Cuda dzieją się za sprawą ludzi
Z prof. dr hab. Marią Teresą Lizisową, językoznawcą z Instytutu Filologii Polskiej Akademii Pedagogicznej w Krakowie, sygnatariuszką apelu do środowisk akademickich w solidarności z Wyższą Szkołą Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Katarzyna Cegielska
Pani Profesor podpisała się pod listem solidaryzującym się z Wyższą Szkołą Kultury Społecznej i Medialnej wraz z akademickim środowiskiem krakowskim. Skąd Pani Profesor dowiedziała się o uczelni?
– O toruńskiej uczelni głośno było w mediach na przełomie grudnia i stycznia br. w związku z odmówieniem jej przez rząd dofinansowania z funduszy Unii Europejskiej przeznaczonych na rozwój uczelni w Polsce. Był to wówczas temat dominujący dla wszystkich mediów, swoista agenda-setting z wykorzystaniem nie do końca sprawdzonych wiadomości, spychająca na dalszy plan wszystkie inne tematy. Słuchając Radia Maryja i oglądając Telewizję Trwam, łatwo było zauważyć słaby głos obrony Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej przed nasilonym atakiem. Odruch solidarności był tu jak najbardziej naturalną reakcją.
Jak Pani Profesor, jako osoba z zewnątrz, z innego środowiska akademickiego, postrzega to, co się dzieje wokół uczelni, skąd bierze się ta nieprzychylność wobec WSKSiM?
– Da się to wytłumaczyć w prosty sposób w kontekście komercjalizacji mediów. Jeśli funkcjonują na medialnym rynku katolickie ośrodki informacji, to są one konkurencją dla ośrodków liberalnych. Świadomość społeczeństwa, sposób myślenia i zachowania kształtuje przemysł medialny. Z tego względu dziennikarstwo nazywa się czwartą władzą. Znaczenie słowa nie tylko bezpośrednio odzwierciedla rzeczywistość, do której się odnosi. Słowa niosą z sobą także treści i skojarzenia podtekstowe – informują, ale też nakłaniają, kształtują postawy odbiorców informacji. Łatwo tu o manipulację, o brak rzetelności przekazu: treści negatywne można podawać jako pozytywne i odwrotnie. Tak było w języku propagandy PRL-owskiej, zwanym nowomową. Ale można też rzetelnie używać słów, a przez układ wyrazów mądrze i stosownie budować zdania. Nazywa się to uczciwością dziennikarską, która polega na tym, że rozmówca mówi to, co myśli. Interakcja komunikujących się osób przebiega wówczas normalnie. Niestety, przy dziennikarskiej rekonstrukcji zjawisk i procesów podawanych do publicznej wiadomości uczciwość często zawodzi. Jeżeli więc istnieje uczelnia kształcąca przyszłych dziennikarzy, świadomych odpowiedzialności za głoszone słowo, może to być odbierane w kategoriach zagrożenia dla istniejącego stanu rzeczy. Bo jej absolwenci, mam nadzieję, będą tworzyli inną rzeczywistość medialną niż ta, której sobie życzą osoby budujące liberalne media.
Sygnatariusze krakowskiego listu napisali, że tendencyjne wystąpienia przeciw uczelni uwłaczają środowisku akademickiemu…
– To prawda. Nie chciałabym, żeby moja krakowska uczelnia była tak atakowana, byłoby to oburzające. Dlaczego mówi się publicznie o czymś źle, jeśli się nic na ten temat nie wie? Nie ma ku temu podstaw i nie wolno tego robić, pominąwszy wszystkie względy, także orientację kształcenia. A poza tym uważam, że kształcenie w instytucjach katolickich z perspektywy ewangelizacyjnej misji Kościoła katolickiego jest po prostu niezbędne. Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej to uczelnia na fundamentach katolickich – tym bardziej zasługuje na znak solidarności.
Jak Pani Profesor ocenia rynek medialny w Polsce?
– Nie najlepiej. W telewizji oglądam zwykle serwisy informacyjne, programy publicystyczne i komentarze polityczne. Na resztę szkoda mi czasu. Oglądam Telewizję Trwam ze względu na programy edukacyjne i religijne, także obiektywnie prezentowane informacje bieżące. Obserwowałam minioną kampanię wyborczą i zwróciłam uwagę, że w Telewizji Trwam spotkania z politykami miały nie tylko cel propagandowy, lecz także edukacyjny – oprócz prezentacji programu politycznego uczyły potrzebnych w działalności parlamentarnej zachowań społecznych, informowały o predyspozycjach kandydatów do pełnienia funkcji publicznych. Brakowało tego w innych stacjach telewizyjnych i radiowych, a szkoda.
Na co jeszcze zwraca Pani uwagę w czasie odbioru programu telewizyjnego czy radiowego?
– Byłam wychowana w domu religijnym, mama śpiewała Godzinki, ja jako dziecko na pamięć znałam wszystkie zwrotki. Potem zapomniałam. W dorosłym wieku żyło się w ciągłym biegu. Radio Maryja przenosi mnie w tamten świat z lat dziecinnych, wiele rzeczy sobie przypomniałam, wiele na nowo odkryłam, wiele się nauczyłam. Nawet takie wykłady z dziedziny filozofii to prawdziwa propedeutyka nauk humanistycznych, otwierająca szerokie perspektywy rozumienia świata. Z Radiem uczę się też na nowo modlić. Jestem przekonana, że Radio Maryja jest cudem. Cuda dzieją się za sprawą ludzi.
Pani Profesor wspomniała o politycznej nowomowie, proszę ją krótko scharakteryzować.
– Nowomowa jest językiem totalitarnego państwa. Obecna była w militarnej mowie Trzeciej Rzeszy i w socjalistycznej propagandzie. W zmonopolizowanych środkach masowego przekazu łatwo było za pomocą odpowiednich środków języka tak prezentować rzeczywistość, żeby ta prezentacja służyła do przyjęcia przez społeczeństwo postaw pożądanych przez władzę. Efektem propagandowym było tworzenie pewnego świata umownego, pozostającego wobec rzeczywistości politycznej, gospodarczej czy społecznej w relacji niezupełnie jasnej zależności. Było więc powszechnym zakłamaniem. Skonwencjonalizowane i sztywne, ograniczane cenzurą przekazy medialne podawały określenia uogólniające, insynuujące porozumienie między nadawcą i odbiorcą, negatywną kwalifikację zjawisk, o których się mówi, deprecjację przeciwnika, głębokie presupozycje powszechnego dobra tam, gdzie w drugim nurcie informacji wyrażane były treści negatywne. Językowe środki perswazji i nakłaniania, istotne dla nowomowy, są obecne w każdej odmianie języka, mechanizmy językowe wszędzie są takie same, ani dobre, ani złe. Ważne, jak człowiek ich użyje. Obecnie nie ma warunków politycznych ani społecznych dla nowomowy. Media, nawet te, które zależą od jakiejś opcji politycznej czy ideologicznej, są z pozycji prawa niezależne. Inna sprawa, kto je finansuje, bo słucha się tego, kto daje pieniądze.
Jak Pani Profesor ocenia zmiany, jakim podlega język polski – ten, którym posługujemy się na co dzień?
– Mowa nasza nas zdradza. W sposobie mówienia dajemy świadectwo, skąd jesteśmy i co prezentujemy. A język jest zaśmiecany wulgaryzmami, nawet w parlamencie mówi się językiem nieparlamentarnym, wiele do życzenia pozostawiają też wystąpienia publiczne. Dlatego ważne jest kultywowanie dobrych tradycji kultury języka ojczystego.
Bardzo istotny w języku polskim jest akcent. Jakie ma on znaczenie?
– Akcent polega na wyróżnianiu za pomocą środków głosowych (fonetycznych) niektórych części wyrazów (sylab). W zdaniu akcentuje się wybrane słowa celem uwydatnienia ich znaczenia lub zabarwienia emocjonalnego. Akcentowane elementy języka różnią się od nieakcentowanych energią artykulacyjną, tonem, wzdłużeniem. Akcent nadaje wypowiedzi wyrazistość, ale też urodę. Złe akcentowanie razi nas, podobnie jak niestaranna artykulacja. Ton głosu rozmówcy pozytywnie lub destrukcyjnie wpływa na odbiorcę.
Dziękuję za rozmowę.
