NFZ płaci za leczenie

Szpitale, które strajkują, nie będą miały podstaw do wystąpienia o wzrost kontraktu

Z Bolesławem Piechą, wiceministrem zdrowia, rozmawia Magdalena M. Stawarska

Dalszy ciąg rozmów między rządem a związkami zawodowymi służby zdrowia zaplanowano na wtorek. Czy do tego czasu resort zdrowia będzie przygotowywał kolejne rozwiązanie zmierzające do zakończenia strajku?

– Przypomnijmy, że propozycja taka została przedstawiona już w środę i co więcej – została przyjęta przez wszystkich. Niestety, w czwartek doszło do bardzo zaskakującej propozycji pielęgniarek i to spowodowało ogromne zamieszanie, nie tyle w rządzie, ale również wśród innych związków zawodowych. I to inne związki zawodowe poprosiły o przerwę do wtorku, żeby móc podjąć uchwałę w sprawie tej poprawki, która mówi, że w wyniku zwiększonego kontraktu zakład pracy musi przeznaczyć przynajmniej 40 proc. na wzrost płac, z czego pielęgniarki chcą wziąć 80 proc., a dla lekarzy miałoby być przeznaczone 20 procent. W tej propozycji nie bierze się jednak pod uwagę innych pracowników medycznych, nie ma szeregu ludzi, których wcale nie jest tak mało w szpitalach. My jesteśmy w ogóle tą propozycją bardzo zdziwieni, bo wydawało się, że już nie będziemy wracać do tych uregulowań, które zostały podjęte w środę i w mojej ocenie spełniały główne postulaty protestujących, a ponadto nie spotkały się z żadnym votum separatum. Ministerstwo jest jednak w stanie zgodzić się na to nowe rozwiązanie, ale pod warunkiem, że zostanie to również przyjęte na zasadzie consensusu przez związki zawodowe i że będzie to oczywiście oznaczało koniec strajku i likwidację „białego miasteczka” pod kancelarią premiera.

Lekarze już zadeklarowali, że poprą takie rozwiązanie…

– W tej konsternacji lekarze na początku się zgodzili, ale potem zaczęli zgłaszać warunki i wyszło ogromne zamieszanie. Zatem my teraz oczekujemy na jasną deklarację związków zawodowych w tej sprawie. Przyznam, że ta propozycja jest bardzo zaskakująca. Nie wiem, czy inni pracownicy medyczni przyjmą takie rozwiązanie, że beneficjentem ewentualnych podwyżek, które są zagwarantowane przyjętą w środę ustawą, mogą być tylko pielęgniarki w 80 proc. i lekarze w 20 proc., a pozostali pracownicy zostaną pominięci. I to naszym zdaniem może budzić ogromne zastrzeżenia pod względem nierówności wszystkich pracowników ochrony zdrowia.

Panu ta propozycja niezbyt przypadła do gustu?

– Uważam, że jest ona bardzo trudna do przyjęcia, ale jeśli związki się zgodzą, żeby pielęgniarki, które rzeczywiście pod względem płacowym są niedoszacowane, teraz faktycznie zostały doszacowane, ale z pominięciem innych, bardzo ważnych pracowników. Wtedy jesteśmy w stanie to przyjąć, ale tylko w ostatnim kwartale tego roku. Natomiast jeżeli nie będzie na to zgody związków zawodowych, to trudno mi to kwestionować, bo pewnie w myśl prawa, jeśli podwyższa się w danym sektorze płace, powinno to dotyczyć wszystkich pracowników. Tym bardziej że wśród pominiętych byliby m.in. diagności medyczni, technicy rentgenowscy, rehabilitanci – posiadający bardzo wysokie wykształcenie. Zatem wydaje mi się, że to rozwiązanie jest bardzo, ale to bardzo kontrowersyjne.

Panie Ministrze, Narodowy Fundusz Zdrowia zwraca uwagę na to, iż trwający od kilku tygodni strajk spowoduje, że szpitale będą miały mniej pieniędzy, co doprowadzi do wydłużenia kolejek.

– Sytuacja wygląda tak, że szpitale, które strajkują, nie będą miały podstaw do wystąpienia o wzrost kontraktu, bo jak zapłacić za coś, co nie jest notorycznie wykonywane? Jest to bardzo poważne ostrzeżenie dla szpitali. Sądzę, że NFZ nie może płacić za to, że szpital strajkuje. NFZ płaci za leczenie chorych i proszę o tym pamiętać. My płacimy, wydatkujemy środki na leczenie chorych. Natomiast sprawy kosztów leczenia to są również koszty pracy. I ta zasada powinna być regulowana w zakładowych układach zbiorowych, w regulaminach wynagradzania. Oczywiście każdy szpital może te propozycje inaczej ustawiać i nie chcielibyśmy tak bardzo głęboko ingerować w szpitale.


Dziękuję za rozmowę.

drukuj