Traktatowi trzeba powiedzieć: NIE

Z Kathy Sinnott, irlandzką poseł do Parlamentu Europejskiego (uniosceptyczna grupa Niepodległość i Demokracja) i obrończynią życia, rozmawia Mariusz Bober


Poznamy wreszcie dokładną datę irlandzkiego referendum w sprawie traktatu reformującego Unię Europejską?


– Prawdopodobnie odbędzie się ono w maju lub nawet wcześniej – przynajmniej takie są plany na tę chwilę. Jednak ostateczna decyzja jeszcze nie została podjęta. Myślę, że referendum raczej nie zostanie opóźnione, ponieważ także rządowi i partiom koalicyjnym zależy na jak najszybszym rozstrzygnięciu tej sprawy.


Ostatnie badania opinii publicznej pokazują, że ponad 70 proc. Irlandczyków nie wie jeszcze, jak zagłosuje. Dlaczego jest tak wielu niezdecydowanych kilka miesięcy przed głosowaniem?


– Najnowsze dane wskazują, że jest to obecnie ok. 62 proc. mieszkańców naszego kraju.


To mimo wszystko bardzo dużo…


– Pierwszy powód tego, że jest tak wielu niezdecydowanych, to ten, że w ciągu ostatnich lat nieco pogorszyła się sytuacja gospodarcza w kraju. Jeszcze 2-3 lata temu, gdy w Irlandii planowano przeprowadzić referendum w sprawie unijnej konstytucji [ostatecznie rząd odłożył to referendum „ad acta” – przyp. red.], notowaliśmy duży wzrost gospodarczy i wiązało się to z poparciem dla Unii. Teraz gospodarka śpi. Poza tym rolnicy obawiają się planowanego przez UE szerszego importu cukru z innych krajów i ograniczenia jego produkcji w krajach unijnych. Dlatego niektórzy boją się jeszcze większego niż dotychczas zwiększenia władzy dla Komisji Europejskiej.


Co Irlandczycy wiedzą o traktacie reformującym? Pani rodacy zdają sobie sprawę z tego, że dokument ten jest pod względem merytorycznym niemal dokładnie taki sam jak projekt unijnej konstytucji?


– Przede wszystkim są starania, aby nasi obywatele odebrali traktat reformujący jako coś nowego i dobrego dla nich.


A więc raczej nie dostrzegają w tym dokumencie zagrożeń dla suwerenności kraju, moralności i gospodarki?


– Część ludzi tak rzeczywiście myśli. Znam takich, którzy aktywnie działają na rzecz ochrony życia. Oni poważnie obawiają się, że zabezpieczenia w tej dziedzinie zawarte w irlandzkiej konstytucji mogą być zagrożone przez traktat reformujący. Jego przyjęcie może także oznaczać przyzwolenie na klonowanie ludzkich embrionów. To zaś oznacza również, że część z nich byłaby zabijana.


Zagrożenia takie są tym bardziej realne, że traktat reformujący przewiduje wyższość prawa unijnego nad ustawodawstwem krajów członkowskich.


– Dokładnie. To jest duże zagrożenie dla Irlandii, która ma restrykcyjne prawo dotyczące aborcji. Stoi ono w sprzeczności z prawem unijnym i orzecznictwem Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Dlatego obawiam się, że traktat reformujący w dłuższej perspektywie będzie miał negatywne konsekwencje dla ochrony życia.


Irlandczycy wiedzą o tych zagrożeniach?


– Niektóre grupy rozpoczęły przed Świętami Bożego Narodzenia kampanię informacyjną w tej sprawie. Pełną parą kampania ruszy zapewne w tym miesiącu. Trudno do końca ocenić, czy ludzie zdają sobie sprawę z zagrożeń, ponieważ większość mediów zaangażowała się w przekonywanie do przyjęcia traktatu reformującego. Mimo to nie składamy broni i zamierzamy przeprowadzić mocną kampanię przekazującą informacje na temat traktatu.


Czy dostrzegane są także inne problemy, które może wywoływać ten dokument?


– Są formułowane zastrzeżenia co do planów budowy wspólnej armii unijnej i planów ujednolicania polityki zagranicznej. Ponadto – jak już wspomniałam – farmerzy obawiają się zbytniej liberalizacji w handlu artykułami rolnymi i dopuszczenia taniej konkurencji z takich państw, jak np. Brazylia. To nowość, ponieważ do tej pory farmerzy popierali integrację z UE z uwagi na dopłaty, które otrzymywali. Również po raz pierwszy przedsiębiorcy obawiają się wzmocnienia władzy UE, gdyż do tej pory w Irlandii obowiązują niskie podatki. Tymczasem Komisja Europejska zmierza do harmonizacji stawek podatkowych, co dla naszego kraju będzie oznaczało podniesienie obciążeń fiskalnych.


Dlaczego w takim razie irlandzki rząd tak bardzo zaangażował się w propagowanie traktatu reformującego? Niedawno media relacjonowały, jak przekonywał, iż musi „wygrać” to referendum.


– Oni po prostu boją się, że wyborcy nie wybiorą ich przy następnych wyborach. Myślę, że powinniśmy się sprzeciwić temu projektowi.


Jakie będą konsekwencje ewentualnego przyjęcia traktatu dla Irlandii?


– Nie wiem, co się wydarzy po przyjęciu tego dokumentu, ale uważam, że powinniśmy powiedzieć mu: nie.

Czy Irlandczycy nie będą obawiać się takiej decyzji? Po odrzuceniu traktatu z Nicei przed siedmiu laty Pani kraj został poddany ostrej krytyce ze strony pozostałych państw UE.

– Być może będzie miało to znaczenie i być może Irlandczycy przyjmą traktat, choć mam nadzieję, że tak się nie stanie. Liczę, że nie ulegną propagandzie partii, które zaangażowały duże środki, aby przekonywać do głosowania na „tak”. My będziemy jednak mówić ludziom, aby nie bali się powiedzieć „nie” temu projektowi.


W dyskusji prowadzonej na temat traktatu reformującego pojawiają się opinie, że cel, jakiemu służy ten dokument, usprawiedliwia poświęcenie pewnych swobód obywatelskich czy narodowych. Przekonuje się, że dzięki temu dokumentowi Unia zbuduje swoją siłę, stanie się „pokojowym imperium” i będzie mogła rywalizować z obecnymi potęgami światowymi – Stanami Zjednoczonymi czy Chinami. Jak ocenia Pani takie argumenty?


– Ja też je słyszałam. Ale takie poświęcanie praw człowieka może prowadzić do powstania dyktatury. Poza tym widać także gdzie indziej tendencje do tworzenia dużych bloków. Mówi się o utworzeniu unii państw południowoamerykańskich czy afrykańskich. Jednak czy łatwiej będzie rzeczywiście zapewnić pokój, gdy będzie funkcjonowało 5 czy 6 dużych bloków politycznych?


Dziękuję za rozmowę.

drukuj