Uratowała własne dziecko

Powiedzieć życiu TAK


Dwadzieścia lat temu pani Krystyna była w stanie błogosławionym. Jej pierworodne maleństwo miało już pięć miesięcy, kiedy niespodziewanie jego mama zaczęła krwawić. Zagrożone było jej życie i życie dziecka, które nosiła. Żyją oboje.

– To było bardzo silne krwawienie, właściwie krwotok. Szybko zadzwoniłam do lekarza, a on stwierdził, że po takim krwawieniu dziecko na pewno nie żyje i kazał mi jechać do szpitala, by je „wyskrobać”. Podkreślił, że jeśli tego nie zrobię natychmiast, to nie tylko stracę dziecko, ale także sama tego nie przeżyję – opowiada pani Krystyna, dodając, że choć bardzo się bała, nie posłuchała lekarza i została w domu. – Choć mąż bardzo nalegał, bał się, że mnie straci, ja powiedziałam „nie”. Coś mnie trzymało w domu, mówiło: „Nie jedź, bo je naprawdę stracisz”. Zaufałam więc Panu Bogu, intensywnie się modliłam. Nie wstawałam z łóżka. Wszystko koło mnie robił mój mąż. Rozmawiałam z moim maleństwem, zapewniałam je, że wszystko będzie dobrze, że czuwam i otaczam je opieką – opowiada kobieta.

Krwawienie – jak się pojawiło, tak też ustało. Po kilku dniach kobieta zrobiła badania i okazało się, że jej dziecko żyje i ma się całkiem dobrze. – Nie zapomnę słów mojej znajomej, która przyniosła mi wynik moczu i powiedziała: „Jesteś w ciąży, wszystko jest dobrze, wynik jest pozytywny” – wspomina pani Krystyna. Potem przez kolejne miesiące nie działo się nic złego. – Wszystko było w porządku. Już nigdy nie było żadnych, nawet najmniejszych krwawień. Dziecko rozwijało się prawidłowo i o terminie urodził się wspaniały chłopiec, duży, piękny. Nasz Adaś… ukochane dziecko – mówi pani Krystyna i dodaje: – Każdego dnia dziękuję Bogu za to, że wówczas nie pojechałam do szpitala. Retorycznym pozostanie pytanie, czy Adaś żyłby, gdybym wówczas posłuchała lekarza… Swoim świadectwem chcę przestrzec lekarzy, którzy często pochopnie wydają wyroki śmierci. Panem życia i śmierci jest Bóg. To On daje życie i je zabiera. Nasz Adaś jest wyrzutem sumienia dla lekarza, którego w trudnej sytuacji poprosiłam o pomoc, a który skazał go na śmierć. Mam nadzieję, że w kolejnej trudnej sytuacji zastanowił się, zanim podjął tego rodzaju decyzję.


Małgorzata Pabis
drukuj