Dzieje wspaniałego Narodu
O historii Polski z prof. dr. hab. Jerzym Robertem Nowakiem, historykiem, politologiem, wykładowcą w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Dorota Zbierzchowska
Dlaczego warto poznawać historię Polski?
– Dlatego że jest wyjątkowo piękna. Słynny poeta międzywojenny Jan Lechoń w jednym z wierszy tak pisał o historii Polski: „czy są dzieje piękniejsze niż Twoje?”. Niedawno zmarły wspaniały hierarcha ksiądz arcybiskup Kazimierz Majdański określił historię Polski „dziejami wspaniałego narodu”. I to jest prawda, bo byliśmy jakimś wyjątkowym Narodem, który Michelet nazwał w XIX w. w „Historii francuskiej” najbardziej ludzkim Narodem, Narodem wyjątkowym, dlatego że w naszych dziejach było tak mało agresji i zaborów. Wręcz przeciwnie – Naród, który mając bardzo silne i wielkie państwo – 900 tys. km2 w końcu XVI wieku, nie dokonywał zaborów. Nawet nie pokusił się o odzyskanie swych utraconych terenów, tj. Śląska, co było wielkim błędem. Szlachta wymusiła na władcach zobowiązanie, że trzeba będzie specjalnej zgody, aby toczyć walkę, nawet kilkanaście kilometrów poza granicami kraju. Nie chcieliśmy agresji, za to tym bardziej pomagaliśmy innym narodom.
Jakie są według Pana Profesora najpiękniejsze karty
historii Polski?
– To nie tylko Wiedeń, ten wielki symbol, kiedy Polska uratowała chrześcijaństwo. Gdyby Turcy, którzy i tak trzymali Budapeszt i inne tereny, zdobyli wtedy Wiedeń, to by poszli dalej. Wcześniej uratowaliśmy Litwę przez unię polsko-litewską. Słynny współczesny litewski publicysta niepodległościowy Anastas Terleckas napisał, że gdyby nie pomoc Polski, gdyby nie zjednoczenie w ramach unii, to Litwa padłaby w ciągu kilkudziesięciu lat. Wpadłaby pod jarzmo zakonu krzyżackiego albo zostałaby rozbita przez plemiona tatarskie czy plemiona ruskie, o wiele liczniejsze od niej. Również uratowaliśmy w XVI wieku, o czym za mało się mówi, Łotwę od Iwana Groźnego. Wtedy Inflanty (dzisiejsza Łotwa) były bardzo zagrożone. Również tenże Anastas Terleckas przypomniał, że w 1920 roku, gdy była ta wielka bitwa pod Warszawą, a później – o czym warto pamiętać – także nad Niemnem, rozbiliśmy nawałę sowiecką w bitwie określanej mianem osiemnastej decydującej bitwy w dziejach świata i wtedy uratowaliśmy, jeśli nie całą Europę od dominacji bolszewizmu, to przynajmniej Europę Środkową. Bowiem po zwycięstwie nad nami, po opanowaniu Polski, na pewno zajęliby Czechy, Węgry (gdzie już wcześniej tliła się komuna w 1919 roku – Węgierska Republika Rad) i opanowaliby kraje bałtyckie. I znów przywołajmy Anastasa Terleckasa, który pisał o tym, że dla małej Litwy o 20 lat dłuższa rusyfikacja, która by wtedy nastąpiła, byłaby straszna. To, co mówił Stalin, że takie narody jak litewski to tylko kwestia wagonów do deportacji. Takich różnych zasług Polski jest bardzo wiele, nie mówiąc o tym, że byliśmy swoistą kolebką tolerancji w Europie, kiedy w jej ogromnej części panowała nietolerancja, prześladowanie z powodów innych przekonań, na tle narodowościowym. Także marszałek pruski Helmut von Moltke, XIX-wieczny przeciwnik Polski, pisał, że dawała ona przez całe stulecia przykład wyjątkowej tolerancji w Europie. Wtedy, gdy np. wszędzie prześladowano Żydów, to Polska była ich schronieniem. Świetny historyk żydowski Burnett Litvinoff w monumentalnym dziele wydanym w Londynie w 1988 roku „Antisemitism and Modern History” („Antysemityzm i nowoczesna historia”) na stronie 90 napisał: „Gdyby nie schronienie w Polsce w dobie średniowiecza i odrodzenia, Żydzi zniknęliby z mapy świata”.
W okresie komunizmu mieliśmy do czynienia z licznymi zafałszowaniami historii. Czy teraz zdarzają się manipulacje prawdą historyczną?
– Cytuję chętnie wypowiedź księdza biskupa Ignacego Deca z 11 listopada br. opublikowaną w „Naszym Dzienniku” o tym, jak niektórzy dalej fałszują historię, jak oskarżają Polaków o rzekomy antysemityzm, nacjonalizm, przeinaczają fakty. Przede wszystkim pomniejszają rolę wielkich Polaków. Od Bolesława Chrobrego poprzez księdza Augustyna Kordeckiego, poprzez hetmanów: Czarnieckiego, Chodkiewicza i Żółkiewskiego, Kościuszkę, po bohaterów Państwa Podziemnego. I tu trzeba powiedzieć, że w tym szczególnie niecną i niegodną rolę odgrywały „Gazeta Wyborcza” i postkomunistyczna „Trybuna”, gdzie zamieszczano ohydne stwierdzenia Jana Karskiego (niegdyś dzielnego kuriera, a w ostatnich kilkunastu latach przed śmiercią – renegata), który napisał, że „Polska była wrzodem Europy XIX wieku”. A prawda jest taka, że w tym czasie prawdziwie wielcy Europejczycy z różnych nacji, tacy jak Wiktor Hugo, twórca „Nędzników”, jak Ryszard Wagner, jak Lew Tołstoj, sławili Polskę. Georg Brandez (Morris Cohen), znakomity historyk literatury końca XIX wieku, żydowskiego pochodzenia, pisał, że Polska jest symbolem wszystkiego, co najszlachetniejsze, Polska i wolność to jedno. Byliśmy symbolem walki, zarówno o wolność w Polsce, jak i poza granicami. Przypomnijmy, że generał Józef Bem dotąd jest jednym z największych bohaterów narodowych Węgier, że ma swój pomnik, dziesiątki placów i ulic, że Rumuni chcieli go wybrać na swojego króla. Przypomnijmy również o roli Kościuszki czy Pułaskiego w Stanach Zjednoczonych. Jest tyle pomników pamięci ku czci Polaków.
A jakie są jeszcze inne ślady wielkich Polaków w świecie?
– Właśnie planuję czwarte wydanie książki „Co Polska dała światu”, ale tym razem ze zdjęciami i z pomnikami w różnych miejscach. Ciągle coś odkrywam. Dowiedziałem się, że w Kanadzie jest taki region nazwany „Kaszuby”, bo tam polscy osadnicy przybyli jako pierwsi z Kaszub, właśnie w latach czterdziestych XIX wieku. I tam właśnie bardzo rozwija się polski skauting. Tam m.in. jest pomnik Szarych Szeregów i pomnik Janusza Żurakowskiego, polskiego pilota, ogromnie zasłużonego dla lotnictwa Kanady. Postać tego Polaka uczczono wizerunkiem na kanadyjskiej dwudziestodolarówce. To jest takie przyjemne, jak się wciąż odkrywa pamiątki na cześć słynnych Polaków. Na przykład nad wodospadem Niagara jedyna tablica, jaka się tam znajduje, upamiętnia postać inżyniera Kazimierza Gzowskiego, który zbudował most nad tym wodospadem. A Strzelecki w Australii, a Góra Kościuszki? Mało kto wie, że to polski profesor był założycielem pierwszej liczącej się politechniki w Stanach Zjednoczonych, że Polak Zachary Cybulski był założycielem pierwszej wyższej uczelni na ogromnych terenach Syberii, że polski zakonnik Ryłło założył pierwszy uniwersytet w Libanie. Takich postaci jest wiele, kapitalnych, niedocenionych.
W jaki sposób przekonać młodzież, aby pokochała historię?
– Po prostu musi być jak najwięcej wykładowców mówiących barwnie, z humorem. Historia jest tak fascynująca! Dla mnie historia jest jak detektywistyka. To jest odkrywanie, śledzenie, tropienie. Wypatruje się różnych powiązań i najczęściej to się sprawdza. Trzeba mieć nosa do historii, tak jak Sherlock Holmes. Potem jak kamyk do kamyka układa się pewna mozaika. Wiele trzeba poszukiwać, wiele jest zatartych śladów, dlatego ja historię uważam za kapitalną rzecz, tylko ona musi być wykładana żywo, barwnie – taka, jaka jest. A nas zanudzano przy nauczaniu historii przez dziesięciolecia i trzeba zrobić wszystko, aby się to zmieniło. Bo historia jest naprawdę piękna i ciekawa.
Dziękuję za rozmowę i za niestrudzone odkrywanie tych pięknych kart w historii naszej Ojczyzny.
