Zarzuty niezgodne z prawdą
Kiedy przed laty pojawiło się słowo „antysemityzm” w zestawie zarzutów przeciwko Radiu Maryja formułowanych w Polsce w mediach antykatolickich i liberalnych, reagowałem na nie, podobnie jak wielu z nas, zwykłym wzruszeniem ramion. Uważałem, że takie oceny mogą wygłaszać tylko kłamcy, a głoszone przez nich kłamstwo można w prosty sposób zdemaskować. Wystarczy bowiem włączyć swój radioodbiornik na częstotliwościach Radia Maryja i sprawdzić, jaka jest zgodność tego zarzutu z rzeczywistością.
Dopiero z upływem czasu zrozumiałem, iż upowszechniającym takie kłamliwe zarzuty wcale nie zależy na ich zgodności z prawdą. One mają oddziaływać na tych, którzy nie są stałymi słuchaczami Radia Maryja – np. z braku wolnego czasu albo z powodu nieznajomości języka polskiego – i nie mogą przeprowadzić wspomnianej wyżej weryfikacji.
Bardziej doświadczeni, znający kraje Europy Zachodniej informowali, że spośród różnych zarzutów przeciwników rozgłośni zarzut antysemityzmu jest najgorszy; przed nim bowiem najtrudniej się obronić. Kryteria ocen są w przypadku takiego zarzutu dość rozciągliwe, a dla formułujących ów zarzut nie jest ważne, czy jest on uzasadniony oraz jakimi przykładami został wsparty. Wystarczy, żeby był stale w zbiorze zarzutów, które będą upowszechniane w mediach krajowych i zagranicznych, oraz aby docierał do najważniejszych odbiorców, którzy uczestniczą w podejmowaniu decyzji związanych z działalnością Radia Maryja. Stąd też propagujący kłamstwa dbają o to, aby zarzut ten był upowszechniany nie tylko w Polsce, ale również w obcojęzycznych środkach przekazu.
Najpierw ze zdziwieniem, potem już z irytacją słuchałem wypowiedzi różnych osób, czytałem artykuły prezentowane w kraju i za granicą, w których starano się przypiąć Radiu Maryja i Ojcu Dyrektorowi etykietę „antysemityzmu”. Strategia działań z tym związanych opisana powyżej rysowała się coraz wyraźniej. Potem przeczytałem o niej w jednym z artykułów zamieszczonych w „Gazecie Wyborczej” (wrzesień 2002). Autor napisał tam: „Każdy mur ma swoją wytrzymałość. Uderzajmy wspólnie – choćby delikatnie, a na pewno zacznie się kruszyć. I może doczekamy się Radia Maryja bez o. Rydzyka”. Zgodnie z tą zasadą następowały systematyczne uderzenia w Radio Maryja, o. Tadeusza Rydzyka i zakon redemptorystów. W książce „Odważny głos prawdy”, wydanej z okazji 10. rocznicy rozpoczęcia działalności Radia Maryja, w rozdziale zatytułowanym „Rozpraszać chmury nad Radiem Maryja” opisałem pierwszy okres kłamliwych ataków na naszą rozgłośnię, a w nim perfidne lokowanie w zbiorze zarzutów dwóch elementów: „antysemityzmu” oraz „rozbijania jedności Kościoła”.
W następnych latach ataki tego rodzaju jeszcze bardziej się wzmogły, Radio bowiem miało coraz więcej stałych słuchaczy, aktywnie współpracujących w rozwijaniu swej formacji religijnej i patriotycznej. W formułowanych zarzutach bardzo często pojawiało się słowo „antysemityzm”. Trzeba więc przyjrzeć się dokładniej podstawom do formułowania tego zarzutu.
W Komunikacie Zespołu Wspierania Radia Maryja ze spotkania w dniu 25 sierpnia 2007 r. zawarliśmy ocenę aktualnej sytuacji, w jakiej znajduje się nasza rozgłośnia. W punkcie 5. tego Komunikatu napisaliśmy: „Szczególnie złośliwym kłamstwem, często powtarzanym, jest przypisywanie Ojcu Dyrektorowi i Radiu etykiety antysemityzmu. Po każdym takim ataku medialnym z użyciem fałszywych zarzutów o antysemityzmie prokuratura bada szczegółowo doniesienia i odmawia wszczęcia śledztwa z braku podstaw. W międzyczasie prowadzona jest jednak w mediach akcja oczerniania o. Tadeusza Rydzyka, w którą włączają się także niektórzy politycy, a nawet służby dyplomatyczne innych państw oraz Rada Europy”.
Zanim członkowie Zespołu Wspierania Radia Maryja sformułowali to stwierdzenie i podpisali się pod nim, przeprowadzili szczegółową analizę sytuacji, jakie występowały w przeszłości i które służyły krytykującym do wsparcia zarzutu o antysemityzm Radia Maryja. Dopiero na tej podstawie mogliśmy podać tak wyraźną i jednoznaczną ocenę. Poniżej przedstawiam wybrane, najbardziej intensywnie propagowane przez zwalczających Radio przykłady, które miały stanowić uzasadnienie zarzutów o antysemityzm rozgłośni.
Obraz Radia Maryja według G. Weigla
Kłamliwe oceny dotyczące Radia Maryja zostały zawarte w książce George”a Weigla „Świadek nadziei”, wyd. polskie „Znak” 2000 r. (również wcześniejsze wydanie ang.).
Na stronach 1024 i 1025 autor zapisał niesprawiedliwe oceny Radia Maryja. W tekście tam zamieszczonym znalazło się np. takie sformułowanie: „Radio to [Radio Maryja – przyp. J.K.] stało się także użytecznym argumentem dla środowisk antykościelnych w Polsce, które wskazując na jego audycje, twierdzą, że tak właśnie wygląda prawdziwy polski katolicyzm z ograniczonymi horyzontami, fanatyzmem, antysemityzmem, ksenofobią i autorytarnością”. Dalej autor, starając się jeszcze wyraźniej uzasadnić jego opinię o tym, że Ojciec Święty „był zdecydowany nie dopuścić do skojarzenia własnej wizji przyszłości katolicyzmu w Polsce z Kościołem nacjonalistycznym”, sformułował ocenę, iż „w dwudziestu sześciu oficjalnych przemówieniach wygłoszonych podczas czerwcowej pielgrzymki w 1997 roku Jan Paweł II skierował słowo zachęty lub pochwały niemal do każdego ruchu i każdej inicjatywy katolickiej w Polsce, z wyjątkiem Radia Maryja, o którym nie wspomniał ani razu”.
Ocena prawdziwości zarzutów: O powyższych sformułowaniach w wydaniach angielskojęzycznych rozpowszechnianych w świecie Zespół Wspierania Radia Maryja otrzymywał informacje od słuchaczy naszej rozgłośni w Australii, Anglii i USA na kilka miesięcy przed publikacją wydania polskiego. Wiedzieliśmy, jak niesprawiedliwe były oceny autora książki, który przecież nie zna języka polskiego i ocen tych nie formułował na podstawie własnych doświadczeń. Wykorzystywał zapewne rozpowszechniane w świecie obcojęzyczne publikacje o „ograniczonych horyzontach, fanatyzmie, antysemityzmie, ksenofobii” „prawdziwego polskiego katolicyzmu” i Radia Maryja. Na pewno jednak mógł sprawdzić w dokumentacji watykańskiej (por. chociażby „L”Osservatore Romano”), że w kilka miesięcy po zakończeniu pielgrzymki Jana Pawła II do Polski odbyło się (16 października 1997 r.) na placu św. Piotra w Watykanie spotkanie Ojca Świętego z rzeszą pielgrzymów Rodziny Radia Maryja. Całe przemówienie Ojca Świętego nosimy nadal w naszych sercach, a w szczególności słowa: „Wielki jest wkład waszego Radia w dzieło ewangelizacyjne. Dzięki waszym transmisjom myśl o Bogu dociera do wielu ludzi i środowisk w Polsce, a także poza jej granicami oraz na inne kontynenty. Modlitwa, katecheza, to dwa istotne elementy, które wyróżniają radio katolickie, spośród innych rozgłośni. Cieszę się, że są one obecne właśnie w Radiu Maryja”. Sam zaś mając zaszczyt przyjęcia przez Jana Pawła II w Castel Gandolfo po zakończeniu pielgrzymki do Polski w 1997 r., przywołałem rozpowszechniane podczas pielgrzymki w mediach komentarze o braku odniesienia w wypowiedziach Ojca Świętego do Radia Maryja. W odpowiedzi usłyszałem, że przecież o bardzo wielu dziełach katolickich w Polsce nie było również wspomniane w przemówieniach głoszonych podczas tej pielgrzymki, ale – o tym dowiedziałem się wtedy po raz pierwszy – już wkrótce Następca św. Piotra spotka się w Rzymie właśnie ze słuchaczami Radia Maryja. I tak się stało 16 października 1997 roku. A przecież były również wcześniejsze (w 1994, 1995, 1996 r.) pielgrzymki Rodziny Radia Maryja do Jana Pawła II. O nich również autor książki nie wspomniał ani słowem.
Nasza reakcja: W maju 2000 r. podczas spotkania z autorem książki został przekazany (do rąk własnych autora) list czterech profesorów z Krakowa wskazujący na zawarte w ocenach nieprawdziwe zarzuty o antysemityzm Radia Maryja i niezgodne z prawdą fakty. List ten przedstawiony był w języku angielskim. W nim zawarliśmy dokumentację sprawy i żądaliśmy usunięcia nieprawdziwych sformułowań z następnych wydań oraz naprawienia krzywd wyrządzonych tymi sformułowaniami. Prowadzący prezentację (o. Maciej Zięba) oraz autor książki zapewniali, że po powrocie do USA ustosunkują się do naszych zastrzeżeń zawartych w liście. Nie ma więc potrzeby omawiania ich podczas promocji książki. Pomimo tych zapewnień do dzisiaj taka odpowiedź nie nadeszła.
Wobec braku reakcji na nasz list przekazaliśmy go do opublikowania w „Naszym Dzienniku”. Po publikacji wielu Czytelników wysłało do autora książki swoje uwagi w tej sprawie, w których wspierali nasze opinie. Do dzisiaj autorzy tych listów nie otrzymali jakiejkolwiek odpowiedzi.
Opracowałem w tym czasie szczegółową ocenę nieprawdziwych zapisów autora zawartych na stronach 1024 i 1025 i przedstawiłem w artykule „Okruchy kłamstwa” opublikowanym w „Naszym Dzienniku” (nr 123 z 2000 r.).
Pomimo argumentów przedstawionych w naszych wystąpieniach nie tylko nie otrzymaliśmy żadnej na nie odpowiedzi, ale niedawno dowiedzieliśmy się o kolejnych wydaniach książki, w których autor propaguje nadal dotychczasowe, niesprawiedliwe sformułowania dotyczące Radia Maryja.
„Gazeta Wyborcza” i sprawa komór gazowych w KL Auschwitz
Niedługo po audycji w Radiu Maryja w dniu 13.01.2000 r., poświęconej niemieckim obozom zagłady, z udziałem prof. Ryszarda Bendera ukazał się w „Gazecie Wyborczej” artykuł, w którym przypisano prof. R. Benderowi wypowiedź, którą on zacytował podczas audycji. Chodziło o świadectwo J. Stadnickiego opublikowane w „Zeszytach Historycznych” w Paryżu (wydawca J. Giedroyć), w którym autor kwestionował występowanie komór gazowych w obozie KL Auschwitz. Profesor R. Bender cytat przywołał, aby zwrócić uwagę na pojawiające się na Zachodzie publikacje z takimi treściami.
Po artykule w „GW” rozpoczęła się nagonka na prof. R. Bendera oraz na Radio Maryja, jako emitujące treści antysemickie. W kilka dni potem Senat KUL podjął i opublikował uchwałę, w której „wyraża ubolewanie” i „odcina się od poglądów prezentowanych” przez swego profesora. Nacisk medialny był olbrzymi. Prawie natychmiast pojawiły się artykuły o tym, również w odpowiedniej prasie zagranicznej. Młodzieżówka socjalistyczna skierowała doniesienie do Prokuratury w Toruniu o działaniach antysemickich w Radiu Maryja. Profesor A. Zoll dołączył do grona szkalujących Radio, Ojca Dyrektora i prof. Bendera artykułem w „Gościu Niedzielnym” (publikacja 5.03.2000 r.).
Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji zamiast zbadać treść wypowiedzi, dołączyła do grona szkalujących, przedstawiając w swym sprawozdaniu za rok poprzedni (przedkładane 30.03.2000 r.) kłamliwą opinię o audycji, opierając się w swej prezentacji na publikacjach w „GW” i jej podobnych.
Nasze reakcje: Wystąpiłem do redakcji „Gościa Niedzielnego”, przedstawiając – jako słuchający krytykowaną audycję – prawdziwy jej przebieg oraz polemizując ze stwierdzeniami z artykułu prof. A. Zolla. Redakcja „Gościa Niedzielnego” nie raczyła odpowiedzieć. Otrzymałem jedynie list od profesora, że redakcja zdecydowała się nie publikować mojej polemiki. Skierowałem więc ją do „Naszego Dziennika” i tam została opublikowana. Zapewne jednak wielu czytelników „GN” o nim się nie dowiedziało. Pozostała im „wiedza” przekazana przez prof. A. Zolla.
Nagonka trwała kilka miesięcy. I wreszcie w czerwcu 2000 r. prokuratura w Toruniu stwierdziła, że nie ma podstaw do wszczynania śledztwa, gdyż chodzi o cytat przywołany w celu wykazania błędnych dociekań innych badaczy. Informacja o decyzji prokuratury w większości mediów szkalujących nie była podana. Jeśli zaś o niej informowano, to małym drukiem na dalekiej stronie, aby tylko wnikliwy czytelnik ją odnalazł. Inni, w tym również zagraniczni odbiorcy wcześniejszej nagonki pozostali w przekonaniu, że w Radiu Maryja rozpowszechniano treści antysemickie i to związane z kłamstwem oświęcimskim. Nikt też nie przeprosił szkalowanych za swe postępowanie. Nawet prof. A. Zoll nie dał w tej sprawie dobrego przykładu.
List przewodniczącej KRRiT Danuty Waniek
Przewodnicząca Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji przesłała do ojca prowincjała redemptorystów list z dnia 22 lipca 2003 r., w którym przedstawiła zarzuty odnośnie do działalności rozgłośni, wspierając je załączonym do listu zapisem tzw. monitoringu. Jednym z podstawowych zarzutów (por. „Nasz Dziennik” z 1314 września 2003 r.) było to, że „nadawca dopuścił do emisji treści antysemickie, zawierające elementy dyskryminacyjne ze względu na narodowość, co może pobudzać do nienawiści na tle narodowościowym”. Podbudować powyższe stwierdzenie miały zapisy z monitoringu przeprowadzonego w dniach od 27.02.2003 r. do 12.03.2003 roku. List oraz zapis monitoringu zostały opublikowane w „Naszym Dzienniku” (jak wyżej) i każdy mógł zauważyć, iż w żadnym stopniu przedstawione zapisy monitoringu nie mogą służyć potwierdzeniu zarzutu sformułowanego w piśmie przewodniczącej. Każda prokuratura i każdy sąd odrzuciłby tak formułowany zarzut poparty zapisem monitoringu. Nic więc dziwnego, że KRRiTV nie skierowała wystąpień prawnych, a jedynie gołosłownymi sformułowaniami chciała się wpisać w akcję szkalowania Radia Maryja. O liście przewodniczącej było bowiem w mediach bardzo głośno. Pisały o nim – uwypuklając zarzut antysemityzmu – krajowe i zagraniczne środki przekazu. Nikt jednak (oprócz Radia Maryja i „Naszego Dziennika”) nie przedstawił całości materiałów. Propagujący zarzut zapewne zdawali sobie sprawę z tego, że wtedy odbiorcy informacji sami zauważyliby kruchość tych nibyargumentów z monitoringu.
Nasze reakcje: W odpowiedzi na list przewodniczącej KRRiTV Zarząd Prowincji wykazał dobitnie niewiarygodność stawianego zarzutu o antysemityzm, wsparł go przykładami i udowodnił, że nawet zawartych w monitoringu „wypowiedzi słuchaczy nie można nazwać antysemickimi”. Trzeba tu również odnotować w tej sprawie wyniki dogłębnej analizy pisma KRRiTV oraz jego załącznika przedstawione w opracowaniu Zespołu Wspierania Radia Maryja, opublikowanym w „Naszym Dzienniku” z dnia 16.09.2003 roku. Na listy ojca prowincjała oraz Zespołu Wspierania Radia Maryja z KRRiTV nie nadeszła odpowiedź. Przewodnicząca KRRiTV nie wystąpiła też do sądu przeciwko Radiu Maryja w związku z rzekomym naruszeniem prawa przez propagowanie treści antysemickich. Nikt też nie przeprosił rozgłośni i kierujących nią za nieuprawnione propagowanie w mediach kłamliwych zarzutów.
Zarzut Stowarzyszenia im. Jana Karskiego
Po prezentacji na antenie Radia Maryja felietonu Stanisława Michalkiewicza w dniu 28 marca 2006 r., rozpoczęła się zorganizowana nagonka w mediach przeciwko Radiu Maryja i Ojcu Dyrektorowi za upowszechnianie treści antysemickich. W wyniku rozpętanej nagonki (nawet w zagranicznych mediach) Kieleckie Stowarzyszenie im. Jana Karskiego (prezes Bogdan Białek) zgłosiło do prokuratury doniesienie o tym, że Radio Maryja przez emitowanie tego felietonu „publicznie znieważyło ludność żydowską oraz zaprzeczyło popełnionym na obywatelach polskich innych narodowości zbrodniach nazistowskich” (wg tekstu w doniesieniu do prokuratury, por. „Nasz Dziennik” z 29.041.05.2006 r.). Akcja nagonki medialnej żyła swoim życiem, chociaż u samego jej początku podana była pełna treść felietonu, opublikowano również wypowiedź jego autora, iż w felietonie informował jedynie „o roszczeniach finansowych wobec Polski podnoszonych przez wymienione z nazwy żydowskie organizacje”. Przez kilka miesięcy rozwijała się medialna nagonka na autora felietonu, ale przede wszystkim na Radio Maryja i Ojca Dyrektora. Temat podejmowany był w mediach krajowych i zagranicznych.
Na fali tej nagonki Marek Edelman wystosował list do ówczesnego premiera RP Kazimierza Marcinkiewicza, apelując w nim o podjęcie kroków, które wyeliminują ideologię szerzoną w programach politycznych przez Radio Maryja. Zwracał uwagę, że „szowinistyczne, ksenofobiczne i antysemickie treści niektórych audycji nie odbiegają od hitlerowskiego ťSturmeraŤ”. Kazimierz Marcinkiewicz w swej odpowiedzi na powyższy list, nie dysponując jeszcze postanowieniem badającej sprawę prokuratury i nie znając zapewne tekstu felietonu, ale poddając się kłamstwom publikowanym podczas nagonki medialnej, wyraził ubolewanie „ze względu na zaistniały ostatnio przypadek wypowiedzi antysemickiej na antenie rozgłośni”. Ponadto zapewnił adresata listu, że jego obecność „na antenie Radia Maryja w żadnym razie nie była wyrazem solidaryzowania się z żadnymi, niegodnymi, szerzącymi nienawiść wobec kogokolwiek, poglądami”.
Nasze reakcje: Autor felietonu w swych kolejnych wystąpieniach wykazał dobitnie, że opisane przez niego działania roszczeniowe rzeczywiście występują. W felietonie zwrócił uwagę na sprawę, która miała chyba pozostać w tajemnicy aż do jej pozytywnego dla autorów roszczeń zakończenia. Ujawnienie tej prawdy, i to ujawnienie na antenie Radia Maryja, wywołało akcję medialną skierowaną przeciwko tej rozgłośni i jej kierownictwu. Po publikacji informacji o liście Kazimierza Marcinkiewicza do Marka Edelmana Zespół Wspierania Radia Maryja wystosował (20.05.2006 r.) list demaskujący kłamstwa podane przez Marcinkiewicza na temat felietonu i Radia Maryja wraz z żądaniem przeproszenia naszej rozgłośni i jej kierownictwa za pomocą przekazu o podobnym zasięgu. Odpowiedź na ten list nie nadeszła. Wcześniej, bo 8 kwietnia 2006 r. Zespół Wspierania Radia Maryja wydał Komunikat (publikacja w „Naszym Dzienniku” z 10.04.2006 r.), w którym napisał m.in.: „Obrzucanie Radia Maryja np. zarzutami o antysemityzm jest nie tylko rozpowszechnianiem kłamstwa i oszczerstwa o tej rozgłośni, ale wręcz odwracaniem uwagi od istotnych spraw i problemów, z którymi Polska musi się borykać. Kolejne ataki na rozgłośnię nastąpiły po wyemitowaniu felietonu red. S. Michalkiewicza; przypisanie temu wystąpieniu cech antysemityzmu jest zwyczajnym oszczerstwem. Przekazywanie prawdy o organizowaniu medialnej przychylności opinii publicznej w świecie dla bezpodstawnych i krzywdzących roszczeń wobec Polski nie można kwalifikować jako wystąpienia antysemickiego. Treść tego felietonu warto porównać chociażby ze szkalującymi określeniami oraz niesprawiedliwą oceną zawartą w liście otwartym Marka Edelmana”. Treść Komunikatu – ze względu na stosowaną blokadę w mediach zwalczających Radio – nie dotarł do odbiorców informacji atakujących tę rozgłośnię. Pomimo wielu wystąpień w obronie Radia i jego felietonisty, pomimo wykazania w nich braku podstaw do formułowania powielanych zarzutów, akcja przypisywania Radiu Maryja etykiety antysemityzmu rozwijała się w najlepsze. Publikowanie zarzutów w mediach zagranicznych miało uczynić je bardziej wiarygodnymi.
Po paru miesiącach tej medialnej nagonki, bo w dniu 28 sierpnia 2006 r., prokuratura w Toruniu wydała postanowienie o braku znamion antysemityzmu we wspomnianym felietonie i odstąpiła od prowadzenia śledztwa.
Pomimo jednoznacznej decyzji organu do tego uprawnionego, którego zadaniem było kompetentne ocenienie zarzutów, i pomimo stwierdzenia prokuratora, że w myśl obowiązującego prawa „decyzja ma charakter prawomocny i nie przysługuje od niej zażalenie”, próbowano na nowo wzniecić akcję medialną. Po opublikowaniu stanowiska prokuratury Liga Przeciw Zniewoleniu (ADL – organizacja żydowska działająca w USA) wystąpiła z krytyką tejże decyzji. W swym oświadczeniu zawarła między innymi takie stwierdzenie: „Radio Maryja jest głównym czynnikiem niepokojącego wzrostu antysemityzmu w Polsce. Jest to stacja, która stale nadaje antysemickie oszczerstwa. Władze polskie znowu, niestety, nie podjęły działań przeciw rozgłośni, która wzbudziła gniew na całym świecie, z Watykanem włącznie. Jeżeli polskie władze nie zajmą się antysemickim Radiem Maryja, powinna interweniować Unia Europejska” (por. „Nasz Dziennik” z 1.09.2006 r.). Nie wystarczyła tu wielomiesięczna nagonka organizowana w świecie przeciwko Radiu Maryja. Decyzja prokuratury wskazywała, że nagonka ta była bezpodstawna. Oszczercy potrzebowali więc następnego wystąpienia, aby nim – chociaż w części – zagłuszyć prawdziwą ocenę ich wcześniejszych działań. Działali według zasady: Na nieprzychylną nam decyzję prokuratury mamy wypowiedź naszych „autorytetów”.
Taśmy tygodnika „Wprost”
Bezpośrednio po XV Pielgrzymce Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę, nastąpiło upublicznienie tzw. taśm tygodnika „Wprost” mających rzekomo zawierać wypowiedzi o. Tadeusza Rydzyka szkalujące prezydenta RP oraz wykazywać treści antysemickie. Natychmiast temat podejmują w zgodnym chórze wszystkie antykościelne i liberalne media. Dokonują interpretacji taśm nagranych rzekomo podczas wykładów w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej i określają je jako antysemickie. Chociaż nie podano nawet, podczas jakiego wykładu (dzień, sala, godzina, przedmiot) wypowiedzi te były wygłoszone, to jednak wszyscy napastnicy bezkrytycznie przyjęli je jako prawdziwe, pozbawione cech manipulacji technicznych i poddali jednolitej krytyce jako obrażające prezydenta RP i jego małżonkę oraz propagujące treści antysemickie. Szczególnie wredne były wypowiedzi red. naczelnego „Wprost” (Stanisław Janecki) oraz „dyżurnych katolików medialnych”. Natychmiast też nastąpiła reakcja mediów zagranicznych (pisały według pierwowzoru krajowego). Ta zmasowana nagonka medialna wywołała wystąpienia na szczeblach dyplomatycznych w Polsce (ambasadora Izraela do rządu RP), a nawet w stosunku do Stolicy Apostolskiej. W imieniu Centrum im. Szymona Wiesenthala w Los Angeles rabin Marvin Hier, dziekan tej organizacji, podczas rozmowy z PAP poinformował, że 10 lipca 2007 r. wystąpił do Papieża z żądaniem odwołania o. Tadeusza Rydzyka. W wydanym wcześniej oświadczeniu nazwał on Dyrektora Radia „Josefem Goebbelsem w koloratce” i stwierdził, iż „nadszedł czas, by Papież działał zdecydowanie. Nie można tolerować księdza nawołującego przez radio miliony Polaków do nienawiści” (por. Informator Biura Prasowego KEP z 11.07.2007 r.).
W tym czasie uruchomiony został nacisk medialny na zgromadzenie redemptorystów oraz Episkopat Polski („Usunąć antysemitę z Radia!” – to najłagodniejsze z wyrażanych żądań wypisywanych w krzyczących tytułach mediów). Nagonka medialna spowodowała, iż do prokuratury wpłynęło 17 doniesień. W tej liczbie było 15 prywatnych oraz doniesienia ze Stowarzyszenia Młodych Demokratów i Federacji Młodych Socjalistów. Prokuratura badała trafność doniesień, a w tym czasie rozwijała się nagonka medialna, w którą – to zadziwiające – oficjalnie włączył się David Peleg, ambasador Izraela w Polsce. W swojej wypowiedzi dla agencji informacyjnej Associated Press wezwał on polski rząd i Kościół do potępienia wypowiedzi o. Tadeusza Rydzyka, które ocenił jako „najbardziej antysemickie od 1968 roku” (por. „Rzeczpospolita” z 31.07.2007 r.).
Nasza reakcja: Akcja z „taśmami” wywołała reakcję słuchaczy Radia Maryja. Już u jej początku, bo pismem z 12 lipca 2007 r., zwróciliśmy się (kpt. Zbigniew Sulatycki w imieniu swoim i trzech profesorów) do prokuratora generalnego z zawiadomieniem w sprawie popełnienia przestępstwa z art. 235 k.k. przez media, a w szczególności TVN 24 (por. „Nasz Dziennik” z 16.07.2007 r.). W tym samym czasie – z inicjatywy prof. J.R. Nowaka – przygotowany został list do ojca generała zakonu redemptorystów w sprawie podjęcia działań w obronie o. Tadeusza Rydzyka i Radia Maryja przed oszczerstwami. Pod listem natychmiast podpisało się 95 ludzi nauki i kultury (por. „Nasz Dziennik” z 16.07.2007 r.). W kilka dni później wśród następnych sygnatariuszy figurowało już prawie 300 nowych osób (por. „Nasz Dziennik” z 20.07.2007 r.). Kolejna, trzecia grupa sygnatariuszy licząca prawie tysiąc osób nie była już publikowana, gdyż w tym czasie (21.07.2007 r.) wydane zostało bardzo ważne „Oświadczenie Przełożonego Prowincji Warszawskiej Redemptorystów”. Zawierało ono stanowisko zgromadzenia uzgodnione z ojcem generałem zgromadzenia. Ojciec Zdzisław Klafka, prowincjał, na wstępie stwierdził na podstawie analizy przeprowadzonej przez specjalnie powołany zespół, że „wszystko ma znamiona poważnej prowokacji i manipulacji medialnej”. Zwrócił również uwagę na „poziom etyki dziennikarskiej w wolnej Polsce, gdzie w sposób niezgodny z kryteriami prawdy używa się wszelkich możliwych metod i technik w celu zdyskredytowania niektórych osób”. Zauważył także, że „tendencyjnie przedstawiane przez niektóre media informacje przy jednoczesnej wątpliwości dotyczącej autentyczności ťtaśmŤ stały się źródłem skrajnych komentarzy wielu osobistości, w których bez wysłuchania drugiej strony i woli obiektywnego szukania prawdy wydawano skazujące wyroki na Ojca Dyrektora”. Ojciec Prowincjał wyraził również oburzenie tym, iż „środki masowego przekazu w Polsce poddały także manipulacji Ojca Generała”.
W tym samym czasie o. Tadeusz Rydzyk wydał list skierowany do Rodziny Radia Maryja (por. „Nasz Dziennik” z 23.07.2007 r.), w którym zaznaczył wyraźnie, iż nie występuje nigdy przeciw ludziom, tym bardziej z racji ich przynależności religijnej, rasowej, społecznej itp. Nie można więc twierdzić, że działania kierujących Radiem Maryja, w tym jego, były czy są antysemickie.
Mając nadzieję, iż te ważne oświadczenia zamykają sprawę nagonki związanej z „taśmami” Zespół Wspierania Radia Maryja w swym wystąpieniu z dnia 23 lipca 2007 r. wyraził wdzięczność ojcu prowincjałowi oraz ojcu generałowi za jednoznaczną obronę prawdy.
Akcja nagonki medialnej trwała jednak nadal. Nie sposób przywoływać tu choćby tylko najdrastyczniejsze określenia używane w stosunku do o. Tadeusza Rydzyka, o. prowincjała i Radia Maryja oraz słuchaczy tej rozgłośni. Każde z nich mogłoby być podstawą do wytoczenia procesu o zniesławienie i jego wygrania. Ale nikt z obrażanych podczas nagonki medialnej nie kierował spraw do sądu. A najbardziej zniesławiany w mediach o. Tadeusz Rydzyk już wcześniej twierdził: „Mogę znieść wszystkie oszczerstwa, bo jestem księdzem katolickim i mam inne motywacje, biorę Ewangelię na serio. Pan Jezus nie szedł do sądu ze swoimi sprawami. Przebaczam tym ludziom. Ale dlaczego poniżają innych, słuchaczy Radia Maryja, wyśmiewają ich, traktują jak ludzi innej kategorii, jakby w Polsce była kastowość?” (por. „Nasz Dziennik” z 1415.01.2006 r.).
I wreszcie prokuratura wydała 21.08.2007 r. oświadczenie, że odmawia wszczęcia śledztwa, gdyż nie dopatrzyła się w tekstach zawartych na tzw. taśmach obrazy prezydenta oraz oznak antysemityzmu.
Wydawało się, że temat związany z tym zarzutem został zakończony. Zarzut – jak wszystkie poprzednie – okazał się chybiony. Można było spodziewać się, że napastnicy przeproszą za obrażanie kapłana. Nic z tych rzeczy. Decyzję prokuratury od samego początku kwestionowały media w przekazywanych przez nie publikacjach (zamieszczały bardziej swoje opinie i poglądy niż stanowisko prokuratury).
Rozwiązanie „problemu” Radia Maryja
Działania przedstawione powyżej nakładają się w czasie z tymi, których celem było zorganizowanie nacisków medialnych na pasterzy Kościoła uczestniczących w posiedzeniu Rady Stałej Episkopatu Polski oraz pasterzy diecezji w Częstochowie w dniu 25 sierpnia 2007 roku. Wystąpienia głównych uczestników akcji prezentowane w mediach w okresie poprzedzającym posiedzenie były dla wielu odbiorców sygnałem, że przygotowywane jest podjęcie przez uczestników posiedzenia działań przeciwko Radiu Maryja. W tym czasie rozwijała się o znacznej intensywności akcja medialna, w której wysuwano na plan pierwszy zarzuty propagowania przez naszą rozgłośnię antysemityzmu oraz rozbijania jedności Kościoła. Wiadomo jednak, że ten pierwszy zarzut nigdy nie został udowodniony prawnie (por. postanowienia urzędów prokuratorskich), bezzasadność tego drugiego może ocenić „gołym okiem” każdy, kto zechce wsłuchać się w program rozgłośni i ocenić jej oddziaływanie ku jednoczeniu w wierze i patriotyzmie wszystkich Polaków w kraju z rozsianymi po całym świecie. Nie ma innego środowiska, które lepiej i pełniej na rzecz tego jednoczenia działa. Zbliżał się termin posiedzenia i nasilała się akcja medialna, której celem było wskazanie hierarchom, jak powinni rozwiązać „problem” Radia Maryja i o. Tadeusza Rydzyka. Napastnicy medialni dowodzili, iż jedynym rozwiązaniem jest odsunięcie Ojca Dyrektora od wpływu na rozgłośnię. Trochę pokrzyżowało im szyki stanowisko prokuratury w Toruniu odnośnie do tzw. taśm, ale wyciszenie medialne tej decyzji pozwoliło znowu szermować hasłem antysemityzmu w stosunku do o. Tadeusza Rydzyka.
Podczas obrad pasterzy Kościoła w Częstochowie tłum reporterów czekał na wiadomość o „rozwiązaniu problemu”. Wypowiedzi biskupów reprezentujących uczestników obrad podczas konferencji prasowej wskazywały wyraźnie, że media nie otrzymają oczekiwanej wiadomości w sprawie o. Tadeusza Rydzyka i Radia Maryja. Dziennikarze swymi pytaniami „drążyli” problem, aż wreszcie prowadzący konferencję zapytał, czy nie interesują ich inne tematy dyskutowane na obradach biskupów.
Natychmiast po zakończeniu obrad zaczęły się pojawiać tzw. przecieki. Dotyczyły powstania jakiegoś zespołu, który miałby przygotować list do ojca generała w sprawie dyrektora Radia Maryja. Domysły publikowane w środkach przekazu wspierane były wypowiedziami kilku biskupów stale goszczących w mediach i krytykujących wszystko, cokolwiek czyni Radio Maryja. I wreszcie – podobno wbrew woli wypowiadającego się – „Tygodnik Powszechny” opublikował tekst najpierw nazywany listem do księży biskupów, potem zaś już tylko zapisem wystąpienia ks. kard. Stanisława Dziwisza na posiedzeniu w Częstochowie. Natychmiast wszystkie media, systematycznie walczące z toruńską rozgłośnią i jej dyrektorem rozpoczęły atak, uważając, że otrzymały wsparcie ze strony księdza kardynała. Według interpretacji owych mediów ksiądz kardynał żądał zmiany Zarządów Radia Maryja i TV Trwam, zwrócił uwagę na rolę Radia Maryja w dzieleniu Kościoła i propagowaniu antysemityzmu. Natychmiast tę interpretację upowszechniły media zagraniczne.
Warto tu zauważyć, jak zareagowały różne środowiska na opublikowanie tekstu wystąpienia księdza kardynała Dziwisza. Z jednej strony wzmocniły się ataki zwalczających rozgłośnię. Uznali oni bowiem, że już tak niewiele dzieli ich od uzyskania efektu „kolejnych uderzeń w Radio Maryja” i że już wkrótce mogą „doczekać się Radia Maryja bez o. Tadeusza Rydzyka”. Osoby i środowiska znające dobrze działalność naszej rozgłośni, będąc przekonane co do zwycięstwa prawdy nad manipulacją, odmawiały wręcz komentowania tekstu wystąpienia księdza kardynała (por. stanowisko Zarządu Prowincji Redemptorystów). Zdecydowane stanowisko zajął też ks. abp Józef Michalik – przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski. Stwierdził bowiem, że „w zaistniałej sytuacji program związany z wysłaniem listu upada, a sprawa musi stanąć na zebraniu plenarnym Konferencji Episkopatu”. Nieczęsto zdarza się, że sprawy, które są dyskutowane w gronie biskupów, zostają wynoszone na zewnątrz. Widać wyraźnie, jak wielka jest determinacja zwalczających Radio Maryja w wymuszeniu działań Kościoła doprowadzających do zniszczenia naszej rozgłośni.
Trzeba mieć nadzieję, że wszelkie kłamstwa, manipulacje nie odniosą zwycięstwa nad prawdą. Trzeba nam mieć pewność, że przypinanie nieprawdziwej etykiety do działalności ewangelizacyjnej i patriotycznej Radia Maryja oraz osób nim kierujących nie znajdzie poparcia u decydujących o losie rozgłośni i nie doprowadzi do realizacji szkodliwych zamysłów zwalczających naszą rozgłośnię.
Zapisane powyżej działania dowodzą niezbicie, jak bardzo niezgodne z rzeczywistością jest przypinanie Radiu Maryja etykiety „antysemityzmu”. Jest ona w walce z naszą rozgłośnią szczególnym orężem. W przekonaniu walczących z rozgłośnią „antysemityzm” oraz „burzenie jedności Kościoła” należy stale przypisywać rozgłośni kierowanej przez redemptorystów, aby uzyskać oczekiwane zwycięstwo, tzn. zniszczenie rozgłośni. Uczestniczący w zmasowanym ataku na Radio Maryja i Ojca Dyrektora mają nadzieję, że przy stałym powtarzaniu tych zarzutów nikt, a w szczególności decydujący o Radiu i jego dyrektorze, nie będą zastanawiali się nad tym, czy są konkretne przykłady upoważniające do ich formułowania, lecz przyjmą je jako pewnik. Warto jednak przed powtarzaniem za atakującymi np. zarzutu propagowania antysemityzmu przez naszą rozgłośnię zastanowić się, jakimi argumentami jest on wsparty. Niniejszy artykuł pisałem po to, aby pomóc każdemu, kto zechce przeprowadzić własną analizę i sformułować ocenę.
prof. Janusz Kawecki
Zespół Wspierania Radia Maryja
