„Weźmijcie Ducha Świętego”

Homilia księdza biskupa Antoniego Dydycza, ordynariusza drohiczyńskiego, wygłoszona w Zielone Świątki, 27 maja 2007 r., w Częstochowie podczas Pielgrzymki Służby Zdrowia

Wasza Ekscelencjo, Najdostojniejszy Księże Arcybiskupie,

Przewodniczący Zespołu ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia przy Konferencji Episkopatu Polski,

Czcigodni Ojcowie Paulini z Ojcem Generałem i Przeorem na czele,

Drodzy Bracia w kapłaństwie i osoby życia konsekrowanego,

Szanowni Przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia,

Dostojni Reprezentanci Parlamentu Polskiego,

Przedstawiciele Władz Samorządowych!

Szanowni Lekarze, Pielęgniarki, Położne, Salowe

i całe zaplecze techniczne polskiej służby zdrowia!

Ukochani Chorzy i Cierpiący, którzy słuchacie nas za pośrednictwem radia…

Kochani Pielgrzymi!

1. Niedziela Zesłania Ducha Świętego w historii Kościoła jest uważana za pierwszy dzień działalności Kościoła jako wspólnoty powołanej do życia na Krzyżu, umocnionej zmartwychwstaniem, zaopatrzonej w potrzebne pomoce dzięki darom Ducha Świętego, właśnie dzisiaj. Przecież nie uszło naszej uwadze to, że przed Zesłaniem Ducha Świętego apostołowie przebywali w zamkniętym pomieszczeniu, gdyż obawiali się prześladowań, lękali się jakichkolwiek intruzów. Trwali na modlitwie w obecności Matki Najświętszej.

Z chwilą zaś otrzymania darów stali się innymi ludźmi. Opuścił ich lęk. Święty Piotr wychodzi do tłumów i z odwagą zaczyna głosić Jezusa Chrystusa, nie pomijając i tego, aby wyraźnie powiedzieć, kto domagał się śmierci Syna Bożego, kto doprowadził do ukrzyżowania.

I setki zebranych osób, chociaż pochodziły one z różnych krajów, różniły się mową, rozumiały to, co głosił św. Piotr. A mówił wszystko tylko w jednym języku. Kościół, który dzisiaj, ale też blisko dwadzieścia wieków temu zaczął docierać do coraz to nowych krajów, spotykając się ze zrozumieniem, znalazł również wyznawców i na polskich ziemiach.

Swoim dziełem ewangelizacyjnym starał się obejmować wszystkich bez względu na pochodzenie, wiek, wykształcenie, majątek. Nie zrażał go stan psychiki i zakres możliwości poznawania intelektualnego. Znalazł się też niesłychanie blisko każdego cierpiącego, każdej i każdego chorego!


2.
Ze wszystkimi mógł się porozumiewać dzięki darom Ducha Świętego. Żyjemy w czasach, kiedy znajomość różnych języków staje się coraz bardziej powszechna, a jednocześnie wypada nam działać w okresie, kiedy ludziom przychodzi wyjątkowo trudno porozumiewać się pomiędzy sobą. Nie wiem, czym to można tłumaczyć od strony logistycznej. Wydaje się wszakże, iż tym, co sprawiło, że św. Piotr głosił Chrystusa w sposób zrozumiały dla wielojęzycznego zgromadzenia, to nie była sprawa językowych zdolności, skoro św. Paweł wyraźnie mówi w Pierwszym Liście do Koryntian: „Nikt nie może powiedzieć bez pomocy Ducha Świętego: „Panem jest Jezus””. A więc jeżeli w naszych czasach mamy kłopoty z porozumiewaniem się, skoro istnieją takie czy inne konflikty, to znaczy, że nie mamy pomocy Ducha Świętego. A tej pomocy nie otrzymujemy, gdyż brakuje pewnego, istotnego warunku. Apostoł Narodów tak to tłumaczy: „Wszystkim zaś objawia się Duch dla wspólnego dobra”.

Czyżby więc w obecnej dobie zaistniał niedostatek wrażliwości na wspólne dobro? Czyżby o tym zapomniały przeróżne ideologie? Czyżby w walce z Bogiem usiłowano zaszczepić takie postawy, które są bliższe budowniczym wieży Babel aniżeli świadectwu dobrego samarytanina?


3.
Sługa Boży Jan Paweł II, jakby żegnając się z nami, zachęcił do kształtowania wyobraźni miłosierdzia. Nawet nie wrażliwości. Postawił pozornie na coś mniejszego, chociaż jest to coś konkretnego, od czego łatwo zaczynać.

Wyobraźnia miłosierdzia jest bowiem mową. Mowę tę rozumie ten, który nią się posługuje. Jest wreszcie mową, którą rozumie potrzebujący, chory. Jest to mowa, która pochodzi od Ducha Świętego. Tej mowy nie nauczy się nikt sam z siebie. Trzeba najpierw otworzyć się na Ducha Świętego. Kluczem do takiego otwarcia jest wizja dobra wspólnego. Ale to jeszcze nie koniec. To jeszcze nie rozwiąże problemu. To nie doprowadzi do łatwiejszego porozumiewania się.

Nie możemy przecież zapominać o pożegnaniu Pana Jezusa z Apostołami. Syn Boży przychodzi do nich i mówi, tak zwyczajnie i tak zwyczajnie odnotował to Ewangelista: „Pokój wam! A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie, ujrzawszy Pana”. Tak opowiada nam dzisiejsza Ewangelia.

Cóż to więc znaczy, że Pan Jezus po pozdrowieniu „pokazał im ręce i bok?”. Cóż to znaczy? Co to za argument? Nie mówi im o ich przyszłych sukcesach. Nie obiecuje takich lub innych korzyści. W Duchu Świętym wystarczy inny argument. Rany rąk, boku i stóp są wyjątkowo przekonywającym motywem. One mówią o miłości. Tylko w Duchu Świętym możemy znaleźć i zrozumieć wartość takiej przesłanki. Jedynie ta przesłanka pozwoli nam dostrzegać wagę dobra wspólnego. Tylko dzięki niej możemy poznać siebie, własne człowieczeństwo i będziemy w stanie zrozumieć każdą i każdego z ludzi. Będziemy w stanie się porozumieć.


4.
Naszej epoce nie brakuje pieniędzy. Bogactwa jest w nadmiarze. Naszej epoce brakuje miłości. A może jest jeszcze gorzej, gdyż istnieją siły, są ludzie zainteresowani tym, aby na różne sposoby zagradzać drogę od miłości i do miłości. Współczesne ideologie perfekcyjnie są wykształcone na kłamstwie, niesprawiedliwości i pozorach. Aż wstyd o tym mówić, chociaż jest to prawdą, że współczesnych humanistów można porównać do kanibali. Mają pełne usta różnych terminów i sformułowań o humanistycznym wydźwięku i na tym koniec. Celowo zakłada się instytucje, powołuje się do istnienia różne organizacje, aby posługiwać się szczytnymi hasłami pozbawionymi duszy, pozbawionymi treści. To jednak pozwala na eliminowanie organizowania się ludzi rzeczywiście dobrej woli i rozumiejących wagę miłości. Jakże można zrozumieć organizacje rzekomo humanitarne, które posługując się fałszywą troską o zdrowie kobiety, uśmiercają życie? Jak można zrozumieć tych, którzy niemalże leją krokodyle łzy na publicznych wiecach, gdy się wspomni o jakimś nieszczęściu, ale ich jedyną formą pomocy jest eutanazja!? Tak mogą postępować tylko ludzie pozbawieni miłości.


5.
Jan Paweł II w „Evangelium vitae” przypomina nam, że „W pracy wychowawczej nie można też pomijać refleksji nad cierpieniem i śmiercią. W rzeczywistości bowiem każdy człowiek ich doświadcza i daremne jest, a ponadto błędne, przemilczać je czy też usuwać z pola uwagi. Należy raczej dopomóc każdemu w dostrzeżeniu ich głębokiej tajemnicy, ukrytej w tej konkretnej i trudnej rzeczywistości. Także ból i cierpienie mają sens i wartość, gdy się je przeżywa w ścisłej więzi z miłością, którą się otrzymuje i ofiaruje” (Jan Paweł II, Evangelium vitae, 97).

Wedle Jana Pawła II, kiedy miłość otrzymaną jesteśmy gotowi ofiarować, wówczas dorastamy do miary naszej odpowiedzialności za życie i współuczestnictwa w trosce o nie. Jest to ogromnie ważne w odniesieniu do każdej chorej i każdego chorego. Benedykt XVI zauważa z niepokojem, iż „Stan choroby nieuchronnie powoduje, że człowiek przeżywa kryzys i poważnie zastanawia się nad własną sytuacją” (Benedykt XVI, Kościół naśladuje Miłosiernego Samarytanina. Orędzie na XV Światowy Dzień Chorego, Watykan 8 XII 2006).

Czy w takim momencie znajdzie pomoc? Czy nasza służba zdrowia dysponuje wszelkimi niezbędnymi środkami pozwalającymi na przyjście z potrzebną pomocą? Czy klimat duchowy we wszystkich środowiskach służby zdrowia sprzyja wyzwalaniu się miłości?


6.
Jesteśmy w domu naszej Matki. Jesteśmy w tym miejscu, do którego od wieków przybywają miliony osób, najczęściej zbolałych, zdesperowanych. Przybywają z prośbami i pytaniami. Przybywają także, a może przede wszystkim z nadzieją. I nam w tym roku towarzyszą niepokoje. Dotyczą one naszych możliwości jako lekarzy, pielęgniarek, położnych, salowych i pracowników technicznych. Dotyczą również możliwości całej służby zdrowia jako takiej. Wciąż słyszymy o transformacji. Stale ktoś nam przypomina o potrzebie pewnej dyscypliny! Ale jaki to jest język? Jaka to jest mowa? Czy w tych naszych spotkaniach, dyskusjach i utarczkach jest miejsce na dobro wspólne? Czy widzimy rany, choroby i wszelkie cierpienia? Czy potrafimy w tym zgiełku fałszywych frazesów wychwycić mowę miłości? Czy jest ona w stanie przedrzeć się do nas?

Chciałoby się zawołać i poprosić tych wszystkich, którzy korzystając ze współczesnej techniki, na różne sposoby zagłuszają mowę miłości. I zasłaniają jej źródło. Zasłaniają Krzyż. Nie przeszkadzajcie Miłości. Pozwólcie jej przenikać ludzkie serca. Dopuście ją do ustawodawstwa, do organów wykonawczych, a zwłaszcza szeroko otwórzcie przed nią drzwi wszystkich szpitali i klinik, przychodni i każdej instytucji zajmującej się leczeniem człowieka.

Zróbcie wszystko, aby służba zdrowia nie stała pod drzwiami urzędników, aby była ubogą krewną. Ale też z drugiej strony nie sprowadzajmy służby zdrowiu ludzkiemu do poziomu kontraktu jedynie pracowniczego.


7.
Służba zdrowiu jest bowiem powołaniem. Jest powołaniem niesłychanie bliskim kapłańskiemu posługiwaniu. I w jednym, i w drugim wypadku spotykamy się z człowiekiem w jego największej słabości, nędzy nawet, ale też i w najwspanialszej jego wielkości, wielkości i mocy ducha. Tylko człowiek może zachować się heroicznie w najcięższej chwili swego życia. Tylko człowiek może otworzyć się na miłość.

Jest to powołanie również tajemnicą. Nierzadko przecież na szpitalnym łóżku rozgrywają się dramaty, przepojone mocą Bożą, będące źródłem wyjątkowego zaskoczenia i wtedy chce się wołać za Maryją: „A skądże mi to”, że mogę się spotkać z tak wielką tajemnicą.

U stóp Matki Najświętszej to wszystko ogarniamy naszą pamięcią i naszym sercem. Ją też prosimy, aby nam pomogła zrozumieć wiele spraw. Ona była obecna w Wieczerniku w czasie pierwszego zstąpienia Ducha Świętego. Ona jest obecna tutaj w czasie naszego czuwania wieczernikowego.

Maryjo, Pocieszycielko strapionych, ale też i Uzdrowienie chorych, okaż się nam kolejny raz Matką i pomóż, byśmy byli w stanie, byśmy potrafili porozumieć się, byśmy wyszli bez duchowego szwanku z tej kolejnej próby sił! Oby bez strat wyszła cała służba zdrowia, a zwłaszcza cierpiący i chorzy, gdyż oni są ranami naszego Pana Jezusa Chrystusa. Oni są znakiem i miarą naszej miłości.


8.
Ukochani Bracia i Siostry,

wszyscy, którzy stanowicie służbę zdrowia, zwracam się do was z jednego z największych szpitali w Polsce, z tego sanktuarium maryjnego, zawierzcie Miłości. I wierzę, że tak się stanie. I ufam, że tak będzie. A skoro tak, to niech pokój Chrystusowy zagości w Waszych sercach i rodzinach, w Waszych szpitalach. Bądźcie też zwiastunami pokoju. I zanieście go do Waszych szpitali, do wszystkich chorych i cierpiących.

Taki przykład daje nam Pan, jedyny, który nikogo nie wprowadził w błąd. Jedyny, któremu bez granic można ufać. On dzisiaj przychodzi do nas. Pokazuje swoje ręce i bok. On to właśnie mówi: „Pokój wam!”.

Pokój Wam. Amen!


+ Antoni P. Dydycz

Biskup Drohiczyński

drukuj