Bukiet braterskich uwag o rządzie

Ks. prof. Czesław S. Bartnik

Władza dla każdej społeczności jest absolutnie konieczna, ale może mieć różne kształty i kolory, a przede wszystkim jest trudnym problemem egzystencjalnym. Dlatego od czasu do czasu trzeba też pisać coś o rządzie, tak po bratersku i chrześcijańsku.
Otóż jest często takie jakieś przeklęte prawo, że bardzo szlachetny, zdolny i samokrytyczny człowiek, mężczyzna czy kobieta, zwłaszcza mężczyzna, gdy zdobędzie jakąś wyższą władzę, to staje się nagle wszechwiedzący, nieomylny, wszystkich uważa za wrogów i często ich atakuje, no i wewnątrz ulega błogiemu samouwielbieniu. Bywa, że nawet biskup, którego władza jest szlachetna, ewangeliczna i duchowa, sądzi, że ma pełnię władzy nad diecezjanami, że jest ceniony i uwielbiany przez wszystkich, choć faktycznie niewielu ludzi może go poważać. A cóż dopiero mówić o takiej wysokiej i życiowej władzy, jaką ma prezydent, premier, najwyżsi sędziowie, wysocy urzędnicy. Warto więc coś życzliwie powiedzieć o władzy państwowej.

Blaknące kolory

Pytałem z ciekawością ostatnio wielu ludzi spoza wielkiej polityki, jak oni widzą teraz nasze władze, zwłaszcza związane z PiS. Wymieńmy grupę wielkich pozytywów. Docenia się wybitne osobowości braci Kaczyńskich, siłę i zwartość partii PiS oraz wybijanie się ich polityki na czoło w Polsce. Ponadto podkreślany jest rozwój gospodarczy, zahamowanie grabieży Polski, ratowanie tożsamości polskiej przed harpagonami zachodnimi i wewnętrznymi, próby – choć ciągle bez wyraźnych efektów – rozliczenia wielkich grabieżców, zwyczajnych i politycznych, docenienie lustracji uwalniającej nas od wrażych układów, duży stopień aktywności polskiej w polityce międzynarodowej, próby rozwinięcia świadomości polskiej tradycji, historii i kultury, zostawianie dużego pola samorządności w miastach i na wsi, wprowadzanie rozumności w życie urzędnicze, ratowanie dzieci i młodzieży przed diabelską degeneracją umysłową i moralną ze strony nihilistów zachodnich i inne. Oczywiście znaczna część tych osiągnięć przypada i na partie koalicyjne: na Samoobronę i LPR.
Moi rozmówcy – nie były to badania naukowe – podnoszą też różne zastrzeżenia. Oto niektóre, że tak powiem, jakby popularne. Są to:
– odchodzenie w pewnej mierze od obietnic wyborczych PiS;
– zbyt duża temperatura walki słownej z przeciwnikami, choć tamci są bez porównania głośniejsi, ale należałoby dbać o bardziej pokojową atmosferę w kraju; nieodpowiedzialne ataki ze strony SLD, PO, LiD i innych należałoby skanalizować jako jedno medium zagraniczne;
– otwieranie coraz szerzej drzwi i okien na degeneracyjny liberalizm zachodni i światowy;
– przesadny filosemityzm, lękliwy i jakiś asekuracyjny, często ze szkodą dla interesów społeczeństwa polskiego;
– patriotyzm braci Kaczyńskich jest sympatyczny, ale jakoś nie do końca jasny i zacieśnia się niemal zupełnie do rocznic, folkloru i odznaczeń;
– nie do końca klarowna postawa duchowa i światopoglądowa braci Kaczyńskich i ich najbliższego otoczenia;
– i w tym nie jest tak naprawdę przejrzysta ich postawa wobec Kościoła, zwłaszcza hierarchicznego.
Ostatniej sprawie poświęcę trochę więcej uwagi.
Często przestrzega się media katolickie przed faworyzowaniem jakiejś jednej partii politycznej, bo to z innych partii może czynić wrogów Kościoła, a z popieranej jawnego niewdzięcznika. Oczywiście, medium toruńskie chciało ratować Polskę, bo chcieli – a nawet chcą nadal – ją zamienić w murzyńską kolonię nadludzi zachodnich, jednak problem politycznej wdzięczności zastał nadużyty. Jakże mądrze pisał cesarz rzymski Marek Aureliusz (zm. 180 r.), że człowiek mocno forsowany w górę, a bez bardziej szlachetnej osobowości, najpierw obrasta w pustą pychę, a następnie usiłuje pomniejszyć lub nawet zniszczyć swoich dobrodziejów, gdyż są oni świadkami, że dużo zawdzięcza innym, a nie tylko sobie samemu. Niestety, coś podobnego zaczyna zachodzić między PiS a medium toruńskim wraz z milionami jego zwolenników.

A co z brakiem poparcia ochrony życia?

Jak wiemy, marszałek Sejmu Marek Jurek przygotowywał od jesieni ubiegłego roku, przy dużym udziale LPR i Samoobrony, dopełnienie art. 38 Konstytucji o „ochronie życia ludzkiego od momentu poczęcia do naturalnej śmierci”. Ustawa nie przeszła. Za ochroną życia głosowali, mówiąc ogólnie, LPR, PSL, Samoobrona. Marek Jurek liczył na całe PiS, tak przynajmniej przywódcy PiS mu od początku obiecywali. Z PiS byłaby większość. Ale jak to ludzie są przewrotni w tłumaczeniach. Oto 12 czerwca 2007 r. pan premier powiedział w „Sygnałach dnia”, że ks. abp Józef Michalik niesłusznie oskarżył PiS o niepoparcie ochrony życia, bo „głosowali jak jeden mąż”. Tymczasem w głosowaniu nad dopełnieniem art. 38 w Konstytucji nie głosowało 94 członków PiS. A poza tym w międzyczasie były zgłaszane przez prezydenta jakieś inne mętne propozycje, tak że posłowie PiS chcący słuchać przywódców swej partii kompletnie się pogubili.
I stało się coś diabelskiego. Polska mogłaby się stać zwiastunką wyższego życia duchowego na świecie, spełniłyby się nauki nie tylko ewangeliczne, ale także Prymasa Wyszyńskiego, Papieża Jana Pawła II i ogromnej liczby wspaniałych, niedających się ogłupić katolików polskich. Nie wiadomo, czy taka szansa się powtórzy, bo cywilizacja śmierci szerzy się coraz bardziej. Również politycy polscy chlubili się mądrością i naukami Jana Pawła II, a przez niedopełnienie ochrony przed aborcją i eutanazją ugodzili w samo serce Papieża z mentalnością bolszewicką. Trzeba się modlić, żeby Pan Bóg nie ukarał całej Polski jakimiś kataklizmami z powodu grupy słabych i fałszywych polityków.
Z wielkim bólem odkryliśmy w PiS, tak popieranym przez Radio Maryja i TV Trwam, wielu ludzi o dwuznacznej mentalności. Czy komunizm aż tak nas wszystkich zdegenerował? Nikt dziś z PiS nie chce się przyznać do winy, chociaż wystąpienie przeciwko cywilizacji życia jest grzechem ciężkim. Oto np. przed głosowaniem nasz Episkopat wydał ewangeliczne, pełne miłości oświadczenie popierające, choć anonimowo, heroicznego Marka Jurka i medium toruńskie w obronie życia od poczęcia do śmierci. Ale potem pewien ważny działacz PiS powiedział, że Episkopat nie poparł ochrony życia, bo nie podał sankcji grzeszności. Także Episkopat nie spodziewał się, że aż połowa PiS zachowa się również po barbarzyńsku. Nie wzięto pod uwagę, że do zwycięskich partii ciśnie się dużo szumowin.

Kłótnie po przegranej

Do dziś wielu ludzi, także katolików, nie rozumie wielkości zła aborcji i często myśli, że zakazuje jej jedynie Kościół, a sama w sobie zależy od światopoglądu. Otóż aborcja jest zbrodnią z samej swej istoty bez względu na światopogląd. Kościół jedynie przestrzega przed nią kategorycznie i okłada sankcją ekskomuniki. „Kto powoduje przerwanie ciąży, po zaistnieniu skutku podlega ekskomunice mocą samego prawa” (Kodeks Prawa Kanonicznego Jana Pawła II, kan. 1398). A chociaż moralne popieranie aborcji nie jest obciążone ekskomuniką, to jednak samo w sobie jest grzechem śmiertelnym.
Bardzo słusznie tedy przewodniczący Episkopatu Polski ks. abp dr Józef Michalik wypowiedział się w Boże Ciało, że obok innych także partia rządząca nie zdała egzaminu moralnego, bo nie poparła konstytucyjnej ochrony życia od momentu poczęcia do naturalnej śmierci. Do tej apostolskiej wypowiedzi dołączyli w różnej mierze także: ks. kard. Stanisław Dziwisz, ks. abp Kazimierz Nycz, ks. abp Damian Zimoń, ks. bp Stanisław Stefanek, ks. bp Jan Tyrawa i wielu innych. Ksiądz biskup Jan Tyrawa powiedział wprost, iż obecny okres jest trudniejszy dla Kościoła niż za (późnego) komunizmu.
Jak zareagowali na to katoliccy członkowie PiS? Można śmiało streścić ich poglądy w ten sposób, że winę ponoszą Marek Jurek, LPR, Episkopat, Radio Maryja i inni ludzie nieznający się na polityce. Tragedia, że powiało gomułkowszczyzną. Wicepremier Przemysław Gosiewski powiedział np., że zarzuty, zwłaszcza ks. abp. Michalika, są błędne, nie dotyczą w niczym PiS, które w całości głosowało za ochroną życia. Kpi czy o drogę pyta – mawiali nasi ojcowie.
Tadeusz Cymański zaatakował ks. abp. Michalika, że to on szkodzi ochronie życia, bo swoją wypowiedzią osłabia PiS, które „jest przecież za ochroną”. Zarzucił też księdzu arcybiskupowi, że Episkopat nie obłożył głosowania przeciw cenzurą grzeszności (por. „Dziennik”, 8 VI 2007). Poseł Jolanta Szczypińska powiedziała bezczelnie, że Episkopat się nie zorientował, kto jak głosował, choć przecież mamy wszystkie wydruki. Podobnie mówił rzecznik prezydenta Maciej Łopiński. Wielu innych twierdzi, że to Marek Jurek skompromitował się jako polityk, bo projekt wzmocnienia ochrony życia wniósł pod obrady Sejmu. Ponadto sekretarz generalny PiS Joachim Brudziński zaatakował ks. abp. Michalika od strony swojej oryginalnej teologii, a mianowicie, że biskup katolicki nie wyraża w tym względzie nauki Kościoła, a tylko swoją własną sympatię lub antypatię polityczną, a żądanie ochrony życia miało na celu rozbicie PiS. I tak obnażyła się cała brzydota spustoszenia umysłowego.
Z kolei TVN z 10 czerwca ochoczo, a po barbarzyńsku dodało, że Kościół nie ma prawa tak zdecydowanie bronić życia poczętych i chorych, bo to jest sprawa czysto polityczna i w związku z tym dziś nawet Prymas Wyszyński byłby ostrożniejszy niż ks. abp Michalik. Po tej linii doszło do swoistego karambolu intelektualnego. Oto nuncjusz apostolski na uroczystości w Lublinie 9 czerwca 2007 r. przestrzegał, by nie uprawiać polityki z ambony. Ale ta słuszna zasada została niesłychanie sparodiowana przez TVN i inne programy telewizyjne, a mianowicie, że ochrona życia jest sprawą polityczną, że przykazanie Boże „Nie zabijaj” jest polityczne i że Kościół nie ma prawa zakazu aborcji i eutanazji przenosić na prawo publiczne. Z tego wynikałoby, że kiedy Kościół niemiecki za Hitlera milczał, gdy Niemcy mordowali miliony Żydów, Polaków i innych, a także chorych psychicznie i homoseksualistów, to zachował się słusznie, bo Kościołowi nie wolno wtrącać się do polityki.

Sprawa naszej kochanej prezydentowej

Zdawało się nam, że spór między o. Rydzykiem a panią prezydentową w sprawie prawodawstwa aborcyjnego siłą rzeczy już wygasł. Tymczasem pan prezydent w wywiadzie dla tygodnika „Wprost” z 2 czerwca 2007 r. powiedział ni mniej, ni więcej, że z broniącym życia medium toruńskim ma niewiele wspólnego, że o. Rydzyka widział tylko dwa razy w życiu z daleka i zażądał od niego przeproszenia jego żony za to, że ją skrytykował w sprawie aborcji. Wypowiedź ta jest bardzo niepokojąca. Czyżby chodziło o przypodobanie się zwolennikom aborcji i eutanazji, a może o potwierdzenie swego stanowiska z czasu obrad Sejmu? Jedno i drugie jest dla świadomych katolików nie do przyjęcia. Przecież medium toruńskie o. Rydzyka dało prezydentowi i PiS miliony głosów wierzących katolików i członkowie PiS korzystali bardzo szeroko ze studiów tego medium. Stwierdzenie, że „dyrektora nie znam” przypomina jako żywo postawę św. Piotra mówiącego o Chrystusie: „Nie znam tego człowieka” (Mt 26, 72).
Główny motyw wywodu odsłania przede wszystkim zdanie prezydenta: „nie pozwolę nikomu obrażać żony”. Pamiętamy, że pani prezydentowa na Dzień Kobiet zaprosiła do siebie grupę znanych feministek przeciwnych ochronie życia w całości i podpisała odpowiednią deklarację za utrzymaniem dawnego brzmienia Konstytucji w tej sprawie. Wówczas o. Rydzyk, nawiązując do dawnej teologii ascetycznej, że świętość pachnie, a grzeszność cuchnie, zawołał, że zgromadzenie to nie zrobi z szamba perfumerii.
Ale jak w postawie przeciwko zmianie zapisu konstytucyjnego o życiu był pierwszy błąd, tak w żądaniu przeprosin za niepoparcie pełniejszej ochrony życia jest drugi błąd. Trzeba powiedzieć otwarcie, że nie chodzi tu o maniery salonowe, lecz o życie lub zbrodnię. Publiczne zatem przeprosiny ze strony o. Rydzyka oznaczałyby dla ogółu, że wycofuje się on z katolickiej nauki o absolutnej ochronie życia dla samych względów towarzyskich. Złe poglądy domu prezydenckiego mógł skarcić Episkopat w imieniu nauki Jana Pawła II, ale wtedy byłby to już konflikt oficjalny. Ojciec Rydzyk miał prawo wystąpić na niskim szczeblu jako kapłan katolicki, co jest pewnym echem wystąpienia św. Jana Chrzciciela, który napiętnował zły postępek króla Heroda Antypasa, i za to poniósł śmierć. I jemu radzono, żeby po prostu króla przeprosił. Ale on nie mógł zmienić prawa Bożego przez przeprosiny.
Katolicy polscy pragną, by dostojna pani prezydentowa była patronką nie tylko mikroskopijnej grupy zagubionych kobiet, ale także kobiet w pełnym tego słowa znaczeniu, matek wielodzietnych, dzieci ubogich i chorych, a także wszystkich instytucji obrony życia, jak np. Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka pod prezesurą dr. inż. Antoniego Zięby, który podobno od roku nie może się doprosić audiencji. Niektórzy ludzie z PiS powiadają, że kapłan katolicki powinien uznawać pluralizm poglądów. Otóż zdanie takie świadczy o głębokiej bezmyślności jego autorów. Można bowiem tolerować poglądy różne lub mało ważne, ale nie można tolerować poglądu sprzyjającego aborcji i eutanazji, bo to jest zło godzące w samą istotę człowieczeństwa i nie zależy od światopoglądu. Czyż można tolerować poglądy i postawy nazistów, bolszewików itd.? Tym bardziej katolik nie może sprzyjać cywilizacji śmierci, choćby w małym zakresie. Za takie rzeczy powinien być upomniany. I każdy katolik ma prawo karcić za te rzeczy nie tylko współbrata, ale w ogóle każdego człowieka. Wymaga tego Pan Bóg.
Oczywiście tak istotne różnice w sprawach chronienia życia nie muszą prowadzić do ubliżania sobie na forum publicznym i do wiecznego zagniewania. Należy wyrazić uznanie panu prezydentowi za stanowczość, z jaką stanął w obronie dziennikarzy Radia Maryja i Telewizji Trwam. Mówił o tym niedawno na antenie Radia o. Tadeusz Rydzyk. Oto prezydentowi lecącemu samolotem za granicę towarzyszyli także dziennikarze z Radia Maryja i TV Trwam. Jednak z kraju docelowego dano znać, że dziennikarze katoliccy są osobami niepożądanymi. Prezydent się nie ugiął i zagroził, że on też zawróci do Polski. W taki oto sposób okazała się jego mądrość i troska o katolickie media, mimo że naciski wrogów Kościoła i Polski są przeogromne.
Dlatego myślę, że dobrze byłoby zrobić przyjacielskie, bez mediów spotkanie. Bez mediów, bo media przeważnie wszystko wykoślawiają, nawet moralność. Płynie to z ich słabego wykształcenia filozoficznego i systemowego. Trzeba też pamiętać, że mimo komuny duchowieństwo pobierało obiektywne nauki filozoficzne, teologiczne, społeczne i kulturalne, czego właśnie byli przeważnie pozbawieni dawni wychowankowie bezwartościowego marksizmu. Teraz musimy zwierać szyki, bo ataki barbarzyńców zachodnich są coraz straszniejsze. Posłuchajmy, jak krótko scharakteryzował pseudokulturę zachodnią śp. poseł dr Filip Adwent w przemówieniu w La Balou w rodzinnej Francji 12 września 2004 r.: „Musimy niestety stwierdzić rzecz straszną: społeczeństwo zachodnie jest w stanie agonalnym. Istnieje wiele powodów tego stanu, lecz dla nas wszystkie one mają przyczynę wspólną i zasadniczą, której zacytowanie jest niepoprawne politycznie – dlatego też to uczynię: porzucenie pojęcia o Bogu, utrata wiary, utrata świętości. Ludzie nie znoszą już pojęcia winy i grzechu. Kiedy ta wina staje się zbyt uciążliwa, z wygody legalizuje się ją. Wtedy zło – a przynajmniej tak myślę – staje się dobrem. Jest to, owszem, łatwiejsze, ale niczego nie rozwiązuje” (tekst od prof. Wiesława Nowakowskiego). Być może, że Filip Adwent zginął właśnie z powodu odrzucania akcesji do UE.

Inne niepokoje

Zdajemy sobie sprawę, że żadna partia nie ma sił wywiązać się ze swych obietnic w całości, poza tym może stosować pewne barwy ochronne przed bezwzględnymi wrogami i zachodnimi, i wewnętrznymi. Jednak trzeba powiedzieć otwarcie, że pewne postawy i pociągnięcia PiS zaczynają trochę niepokoić coraz szersze kręgi katolików.
Co do tematyki religijnej
1. Ciągle nie rozumiemy, dlaczego PiS, które decyduje o obsadzie telewizji, pozwala mediom na obrzydliwe oszustwa, na szyderstwa z religii, bluźnierstwa i obelgi miotane przeciwko co szlachetniejszym obywatelom, duchownym i świeckim w katolickim kraju – słusznie zwraca na to uwagę prof. J.R. Nowak. Weźmy drobny przykład. Jak długo będzie się ciągnęła ta perfidia: po Bożym Ciele są niby rzeczowe reportaże, ale dołącza się do tego wywiady tak skonstruowane, żeby pokazać, iż uczestnicy procesji to ludzie ciemni religijnie. Przecież za takie i podobne audycje rozgłośnia powinna być natychmiast zamknięta. Niech sobie te rzeczy pokazują w specjalnej telewizji ateistycznej. I tu rodzą się wątpliwości, czy rząd PiS nie chce się po prostu przypodobać barbarzyńskim prądom zachodnim, jak robią to SLD, PO i LiD.
2. Coraz szerzej są otwierane drzwi dla wpływów antyreligijnych, antymoralnych, antypolskich, dla całej prakselogii aborcyjnej, wczesnoporonnej, dla pedofilii itd. Rezultaty obronne są bardzo nikłe. Czasami wygląda to tak, jakby oficjalna Polska wstydziła się swej moralności, jak wstydzi się czysty młodzieniec przed zepsutą grupą koleżeńską, że jeszcze się nie łajdaczył. Jak można dopuszczać do tego, że w Polsce jest uwikłanych w prostytucję 10 tys. kobiet rocznie, a w Europie Zachodniej 500 tys.?
3. Brakuje ciągle zdeklarowanej w duchu katolickim polityki prorodzinnej, która jest sprawą życia i śmierci Narodu. LPR nie pozwala się wiele zrobić. I nie jest to tylko sprawa nieodpowiedzialnej pani wiceminister, ale obawiamy się, że osłania ją w jakimś sensie sam premier. W ogóle zresztą – zapewne nie bez wiedzy premiera – istnieje jakieś szersze środowisko antyrodzinne, jakby na złość Giertychowi. Wszelkie prawodawstwo rzekomo prorodzinne ma na względzie jedynie jednostkę. Jest to kalka z zachodniego indywidualizmu. Czy takich założeń ideowo-prawnych nikt nie dostrzega?
4. Mówi się coraz szerzej, że narasta wielki dystans i oziębłość ze strony PiS do Kościoła i do katolicyzmu. Mówiliśmy już o nielegalnej lustracji biskupów i księży, o nielegalnym obaleniu ks. abp. Wielgusa za jego antyliberalizm, o próbach ingerencji w wewnętrzne sprawy Kościoła, o braku spotkań biskupów i przedstawicieli rządu dla omówienia problemów i tematów wspólnych, o wspominanej neutralizacji obrony życia, o rugowaniu udziału duchowieństwa w centralnych uroczystościach publicznych, o pomniejszaniu zakresu działalności biskupa polowego. Niektórzy obywatele katoliccy obawiają się wprost, by ten pewien chłód nie przybrał jakichś cech masońskich.
5. Nie podoba się nam także to ciągłe publiczne besztanie wicepremiera Romana Giertycha za obronę moralności katolickiej, czyli ogólnoludzkiej, i za próby odrodzenia szkolnictwa w duchu normalności. Premier nie może zamykać dyskusji w gabinecie. A jeśli przenosi ją do mediów, to po to, żeby się usprawiedliwiać przed wrogimi Kościołowi mediami.
6. Obserwuje się politykę utrzymywania kontaktów z Watykanem przy wyraźnym pomijaniu Episkopatu krajowego. Tak było za SLD i UW.

Co do tematyki polskości

1. Rozmówcy moi mówili mi właśnie, że polityka polskości PiS sprowadza się bardziej do samych zwrotów, do obchodzenia rocznic, wznoszenia muzeów, m.in. żydowskiego, i nieustannego nadawania orderów wszystkim grupom i frakcjom. Stosunek do wychowania patriotycznego w szkołach nie jest taki jednoznaczny. Jeśli chodzi o profil ogólny, to jawi się on chyba jako połączenie socjalizmu i piłsudczyzny, bez klimatu kościelnego.
2. Nie słyszy się o wielkich profesorach, doradcach, o sympozjach społeczno-politycznych ani o teoriach, kierunkach i szkołach politycznych.
3. Na profil rządów PiS składają się też liczne gesty polityczne, jak wstrzymywanie budowy pomnika Polaków zamordowanych w KL Warschau, utrzymywanie do dziś na wysokich urzędach „czerwonych dynastii” (J.R. Nowak), wrogich nadal i nowej Polsce, i Kościołowi.
4. Nadal mało polska jest nasza polityka wobec Polaków na Wschodzie. Jest w tym coś nieludzkiego. Liczni Żydzi wracają, biedni Polacy wywiezieni bestialsko na Sybir nie mogą powrócić. Karta Polaka uprawniająca do niższej opłaty wizowej to prosty wykręt, że rzekomo Polska o nich się troszczy. Znowu słabną stosunki z wszystkimi Poloniami świata, głównie chyba dlatego, że na tamtejszych placówkach dyplomatycznych są nadal urzędnicy nieczujący Polski. Na przykład płomienne przemówienia premiera w Chicago wykazują tylko słomiany zapał.
5. O chorobie pomarksistowskiej świadczy fakt, że polska polityka, kultura, dyplomacja nie chce skorzystać z dwutysiącletniej albo i dłuższej tradycji religijno-kościelnej. O następstwach dużo by mówić. Wystarczy zauważyć, że większość polskich proboszczów lepiej się orientuje w sprawach społeczno-politycznych i ma więcej mądrości i doświadczenia niż ogół polityków „urzędowych”.
6. Jak za rządów SLD, Unii Wolności i AWS, tak i dziś nadal nie ma zabezpieczeń przed niemieckimi grabieżami na Ziemiach Odzyskanych. Czyżby w naszych rządach panowała stale zdrada Polski i naszych ubogich chłopów, którymi się ciągle pomiata?
7. Niepokoimy się bardzo, że dzieciom polskim w Niemczech zabrania się rozmawiać nawet z rodzicami po polsku. Ożył znowu czysty rasizm. Dlaczego Polska nie robi rabanu na cały świat? Boi się? Ten rasizm jest uzasadniany przez Niemców. Mówią oni mianowicie, że język polski to język niewolników, że kultura polska jest bardzo niska, a kultura niemiecka jest wiodąca w świecie. Język polski ma szkodzić rozwojowi osobowemu dziecka. Dopiero język niemiecki czyni je pełnym człowiekiem. Co na to nasi głupi lizusi niemieccy?
I my mamy ochoczo przyjmować taką ich konstytucję i kulturę? I w takim klimacie nasz prezydent podpisał deklarację berlińską, w której nie ma wzmianki o chrześcijaństwie, o Bogu, o moralności, a tylko operuje się pojęciami mitologii pogańskiej i idiotycznej gnozy? Jak w tej sytuacji rozumieć zdradzieckie hasło naszych renegatów: „Polsko, nie wetuj!”.

? ? ?

Historia ma w sobie wiele tajemnicy. Nie wiadomo, co będzie w przyszłych wyborach. Wyborcy polscy wybierają wahadłowo: raz jedno ugrupowanie, drugim razem inne. I znaczna część katolików polskich „staje tyłem do własnego państwa” (Michał Jarosz). Jednak myślę, że PiS z Samoobroną i LPR z jednej strony i wielka liczba świadomych katolików z medium toruńskim (Radio Maryja, TV Trwam i „Nasz Dziennik”) z drugiej strony powinni się nadal wspierać, bo wojna między Polską sprzedawaną kolonizatorom a Polską rodzoną i mądrą nie jest jeszcze ostatecznie rozstrzygnięta. Katolicka substancja społeczeństwa i idee medium toruńskiego są najpewniejszymi filarami IV Rzeczypospolitej. Ale z obu stron trzeba pokory i serdecznej zgody. Najbardziej boimy się – jak to już bywało – pychy rządzących, którzy myślą, że zbudują prawdziwe państwo bez Boga, bez moralności i bez horyzontu kościelnego.

Na stronie internetowej Radia Maryja
(www.radiomaryja.pl) dostępna jest wypowiedź o. Tadeusza Rydzyka na temat wydarzeń wspomnianych w artykule.

drukuj