Rozbijaniu rodziny trzeba postawić tamę
Z posłem Prawicy Rzeczypospolitej Dariuszem Kłeczkiem, zastępcą przewodniczącego sejmowej Komisji Rodziny i Praw Kobiet, rozmawia Jacek Sądej
Spotkał się z Pan ze zjawiskiem rozbicia rodziny jako skutkiem wywołanym emigracją zarobkową?
– Może nie jako poseł, ale na pewno spotykałem się z tym jako człowiek mający wielu znajomych, przyjaciół, którzy wyjeżdżali za granicę. Bardzo charakterystyczne było to, że wśród małżeństw, które uchodziły za dobre, przykładne, kilkakrotnie zdarzyło się, że po wyjeździe jednego z małżonków po roku, dwóch, trzech dowiadywałem się o rozwodzie i o zakładaniu nowej rodziny – najczęściej przez osobę, która zdecydowała się na wyjazd zarobkowy. Wśród tych znajomych byli koledzy lekarze oraz osoby, które miały średnie wykształcenie. Praktycznie rzecz biorąc, to zjawisko dotyczy wszystkich. Od tego zagrożenia nie są wolni ludzie, co do których z racji ich wykształcenia można by przypuszczać, że bardziej poważnie traktują sakrament małżeństwa.
Dlaczego takie wyjazdy powodują rozpad rodziny?
– W małżeństwach, które bezpośrednio obserwowałem, główną przyczyną był czas. Wszystkie wyjazdy, które planowano na trzy miesiące do pół roku, niosły minimalne zagrożenie. Z kolei czas przedłużonego pobytu, powyżej sześciu miesięcy, zaczyna bardzo niekorzystnie wpływać na trwałość małżeństwa i rodziny. Jeżeli osoba, która wyjechała, nie decyduje się sprowadzić współmałżonka i dzieci, wtedy pojawia się poważny problem. Dochodzi do pewnego przyzwyczajenia się, że można sobie radzić bez nich. Kiedy już te osoby przyzwyczają się do tego, że są same, zaczyna funkcjonować mechanizm oszukiwania partnera i dochodzi do zdrady, która jest główną przyczyną rozstań, czyli okres rozłąki jest taką prozaiczną przyczyną. Stawia to w nieco innym świetle fakt, że w wielu programach społecznych, nawet tego rządu, znajdują się środki na to, aby wspomóc samotnego rodzica albo kobietę, nawet w małżeństwie.
Czy ta problematyka zajmuje sejmową Komisję Rodziny i Praw Kobiet?
– Kilkakrotnie temat rodziny na emigracji czy też rozbicia rodziny ze względu na emigrację powracał na komisji rodziny. Niektóre dyskusje były całkowicie poświęcone zjawisku rozbicia rodziny związanego z emigracją, tylko że wszystkie nasze apele do pani minister (wówczas w randze wiceministra) Joanny Kluzik-Rostkowskiej nie kończyły się jakimkolwiek efektem. Paradoksalnie – dobry program powrotu kobiety do pracy, również przeze mnie pochwalany, nie był przyczynkiem do stworzenia dobrego programu pomocy kobiecie, która pragnie pozostać w domu, wychowując dzieci. Mimo że większość kobiet decyduje się na pozostanie w domu z dziećmi na urlopach wychowawczych, i faktycznie wychowują te dzieci, to są one pozbawione takiej pomocy. Natomiast tym, które chcą wrócić do pracy, rząd – zresztą słusznie – pomaga. Wydaje mi się, że główną przyczyną zaniedbań związanych z troską o rodzinę jest to, że pani minister Kluzik-Rostkowska widzi kobietę w rodzinie, a nie widzi całej rodziny. Zauważa matkę samotnie wychowującą dzieci, a już nie próbuje przeciwdziałać rozbijaniu rodziny, aby tych samotnych matek było jak najmniej.
Jest szansa, aby to się mogło zmienić?
– Jedyną szansą na to, by mniej osób emigrowało, jest poprawa sytuacji finansowej całej rodziny. Główny powód emigracji to przecież względy ekonomiczne. Jeżeli działania rządu doprowadzą do tego, że prawidłowo funkcjonująca dobra rodzina, acz uboga czy mająca chwilowe problemy finansowe, dostałaby kompleksową pomoc ze strony państwa – wtedy zdecydowanie moglibyśmy liczyć na to, że zjawisko rozwodów będzie mniejsze. Jednym z bardzo ważnych elementów są bardzo łatwo dostępne i bardzo niskie koszty rozwodów. Rozwód kosztuje dzisiaj 300 zł, a więc wszystko wskazuje na to, że my wszyscy jako podatnicy składamy się na możliwość szybkiego i taniego rozstania się osób, które może przeżywają tylko krótki kryzys. W Stanach Zjednoczonych plaga rozwodów posunięta była do granic absurdu. Wtedy decyzją Kongresu Stanów Zjednoczonych postanowiono podnieść opłaty związane z kosztem rozwodowym i odszkodowaniem dla pozostawionego współmałżonka wraz z większym zabezpieczeniem rodziny, która została porzucona. Ta decyzja doprowadziła do – może nie drastycznego – ale jednak spadku rozwodów.
Dziękuję za rozmowę.
