wsiada pasażer. Milczący, nieobecny, różniący się od poprzednich jakąś zapisaną w oczach obojętnością. Mówi, że nie wie, dokąd jedzie – ważne jest tylko to, aby podróż była wygodna, aby przedział był I klasy i aby nikt mu nie mówił, na jakiej stacji ma wysiadać… Metafora życia, alegoria postaw ludzkich.

Człowiek jest istotą rozumną, potrzebuje jasnego celu swoich działań, horyzontu, który wyznaczałby trud codzienności, nadawał jej wartość. Potrzebuje sensu.

Apostołowie długo po Zmartwychwstaniu Jezusa tego sensu nie potrafili odnaleźć. Powrócili do swoich zajęć sprzed lat. Chwycili ponownie szorstkie rybackie wiosła. Zarzucili sieci. Jeszcze nie było w nich mocy. Jeszcze kierunek nie został do końca określony. To tak, jakby widzieli witraż, wszystkie jego kolory, barwy światła, ale ciągle od niewłaściwej strony. Niby wszystko jest „na wierzchu”, ale obraz odwrócony, nieczytelny. Oko gubi się, myśl zatraca… Trzeba było wstąpienia do Nieba ich Mistrza, a nade wszystko Zesłania Ducha Świętego, aby dokonało się przejście na drugą stronę – tak aby obraz się odwrócił, by móc spojrzeć na wszystko jak na jedną, spójną całość, aby plątanina ołowianych nitek i kolorów nabrała sensu. Wreszcie, aby stać się świadkami wszystkiego, co wcześniej wiedzieli.

Dziwić może postawa uczniów: odchodzi od nich Jezus, a oni „z wielką radością” wracają do Jerozolimy, wielbiąc i błogosławiąc Boga. Inaczej kojarzą się nam rozstania. Trzeba dobrze zrozumieć dzisiejszą uroczystość, ponieważ zapisany jest w niej moment mający kluczowe znaczenie dla rozumienia Kościoła. Jest to miejsce – przestrzeń, gdzie nie ma miejsca na samotność. Jezus jest w nim! Żyje! Przed tygodniem słyszeliśmy zapewnienie: Nie zostawię was sierotami. Bez tej Obecności – gdy z chrześcijaństwa wyrzuci się Boga (co mimo absurdalności stwierdzenia jest w praktyce dość często realizowane), pozostawiając tylko samą tradycję, zwyczaj, świat zaczyna rzeczywiście przypominać „boże igrzyska”…

Tylko z tej perspektywy Bożego działania widać cały „witraż życia”. Z jego radościami, zwycięstwami, ale też zranieniami i porażkami. Bóg wnosi weń światło, ożywia kolory, nadaje im blask. W Nim ludzka egzystencja ma kierunek, sens, wartość. Tutaj człowiek jest w stanie zrozumieć, „czym jest nadzieja jego powołania, czym bogactwo chwały dziedzictwa wśród święty i czym przemożny ogrom Jego mocy” (por. Ef 1, 18 n.). Także to, skąd się wziął i po co istnieje.

Życie ludzkie to podróż. Mająca swój początek, ale nie mająca kresu. Nie wolno przegapić właściwego pociągu, trzeba umieć wybrać ten właściwy. To wcale nie jest proste, bo propozycji jest coraz więcej, a większość „kursów” to droga donikąd.


Marcin Jasiński
drukuj