Skromnie, modnie i wygodnie

Ostatnie dni roku szkolnego upływają w gorącej atmosferze. Nie tylko ze względu na typowe w tym czasie wydarzenia, jak klasyfikacja uczniów, rady pedagogiczne, wypisywanie świadectw itp. Podstawówki i gimnazja przygotowują się do małej rewolucji: od września będą w nich obowiązywać jednolite stroje. Na razie jest z tym trochę problemów, jednak wśród nauczycieli, pedagogów i rodziców przeważa opinia, że taka zmiana jest potrzebna – i to z wielu względów.

– Wprowadzenie w szkole jednolitego stroju służy celom wychowawczym: ma budzić wśród uczniów poczucie wspólnoty, równości, solidarności – twierdzi Anna Żdan z biura prasowego Ministerstwa Edukacji Narodowej. – Jednolity strój uczniowski korzystnie wpłynie na zniwelowanie różnic materialnych w szkolnym ubiorze uczniów, umożliwi wyeliminowanie obecności osób niepożądanych, np. dilerów narkotyków – wymienia dalej przedstawicielka MEN.

Jednolite stroje nie oznaczają powrotu wygodnych wprawdzie, ale nieestetycznych fartuszków, jakie obowiązywały w szkołach do końca lat 80. – Zgodnie z artykułem 64a ustawy o systemie oświaty, o wzorze jednolitego stroju decyduje dyrektor szkoły i rada rodziców – wyjaśnia A. Żdan. Każda szkoła może wybrać nie tylko fason, ale i kolor obowiązującego w niej stroju.


Warto dać dobry przykład


– Trudno w tej chwili precyzyjnie określić, jaki wpływ będzie miał jednolity strój na uczniów – mówi Marian Marciniuk, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 1 w Radzyniu Podlaskim. – Na pewno poprawi estetykę w szkole, zarówno na lekcjach, jak i podczas uroczystości szkolnych. Pozwoli bardziej godnie reprezentować szkołę na zewnątrz. Być może wpłynie na poprawę poczucia bezpieczeństwa psychicznego w zespole klasowym, pomoże się utożsamić ze swoją szkołą – wymienia M. Marciniuk. Dyrektor przypomina, że tzw. mundurki szkolne obowiązują przecież we wszystkich elitarnych szkołach na świecie, a uczniowie ani ich rodzice nie buntują się przeciw takiemu wymogowi. Wprost przeciwnie: bardzo sobie to cenią, traktują jako wyróżnik podnoszący rangę szkoły, świadczący pozytywnie o panujących w niej dyscyplinie i porządku. – Polska oświata, choć tak krytykowana, jednak nadal wyróżnia się w świecie wysokim poziomem nauczania, może więc dać innym przykład również w tej dziedzinie: wprowadzenia jednolitych strojów do szkół – zastanawia się dyrektor Marciniuk.

Pedagog szkolny Elżbieta Burdon ma wiele argumentów przemawiających za wprowadzeniem jednolitego stroju w szkołach. Jeden z nich ma charakter społeczny. – Jako szkolny pedagog spotykam się ze skargami dzieci z rodzin uboższych, że są krytykowane czy nawet wręcz wyśmiewane przez kolegów z powodu gorszego ubioru. Czują się odtrącone przez zespół klasowy dlatego, że ich rodziców nie stać na droższy strój – tłumaczy E. Burdon. Oczywiście, wprowadzenie jednolitych strojów tego problemu nie zlikwiduje, bo potrzebna jest praca nad psychiką dzieci, ale z pewnością zmniejszy jego dolegliwość. Pedagog zwraca uwagę, że ujednolicenie strojów jest potrzebne, żeby dzieci miały silniejsze poczucie przynależności do danej społeczności. – Jako ludzie mamy potrzebę uzewnętrzniania swych postaw, emocji. Potrzebujemy takich zewnętrznych przejawów, które zbliżają i łączą. Jeśli nawet bardzo kochamy kogoś bliskiego i go szanujemy, a nie wyrazimy tego życzeniami czy choćby skromnym kwiatkiem z okazji imienin, to następuje nieprzyjemny zgrzyt. Na zawodach sportowych kibice ubierają się w stroje z elementami w barwach narodowych czy klubowych – czapki, szaliki, powiewają biało-czerwonymi flagami. Taki zewnętrzny akcent potrzebny jest zarówno na uroczystościach szkolnych, jak i podczas reprezentowania szkoły na zewnątrz – przekonuje Elżbieta Burdon.

Jednolity strój to także pewien element dyscypliny, podporządkowania szkolnemu rygorowi. Okazało się bowiem, że zbytnie folgowanie nie przyniosło dobrych efektów wychowawczych.


Mój strój świadczy o mnie


Do tych argumentów nauczyciele, pedagodzy, a także odpowiedzialni rodzice dodają jeszcze jeden: wprowadzenie jednolitego stroju pozwoli na ukrócenie – przynajmniej na terenie szkół – niepokojących tendencji w modzie, może sprowokuje do szerszej dyskusji na temat zasad, jakie powinny obowiązywać w dziedzinie ubioru. – Nikogo nie dziwi, że wielu pracodawców wymaga odpowiednich strojów w pracy: nawet w filmach i reklamach widać panie sekretarki czy innych pracowników firm ubranych elegancko w białe bluzki, koszule, ciemne żakiety, marynarki. Strój pracownika świadczy o firmie. Czy nie należy do tego przygotowywać naszych dzieci – wychowywać ich do dyscypliny, wyrabiać gust i takt w dziedzinie strojów, ubierania się stosownie do okoliczności? – zastanawia się pani Grażyna, matka trojga dzieci w wieku szkolnym. – Młodzież ma chodzić do szkoły ubrana skromnie, a nie półnago. Potem słyszy się o wulgarnych zaczepkach, różnych dramatach. Ciekawe, na ile są one sprowokowane nieprzyzwoitym strojem? – pyta pani Jolanta.

Niektóre szkoły wcześniej próbowały sobie radzić z tym problemem. Andrzej Prokopiuk, dyrektor Publicznego Gimnazjum w Białej (gmina Radzyń Podlaski), przyznaje, że rada pedagogiczna szkoły wprowadziła przed kilkoma laty zasadę, iż strój ucznia czy uczennicy ma wpływ na ocenę z zachowania. Nie we wszystkich jednak placówkach szkolnych podjęto jakiekolwiek działania w tej dziedzinie. – Trzeba pamiętać, że wiek dojrzewania zaczyna się już w szkole podstawowej, chłopcy już w wieku 11-12 lat zwracają uwagę na wygląd dziewcząt. Nieodpowiedni strój koleżanek rozprasza i drażni, prowokuje do zaczepek, które mają niekiedy wulgarny charakter – dodaje Elżbieta Burdon.

Panie przyznają, że z nieodpowiednim strojem trudno jest walczyć, bo dziewczęta chcą być ubrane modnie, nie zawsze mają odwagę iść pod prąd i wyróżniać się skromną odzieżą, czasami rodzice nie zwracają na to dostatecznej uwagi. Wreszcie trudno nie zgodzić się z tymi rodzicami, którzy chcieliby, by ich córki ubierały się przyzwoicie, ale twierdzą, że trudno jest kupić „normalne”, wysokie spodnie, a jeśli już są one w sklepie, to kosztują dużo drożej niż biodrówki. Jeszcze gorzej jest z bluzeczkami. Jedyne dłuższe, jakie można bez problemu kupić, to te gimnastyczne, t-shirty, nie są one jednak zbyt eleganckie i nie nadają się na każdą okazję.

– To już jest wina dorosłych, którzy lansują taką modę, a następnie sprowadzają prawie wyłącznie tego typu stroje do sklepów, często rodzice też nie zwracają na tę sprawę dostatecznej uwagi – komentuje pani Grażyna.

– Przyzwoitość stroju to jedno, a kłopoty zdrowotne to drugi problem – dodaje Elżbieta Burdon. – Od lekarzy wiem o licznych problemach – z korzonkami, nerkami czy przydatkami, których przyczyną są odkryte plecy i brzuch w porze od jesieni do wiosny.

Tak więc problem jednolitych strojów w szkole to nie tylko element dyscyplinujący, ale również przyczynek do szerszej dyskusji na temat ubioru, który powinien być piękny, elegancki, gustowny, ale i godny – stosowny do okazji, przyzwoity. – Moda powinna wychowywać w kierunku umiarkowania, skromności, taktu, a także do czystości, a nie służyć pobudzaniu zmysłów, nieść zgorszenia – podsumowuje Elżbieta Burdon.


Na co dzień i od święta


Wprowadzenie jednolitych strojów szkolnych nie oznacza powrotu do granatowych fartuszków. Firmy odzieżowe prześcigają się w propozycjach wzorów ubrań – wygodnych, funkcjonalnych, estetycznych, modnych, w różnych fasonach i kolorach. Niektórzy, jak zakład Barbaros z Płońska, mają tyle zamówień, że niektóre zdążą zrealizować w połowie października. – Gdy tylko dowiedzieliśmy się, że jednolite stroje zostaną wprowadzone do szkół, opracowaliśmy wzory, a nawet „ubraliśmy” już jedną z okolicznych szkół – mówi Dorota Bogacz.

W gabinecie dyrektorskim Publicznego Gimnazjum nr 1 w Radzyniu leży na stoliku kilka wzorów ubiorów uczniowskich. – Przed nami trudna decyzja – twierdzi dyrektor Bożena Płatek. – Strój powinien być estetyczny, modny, ale również wygodny, funkcjonalny. Przez lata będzie wizytówką szkoły, ale chcemy, by młodzież go zaakceptowała, dlatego urządziliśmy w szkole pokaz mody. Pani dyrektor przyznaje, że od kilku miesięcy do szkoły napływają oferty od zakładów odzieżowych z różnych stron Polski – od Szczecina, przez Łódź po Kraków. – Wolimy jednak zamówić stroje u miejscowych producentów. To ułatwi kontakt, skróci transport, a więc zapewni niższe koszty, zatem i ceny, zapewne mniej kłopotliwe będzie również wyegzekwowanie zamówienia. W razie potrzeby rodzice będą mogli zamawiać stroje indywidualnie.

Decyzja o wprowadzeniu określonego fasonu stroju, koloru i materiału, z jakiego ma być wykonany, należy ostatecznie do rady rodziców i dyrektora, jakkolwiek szkoły biorą też pod uwagę zdanie uczniów.

Wiele szkół decyduje się na rozwiązanie kompromisowe: kamizelki dla chłopców i tuniki dla dziewcząt. – Przede wszystkim będzie to ubiór uniwersalny – tłumaczy dyrektor Marian Marciniuk. – Dzieci będą go mogły nosić zimą i latem, na co dzień i od święta, bo nie wszystkich stać na osobne – sezonowe czy okazjonalne stroje. – Trzeba też wziąć pod uwagę, że dzieci szybko rosną – dodaje dyrektor Bożena Płatek. Kamizelkę można nosić dłużej, nie będzie problemu za krótkich rękawów czy zbyt ciasnych pleców. – Chcemy uszyć kamizelki w trzech rozmiarach, mamy nadzieję, że większości uczniów wystarczą one np. na trzy lata – dodaje dyrektor Marciniuk. Poza tym kamizelki pozwolą na wykorzystanie dotychczasowych zasobów szaf: w ciepłe dni można wkładać pod nie cienkie koszulki, w chłodne – swetry, od święta – białe bluzki i koszule. I jeszcze jeden argument: przystępna cena. – Zamknie się w kwocie 40-60 złotych – twierdzi Maria Ryszka z radzyńskiego Zakładu Pracy Chronionej „Simena”, który ma sporo zamówień z okolicznych szkół.

Problem kosztów wprowadzenia jednolitych strojów jest dość istotny. – W naszej szkole mamy wielu uczniów z rodzin wielodzietnych – niekiedy w rodzinie jest 4-5 dzieci w wieku szkolnym, a tylko ojciec pracuje, bo matka zajmuje się domem – tłumaczy Elżbieta Burdon. Wprowadzenie jednolitego stroju od stóp do głów to byłby duży koszt, niekiedy przekraczający możliwości finansowe rodziny.

Szkoły nie dysponują odpowiednimi środkami, ale uczniowie z rodzin w szczególnie trudnej sytuacji otrzymają pomoc na ten cel.

– Rządowy program pomocy uczniom w 2007 r. przewiduje dofinansowanie zakupu jednolitych strojów dla dzieci pochodzących z rodzin spełniających kryterium dochodowe, czyli w których aktualnie dochód na jedną osobę nie przekracza 351 zł – tłumaczy Anna Żdan z biura prasowego MEN. Na realizację tego zadania przeznaczono 50 mln złotych. Ministerstwo Edukacji Narodowej przewiduje, że środki te zostaną uruchomione przed wakacjami, tak aby pieniądze na dofinansowanie stroju mogły być przekazane rodzicom uczniów przed rozpoczęciem roku szkolnego 2007/2008.

Anna Wasak

drukuj