Jak „Polska” czyściła PiS
Profesor Jan Szyszko
W odpowiedzi na artykuł „Polska wpuszczona w kanał, czyli jak PiS czyścił Bałtyk” zamieszczony w dzienniku „Polska” z 27.03.2008 r.
W dzienniku „Polska” z 27.03.2008 r. ukazał się artykuł Agaty Kondzińskiej i Grzegorza Rzeczkowskiego pt. „Polska wpuszczona w kanał, czyli jak PiS czyścił Bałtyk”. Czytamy w nim m.in.: „Dzień przed zaprzysiężeniem rządu Donalda Tuska kierowane przez Jana Szyszkę Ministerstwo Środowiska zgodziło się na niekorzystne dla Polski ustalenia, z których nasz kraj nie będzie w stanie się wywiązać. Chodzi o zmniejszenie ilości nieczystości wpływających z naszych rzek do Bałtyku – w ciągu 13 lat musielibyśmy ograniczyć ilość fosforu o 8,7 tys. ton i azotu o 62,4 tys. ton. (…) Aby wypełnić to zobowiązanie, musielibyśmy wydać nawet 25 mld zł, głównie na budowę i modernizację oczyszczalni ścieków. Tymczasem w tegorocznym budżecie państwa na ochronę środowiska zapisano ledwie 555 mln zł”. Autorzy przytaczają również wypowiedź doc. Pawła Błaszczyka z Instytutu Ochrony Środowiska w Warszawie, zgodnie z którą realizacja tego zamierzenia miałaby uderzyć Polaków po kieszeni: „Może się okazać, że z tego powodu Polaków nie będzie stać na płacenie 100-150 zł miesięcznie za odprowadzanie ścieków”. W dalszej części artykułu czytamy również: „Były minister środowiska Jan Szyszko i jego ówczesny zastępca Mariusz Orion-Jędrysek (…) umywają ręce. Szyszko twierdzi, że… nie wie, o jakie ograniczenia chodzi. (…) Tych niejasności i międzynarodowego blamażu łatwo można było uniknąć, gdyby poprzednie kierownictwo resortu środowiska przystało na propozycję polskich negocjatorów, by ustalenia w sprawie redukcji bałtyckich zanieczyszczeń zawarł już nowy rząd”.
Powyższe słowa nie budziłyby mojego zdziwienia, gdyby nie fakt, że autorzy artykułu, którzy zwrócili się do mnie z pytaniami w tej sprawie w Wielki Czwartek, 20 marca br., otrzymali odpowiedzi na nie już we wtorek, 25 marca br. rano, a więc znali je przed opublikowaniem wspomnianego tekstu. Warto przytoczyć treść wspomnianych pytań oraz moich na nie odpowiedzi:
1. Na jakiej podstawie Polska zobowiązała się do ograniczenia zrzutu fosforu i azotu do Bałtyku na konferencji krajów nadbałtyckich w dniach 14-15 listopada 2007 roku?
– Niezwykle interesujące pytanie. Uprzejmie proszę o przesłanie materiałów źródłowych.
Zrzut fosforu i azotu do Bałtyku należy ograniczać i to było – i mam nadzieję, jest – stanowisko Polski. Pamiętam i zawsze podnosiłem to na różnego rodzaju konferencjach, że przed konkretnymi zobowiązaniami należy, wśród państw sygnatariuszy, ujednolicić metody pomiaru i doprowadzić w statystykach do podawania wielkości odprowadzanych zrzucanych jednostek do Bałtyku, w przeliczeniu na głowę mieszkańca czy też 1 ha zlewni. Byłem również zwolennikiem maksymalnego ograniczenia zrzucanego ładunku fosforu i azotu, ale z uwzględnieniem rehabilitacji gleb rolnych. Mówiąc prosto, chodziło o włączenie do bilansu odprowadzanego fosforu i azotu do Bałtyku także fosforu i azotu z nawożonych gleb rolnych tej zlewni. Takie stanowisko reprezentowałem niezmiennie przed konferencją HELCOM w Polsce, podczas oficjalnej i nieoficjalnej wizyty ministra Szwecji w Warszawie (głównego orędownika szybkiego zmniejszenia zrzutu fosforu do Bałtyku), i mam nadzieję, że takie stanowisko reprezentowała Polska w dyskusjach w Krakowie. W tym miejscu mam propozycję dla dziennika „Polska”, podobnie jak dla ministra środowiska Szwecji, aby włączył się w akcję utworzenia monitoringu gleb rolnych w Europie. W pierwszym rzędzie monitoring ten winien być podjęty przez wszystkie kraje zlewni Bałtyku, gdzie zawartość fosforu i azotu w glebach rolnych winna być rozpatrywana na tle dynamiki mineralnego nawożenia tych gleb w całej zlewni (w przeliczeniu na 1 ha) w ciągu co najmniej ostatnich 40 lat.
2. Kto wyliczył, że w ciągu trzynastu lat Polska ograniczy zrzut fosforu o 8,7 tys. ton i azotu o 62,4 tys. ton do Bałtyku?
– Również niezwykle interesujące pytanie i uprzejmie proszę o podanie źródła, skąd to Państwo wiecie i jak ta osoba (instytucja), i na bazie jakiej metodyki wyliczyła to w odniesieniu do innych państw zlewni Bałtyku? Jest to interesujące, szczególnie w świetle pytania nr 1 i mojej odpowiedzi na to pytanie.
3. Dlaczego Polska się na to zgodziła na dzień przed zaprzysiężeniem nowego rządu? I dlaczego nie zgodził się Pan na styczniowy termin konferencji, który proponował Krajowy Zarząd Gospodarki Wodnej?
– Jak wyżej. Bardzo proszę o podanie dokumentu (materiału źródłowego) i wyjaśnienie, co to ma czy też może ewentualnie mieć wspólnego z powołaniem nowego rządu. Konkretny termin ministerialnej konferencji HELCOM w Krakowie został ustalony, jak przypuszczam, przynajmniej rok wcześniej, a Konwencja HELCOM, której Polska jest założycielem (1974 rok), trwa wiele lat. W tym czasie nastąpiło wiele zmian różnych rządów spośród sygnatariuszy Konwencji i nie przypominam sobie, aby jakiekolwiek terminy spotkań tej organizacji były zmieniane z tego względu.
Druga część pytania jest całkowicie niezrozumiała, a moje pytanie brzmi, skąd Państwo macie takie informacje? Pragnę w tym miejscu podkreślić, że przygotowanie konferencji trwa długo, chociażby ze względu na konieczność zarezerwowania hoteli, sali kongresowej i czasu oficjalnych przedstawicieli (ministrów). Pragnę także zaznaczyć, że Konferencja HELCOM w Krakowie była wpisana, podobnie jak inne spotkania międzynarodowe, w scenariusz realizacji polityki ekologicznej Polski, której zwieńczeniem miała być XIV Konferencja Stron Konwencji Klimatycznej ONZ w Poznaniu (grudzień 2008). Jednym z takich etapów była także V Ministerialna Konferencja Ochrony Lasów w Europie na temat „Lasy dla jakości życia” (5-7 listopada 2007 r.), w której uczestniczyły osoby odpowiedzialne za lasy (ministrowie) z 47 państw nie tylko Europy, ale i świata (zał.). Wtedy powstały dwie rezolucje „Lasy, drewno i energia” oraz „Lasy i woda” do zaprezentowania na XIII Konferencji Stron Konwencji Klimatycznej na Bali (Indonezja 2007), a następnie na XIV Konferencji Stron w Poznaniu (2008). Mimo iż Ministerialna Konferencja w Warszawie była wielkim sukcesem Polski i polskiego leśnictwa, mimo iż konferencje otwierał prezydent, mimo iż były zorganizowane konferencje prasowe, na które zaproszeni byli dziennikarze najbardziej znanych dzienników, media w następnych dniach nie zauważyły tego wydarzenia. Jak wyglądały pierwsze strony czasopism w tym czasie, można zobaczyć w archiwum, o co Państwa proszę. Abyście Państwo zdali sobie sprawę, jak skomplikowany jest proces przygotowania konferencji międzynarodowej, przesyłam w załączeniu opublikowane sprawozdanie, wierząc, że być może dziennik „Polska” zamieści chociażby krótkie sprawozdanie z tej imprezy z zaznaczeniem, że była to jedna z największych ministerialnych konferencji w Polsce w ostatnich latach, a Polska była – i mam nadzieję – będzie krajem sukcesu w zakresie kreowania polityki ekologicznej na świecie.
4. Czy upoważnił Pan pana ministra Mariusza Oriona Jędryska do zawarcia tego porozumienia?
– Nie wiem, o jakie porozumienie Państwu chodzi. Wszelkie dokumenty znajdują się w Ministerstwie Środowiska i tam można wszystko sprawdzić. Po otrzymaniu od Państwa pytań kontaktowałem się z panem prof. dr. hab. Mariuszem Orionem Jędryskiem. Poinformował mnie, iż nie przypomina sobie, aby podpisywał cokolwiek w trakcie trwania konferencji HELCOM w Krakowie.
5. Na ile oszacowano w Ministerstwie Środowiska koszty tego zobowiązania, gdy Pan nim kierował?
– Proszę o sprecyzowanie pytania. Nie wiem, jakie zobowiązania macie Państwo na myśli. Wszelkie koszty szacuje się w oparciu o konkretne dane. Jestem przekonany, że po jasnym sprecyzowaniu pytania konkretną odpowiedź można uzyskać w Ministerstwie Środowiska.
Kończąc, uprzejmie informuję, że nie mogłem Państwu udzielić odpowiedzi do poniedziałku, tj. 24 marca 2008 r., gdyż pismo od Państwa moje biuro poselskie otrzymało w Wielki Czwartek (20.03.2008 o godz. 18.27), a jak poinformowała Państwa pracowniczka mojego biura, do Wielkiego Poniedziałku (24.03.2008) obchodzone są w kraju Święta Wielkiej Nocy, jedne z największych Świąt kościelnych w Polsce.
Z wyrazami szacunku
Jan Szyszko
Wygląda na to, że w świetle przytoczonej przeze mnie korespondencji celem wspomnianego artykułu zamieszczonego w dzienniku „Polska” było nie tyle wyjaśnienie sprawy, co wprowadzenie w błąd opinii publicznej. Czyżby chodziło o udowodnienie tezy, iż dziennik „Polska” dba o interes Polski i Narodu, a były minister środowiska, z niewiadomych nikomu przyczyn, chce doprowadzić do tego, aby każdy Polak musiał płacić od 100 do 150 zł miesięcznie? Mam jednak nadzieję, że się mylę, a treść zamieszczonego tekstu wynika z niekompetencji autorów, a nie celowego działania.
Autorzy twierdzą, że aby dokonać tak dużej redukcji zrzutu fosforu i azotu do Bałtyku, należałoby wydać w Polsce w ciągu 13 lat 25 mld zł, podczas gdy w budżecie mamy zaledwie 555 mln złotych. Z tej zbitki informacyjnej można szybko wyliczyć, że rocznie należałoby inwestować około 2 mld zł, a budżet, o ile byśmy go w całości przekazali na ten cel, partycypowałby w 25 procentach. Pragnę w tym miejscu poinformować, iż te dwie liczby (25 mld i 555 mln) mało mają ze sobą wspólnego.
Ze względów edukacyjnych autorom artykułu pragnę przypomnieć parę danych, które myślę, że każdy w Polsce zna, a jak nie zna, to winien poznać. Otóż na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku rozpoczęliśmy proces przebudowy państwa w kierunku gospodarki rynkowej oraz – przyjmując decyzję Sejmu RP w 1991 roku – politykę ekologiczną państwa. Przynajmniej do końca roku 2000 realizowaliśmy ją konsekwentnie, bez względu na to, jaka opcja polityczna była przy władzy. Wymiernym efektem tych działań okazały się inwestycje proekologiczne. Kształtowały się one w końcu lat 90. ubiegłego wieku na poziomie 2,1 mld euro rocznie. Stanowiło to ponad 8 proc. wszelkich nakładów inwestycyjnych i ponad 1,7 proc. PKB brutto inwestycji proekologicznych. W budowie było ponad 1300 oczyszczalni ścieków, a 400 rocznie oddawano do użytku. Interesująco wyglądała struktura nakładów na inwestycje. Budżet państwa partycypował na poziomie 2-4 procent. W przybliżeniu tyle samo wynosiły zagraniczne środki pomocowe. Pozostałą część stanowiły głównie środki własne, fundusze ekologiczne i kredyty. Wielkość wydawanych środków oraz ich struktura plasowały nas w czołówce państw wysoko rozwiniętych. Ponosiliśmy od lat wielki wysiłek, procentowo większy niż w przypadku większości rozwiniętych państw świata. Ale były tego efekty. W stosunku do roku 1990, na koniec lat 90. ubiegłego wieku obniżyliśmy emisję pyłów do atmosfery o 57 proc., emisję związków siarki o 48 proc. i związków azotu o 27 procent. Ilość ścieków odprowadzanych do rzek bez oczyszczania spadła o 70 procent. Emisja dwutlenku węgla zmniejszyła się w 1998 roku do poziomu 338 mln ton, wynosząc w końcu lat 80. ponad 477 milionów. Był to niewątpliwie ogromny postęp i nie wynikał on z zapaści gospodarczej, gdyż wzrost PKB brutto w tym czasie był ewidentny. Śmiało można mówić w tym przypadku o sukcesie gospodarczym wysoko ocenianym na świecie. Według danych OECD z roku 1996, dotyczących emisji dwutlenku węgla z wykorzystania energii, wśród najwyżej rozwiniętych państw świata obniżki emisji w stosunku do roku bazowego, i to w zdecydowanie mniejszej proporcji niż Polska, dokonały jedynie Niemcy, Czechy, Węgry i Wielka Brytania.
Według prognoz, koniec lat 90. to konieczność wydania na inwestycje proekologiczne około 100-120 mld zł do roku 2010 celem osiągnięcia ówczesnych standardów UE.
Jak wyglądają nasze prognozy w chwili obecnej? Początek nowego wieku, a więc okres zachłyśnięcia się obiecywanymi pieniędzmi z UE, charakteryzuje się istotnym spadkiem nakładów na inwestycje proekologiczne. Z poziomu 10 mld zł (1,7 proc. PKB) w roku 1999 doszliśmy do około 6 mld (0,6 proc. PKB) w roku 2005, z prognozą konieczności wydania 170 mld do roku 2015. Tak więc brakuje nam, dla osiągnięcia wynegocjowanych wskaźników środowiskowych, zdecydowanie więcej w chwili obecnej niż w roku 1999.
Podkreślam, że dane te podaję w celach edukacyjnych dla autorów wspomnianego artykułu w dzienniku „Polska”, tylko i wyłącznie z tego powodu, iż jestem święcie przekonany, że kierują się oni troską o Polskę i Polaków. Nie wierzę bowiem, aby chcieli zakamuflować informacje o tym, że po wstąpieniu do UE i otrzymywaniu pomocy nastąpiła zapaść w inwestycjach proeklogicznych. Nie wierzę również, że celowo odpowiedzialnością za tę zapaść chcieli obarczyć ministra z PiS. Również ze względów edukacyjnych pragnę poinformować autorów artykułu, że Polska liczy około 38,5 mln mieszkańców. Gdyby, jak przewidują, każdy z Polaków na skutek „karygodnej” decyzji Ministerstwa Środowiska, kierowanego przez ministra z PiS, zapłacił od 100 do 150 zł miesięcznie, to rocznie zapłaciliby oni (38,5 mln mieszkańców x 12 miesięcy x od 100 do 150 zł miesięcznie) od 46,2 do 69,3 mld złotych. Na czym więc polega problem? Tylko w ciągu jednego roku uzyskano by sumy znacznie większe od przewidywanych 25 mld zł, pozwalające z wielką nawiązką rozwiązać problem fosforu i azotu, nie tylko w Polsce, ale i w całej zlewni Bałtyku. Proponuję w tym miejscu autorom, aby w ramach współdziałania w imię dobra Polski zgłosili swoją wizję w formie propozycji do wszystkich państw, sygnatariuszy HELCOM-u, zobowiązując się do pierwszych wpłat.
Jest jeszcze jeden element, nad którym warto się zastanowić. Otóż w zeszłym roku, w „Dzienniku” z 11.09.2007 r. w artykule „Bałtyk zamienia się w bajoro”, autorstwa Izabeli Marczak, zarówno nasz kraj, jak i minister środowiska atakowany był za to, że Polska jest głównym trucicielem Bałtyku, gdyż nie przywiązuje wagi do redukcji fosforu. O dziwo, przytaczano tu podobne liczby ładunku fosforu i azotu. Czynione przez Ministerstwo Środowiska próby sprostowania tych danych, mówiące, że szacunki są złe i należy je przeliczyć na głowę mieszkańca lub też 1 ha zlewni, nie odnosiły żadnego skutku. W zeszłym roku Polska była więc krytykowana za to, że truje Bałtyk, a teraz za to, iż chce go oczyścić. Kończąc, mam propozycję dla autorów, aby zainicjowali śledztwo dziennikarskie i spróbowali wyjaśnić, czym jest spowodowana zmiana stanowiska i obecna krytyka. Być może interesująca będzie informacja, że ubiegłoroczna krytyka w „Dzienniku” była zbieżna z protestem Polski przeciwko budowie gazociągu na dnie Morza Bałtyckiego. Polska zaczęła bowiem domagać się wtedy oceny oddziaływania tej inwestycji na środowisko, również pod kątem możliwości uruchomienia zdeponowanych związków fosforu i azotu na dnie morza. W ramach rozpoznania proponuję również, aby autorzy artykułu z dziennika „Polska” zasugerowali bardzo prostą metodę zmniejszenia zrzutu fosforu i azotu do Bałtyku poprzez próbę zakazu produkcji w Polsce detergentów na bazie fosforu, podobnie jak miało to miejsce na terenie niektórych państw „starej piętnastki”. Wydaje mi się, że koszty byłyby zdecydowanie niższe niż stosowanie najnowszych technologii oczyszczania ścieków.
Proponuję również, aby dziennik „Polska” włączył się także w akcję utworzenia monitoringu gleb rolnych państw Morza Bałtyckiego pod kątem zanieczyszczenia ich fosforem i azotem na tle dynamiki mineralnego nawożenia tych gleb w całej zlewni (w przeliczeniu na 1 ha) w ciągu co najmniej ostatnich 40 lat wraz z planem rehabilitacji tych gleb w przyszłości.
