PiS rozmyśla o traktacie…

Zbigniew Girzyński: Kwestia referendum jest już raczej zamknięta, pozostaje nam głosowanie w Sejmie. Wbrew pozorom większą szansą, aby Polska nie przyjęła traktatu lizbońskiego, jest droga parlamentarna

Część posłów Prawa i Sprawiedliwości oczekuje podjęcia poważnej dyskusji wewnątrz ugrupowania dotyczącej przyszłej uchwały w sprawie ewentualnej ratyfikacji przez Polskę traktatu lizbońskiego. Niewykluczone, że równie ważna debata odbędzie się także w Sejmie. Zadanie to jednak utrudnia marszałek Bronisław Komorowski, który chce jak najszybciej doprowadzić do przegłosowania ratyfikacji traktatu w parlamencie.

– Jest obietnica ze strony władz partii, że odbędzie się w tym zakresie poważna debata wewnątrz klubu dotycząca naszego stanowiska w sprawie ratyfikacji, bo nie jest ono przesądzone. Istnieje grupa polityków, która w tym zakresie stawia sprawę dosyć jednoznacznie, że za taką ratyfikacją nie będzie głosowała, natomiast pozostała część klubu nie ma w tej materii jednoznacznego zdania, a prezes również powiedział, iż w tym temacie jeszcze nie podjął decyzji – powiedział nam wczoraj Zbigniew Girzyński, poseł PiS. Zaznacza on jednocześnie, że opinia Jarosława Kaczyńskiego będzie przez wielu działaczy PiS brana poważnie pod uwagę. – Tę debatę mamy więc jeszcze przed sobą – dodaje. Girzyński uważa, iż powinna się ona odbyć przed decyzją parlamentu w sprawie ratyfikacji, którą marszałek Bronisław Komorowski chciałby widzieć na najbliższym posiedzeniu Sejmu. – Uważam, że tutaj marszałek niepotrzebnie się spieszy. Polska jako strona traktatu ma jeszcze czas na podjęcie decyzji o ratyfikacji do końca roku – podkreśla.

Zdaniem Gabrieli Masłowskiej, posłanki PiS, istotne jest również to, by odbyć poważną debatę na sali plenarnej Sejmu. – Nie wyobrażam sobie, żeby PiS nie domagało się takiej debaty, bo praktycznie wcześniej jej nie było. Aż do czasu jej odbycia należy także odłożyć procedowanie nad tą ustawą – twierdzi.

Coraz więcej listów z prośbą o przeprowadzenie referendum w sprawie przyjęcia przez Polskę traktatu lizbońskiego dociera do prezydenta Lecha Kaczyńskiego, Kancelarii Prezesa Rady Ministrów oraz poszczególnych posłów. Politycy PiS zapewniają, że odnoszą się do nich z szacunkiem i są świadomi tego, że pochodzą one od osób przeciwnych ratyfikacji. – Sam fakt, że podczas głosowania nad formą ratyfikacji traktatu nie było dyscypliny klubowej i że odbyła się na ten temat swobodna dyskusja w klubie, świadczy o tym, iż jednak PiS liczy się z opinią publiczną – zauważa Masłowska.

Jednak według Girzyńskiego, kwestia przeprowadzenia referendum jest już raczej zamknięta – pozostaje nam głosowanie w Sejmie. – Wbrew pozorom większą szansą, aby Polska nie przyjęła traktatu lizbońskiego, jest droga parlamentarna. W przypadku referendum wystarczy bowiem zwykła większość wśród głosujących, a więc 51 proc., aby ten traktat został ratyfikowany, natomiast w Sejmie potrzeba grupy 154 posłów, przy założeniu 100-procentowej frekwencji na sali, aby zablokować jego przyjęcie przez Polskę. Parlament zatem, żeby ratyfikować traktat, musi przeprowadzić stosowną ustawę, powziętą większością 2/3 głosów – konkluduje poseł Girzyński.

– Oczywiście, teoretycznie większą szansą na odrzucenie traktatu lizbońskiego jest droga parlamentarna, ale wymaga to decyzji Jarosława Kaczyńskiego – mówi Marek Jurek, lider Prawicy Rzeczypospolitej. – Potrzebne w tym celu 154 głosy wymagają praktycznie pełnego zaangażowania PiS i wykluczenia przez ten cały klub parlamentarny poparcia dla traktatu. Innymi słowy, 154 głosujących przeciwko bądź wstrzymujących się od głosu posłów blokuje skutecznie jego przyjęcie – tłumaczy. – Wszystko teraz leży więc w rękach PiS, ale jeżeli nie będzie w tej partii pełnej determinacji, żeby zablokować traktat, to powinni oni przynajmniej dać opinii publicznej możliwość zorganizowania referendum i otwartej debaty na ten temat. Poza wszystkim najrozsądniejszą dzisiaj strategią jest niespieszenie się z jego ratyfikacją, dopóki nie rozstrzygnie się stanowisko państw, w których jego przyjęcie jest najmniej pewne – uważa Marek Jurek.


Jacek Dytkowski
drukuj